- Obudziłem? - zapytał, a ja skinęłam na tak - Przepraszam, przepraszam, przepraszam.
Za każdym słowem 'przepraszam', całował mnie, więc nie narzekałam. W sumie cieszę się, że tak wcześnie wstaliśmy, bo przynajmniej sobie pogadamy czy coś.
- Jessie, chodź wylecimy sobie dzisiaj do Polski, chciałbym zwiedzić ten kraj, no i wiesz, pogodziłabyś się z rodziną - uśmiechnął się, a ja nie wiedziałam co mam powiedzieć.
- Mówisz poważnie? - skinął na tak - No to do pakowania!
Szybko wybiegliśmy z łóżka, i zaczęliśmy paradować pół nadzy po domu, sąsiedzi prawdopodobnie mieli niezłe widoki. Wzięłam moją najmniejszą walizkę, i spakowałam rzeczy na dwa dni, zajęło mi to jakieś 30 minut, czyli czas w którym Harry, śpiewał pod prysznicem. To było bardzo zabawne, kiedy wyszedł ja poszłam się wykąpać. Zajęło mi to 20 minut mniej. Ubrałam się w kwiatową koszulę bez rękawów, czarne szorty i Conversy i dodatki (klik). Nakręciłam włosy, zrobiłam makijaż i gotowa wyszłam z łazienki gdzie czekał Harry ze śniadaniem.
- Och, jakie to kochane z twojej strony! - powiedziałam.
- Serio myślisz że to dla ciebie? - zakpił ze mnie, a ja zmierzyłam go wzrokiem.
- Zobaczymy...
Odwróciłam się na pięcie i chciałam odejść, ale chwycił mnie od tyłu i podniósł.
- Zobaczymy - uśmiechnął się zabójczo.
Położył mnie na kanapie, usiadł na mnie okrakiem i zaczął łaskotać. Myślałam że go zabije, jednak on pomimo moich błagań i wrzasków nie przestawał.
- Ze mną się nie zadziera kochanie - powiedział.
Nadal mnie łaskotał, po 5 minutach katuszy przestał, mówiąc że mnie kocha, całując i odchodząc do kuchni jednocześnie. O godzinie 8:00 wyszliśmy z mojego domu, i pojechaliśmy do księcia po jego rzeczy. Stwierdziłam że poczekam na niego w aucie, minęło 15 minut, a ten schodzi, zapakowany w walizkę 3 razy większą ode mnie. Zapakował ją do bagażnika i usiadł na siedzeniu kierowcy.
- Po co ci taka wielka walizka?
- Połowa to ciuchy, buty i takie inne, a spakowałem jeszcze laptopa, aparat, tableta, no a wiesz że musiałem wziąć kartony bo się zniszczą, więc...
- Dobra, dobra! Nie proszę cię o historię życia, mogłeś powiedzieć że wziąłeś swoje zabaweczki - zaśmiałam się.
Popatrzył na mnie zabójczo i odjechaliśmy na lotnisko z nadzieją iż będzie lot do Polski i to z wolnymi miejscami w samolocie.
Miejsca były, jednak po dwóch różnych końcach samolotu. Jednak to tylko godzina lotu, więc się zgodziliśmy. Przy kontroli bagaży, Styles miał lekki problem. Lecz bogu dzięki, nie musiał wyjmować zawartości. Pobiegliśmy na prawie już zamkniętą odprawę, i zajęliśmy miejsca w samolocie, żegnając się ze sobą buziakiem.
Jednak mogłam przemyśleć sprawę miejsc, w dwóch różnych częściach samolotu. Wylądowałam koło gostka który non-stop beka, pierdzi i rzuca mi 'zalotne' spojrzenie, a Harry przysłał mi sms'a że koło niego siedzi chińskie dziecko, i coś gada a on się go boi. Bardzo ciekawy lot. Nie powiem, że nie. Poprosiłam pana bekacza koło mnie, czy mógł by się zamienić miejscem z moim chłopakiem i o dziwo się zgodził. Hazzy przyszedł tu jak najszybciej mu się udało i pocałował mnie. Zostało nam jeszcze jakieś 20 minut lotu. Zapięłam pas i przytuliłam się do Harr'ego.
Widziałam już Warszawskie lotnisko. Byłam szczęśliwa na myśl o ojczyźnie, jednak obawiałam się rozmowy z rodzicami... O cholera. Samolot się trzęsie. Bardzo mocno, spojrzałam przerażona na Hazzę, nie wiedział co się dzieje, podobnie jak wszyscy. Trząsł się coraz mocniej, kazali nam założyć maski tlenowe. Złapaliśmy się z Harry'm za ręce, łzy zaczęły mi spływać, bardzo się bałam... Coś na tyle samolotu strzeliło...
______________________________________________
Jezu... Nie wiem od czego mam zacząć... Ja... Bardzo Was przepraszam kochani, wiem że większość z Was już tego nie przeczyta, nie wejdzie tu, ponieważ bardzo się na mnie zawiedliście. Ja na samej sobie też. Jednak dzisiaj coś we mnie pękło i stwierdziłam że nie mogę stracić tego, na co pracowałam tyle miesięcy. Dlatego napisałam rozdział. Mam nadzieję że choć jedna osoba to przeczyta. PRZYRZEKAM, poprostu Wam to obiecuję, że będę się bardzo coś starać tu dodawać REGULARNIE.
Nie mogę stracić 28 cudownych obserwatorów, ponad 40.000 wyświelteń, i niestety nieco mniej, osób czytających. Bardzo wiele zawdzięczam temu blogowi, i muszę dobrnąć do końca tego opowiadania. Bardzo, bardzo, bardzo Was przepraszam. Mam nadzieję że to się z mojej strony nie powtórzy.
Do następnego rozdziału, dziękuję x.