Spojrzałem w dół zaciekawiony co pociągnęło mnie za nogawkę. Zaraz, zaraz... To Jess! Otworzyłem drzwi i wziąłem ją na ręce. Była cała we krwi, jej oczy były całe spuchnięte od łez, zdarłem taśmę z jej ust.
- Harry... Pomóż mi... - ledwo powiedziała.
Wybiegłem z nią na środek lotniska i wydarłem się o pomoc. Po kilku minutach przyjechała karetka, Jessie była ledwo żywa. Pojechałem karetką do szpitala, gdzie byli już jej rodzice. Lekarze kazali nam zostać i wywieźli ją na salę. Usiadłem na krzesełku i ponownie zalałem się łzami. Opowiedziałem rodzicom całą historię, i w tym momencie zadzwonił do mnie nieznany numer. Dałem na głośnomówiący.
- Halo?
- Dzień dobry, tu policja. Chcieliśmy pana poinformować, że sprawca tego całego zamieszania został złapany i przebywa w areszcie.
- Thank you, bye.
- Dowidzenia.
Rodzice Jessie mi wszystko przetłumaczyli, i bardzo się ucieszyłem że złapali skurwiela.
Po godzinie wyszedł stamtąd jeden lekarz, i poprosił ojca Jessie. Nie mogliśmy niczego odczytać z jego mimiki twarzy. Chwilę potem, podszedł i oznajmił:
- Harry... Możesz ją odwiedzić.
Wręcz pobiegłem do sali numer 218. Leżała tam... Podłączona do miliona urządzeń. Miała zamknięte oczy, a jej puls był bardzo niski. Usiadłem na końcu łóżka. Łzy znowu spłynęły mi po polikach. Pociągnąłem nosem.
- Harry... - szepnęła.
- Tak kochanie?
- Kocham cię...
- Ja ciebie też, i to najmocniej w świecie, jesteś dla mnie wszystkim rozumiesz? Nie dam rady bez ciebie. Bądź silna kochanie, proszę cię, wytrzymaj ten koszmar. Kocham cię, bardzo cię kocham, nie zostawiaj mnie proszę cię - klęczałem przy jej łóżku trzymając jej małą dłoń.
Weszli jej rodzice. Płakali.
- Ona umrze Harry - powiedział jej ojciec.
Płakałem... Tak cholernie płakałem. Mijały godziny... Rodzice wyszli, zostałem tylko ja i Jess.
*
Wstałem, zszedłem na dół i zobaczyłem dziewczynę na naszej kanapie. Zawołałem Josh'a.
- O, zauważyłeś już Jessie, to nasza nowa stylistka.
- Haha, pewnie - zaszydziłem.
Chłopcy zeszli na dół.
- No to mówię ci, to ta nasza przyszła stylistka!
- Nie!
- Tak!
- Zakład?
Czasem byliśmy jak 5-latki kłócące się o cukierka.
- O co?
- O wygraną.
- Okej.
Chłopcy dziwnie się na nas patrzyli. "Jessie" powoli się budziła. Widać było że jest mocno skacowana.
Tak właśnie 'poznałem' mój cały świat. Jeśli można było to nazwać 'zapoznaniem się'.
*
Sięgnąłem po pizzę w tym samym momencie co ona. Nawet jej dotyk był delikatny... Spojrzeliśmy sobie w oczy. Przybliżyłem się do niej, nasze twarze dzieliły centymetry. Postanowiłem to zrobić. Pocałowałem ją, jej usta były niczym raj... Wiedziałem że nie powinienem, ale nie umiałem się powstrzymać...
- Przepraszam... Ja... Ja nie powinienem - powiedziałem skruszony.
- Wina również jest po mojej stronie, ale przecież to tylko jeden niewinny pocałunek! - powiedziała, starając się mnie uspokoić - Spokojnie nikt poza nami się nie dowie.
- Los chciał nas złączyć już dwa razy, i tym trzecim mu się udało - uśmiechnąłem się, a ona się zarumieniła. - Jesteś słodka kiedy się rumienisz.
- Nie słodź mi bo mi te buraki chyba do jutra nie zejdą - zaśmiałem się.
- Wina również jest po mojej stronie, ale przecież to tylko jeden niewinny pocałunek! - powiedziała, starając się mnie uspokoić - Spokojnie nikt poza nami się nie dowie.
- Los chciał nas złączyć już dwa razy, i tym trzecim mu się udało - uśmiechnąłem się, a ona się zarumieniła. - Jesteś słodka kiedy się rumienisz.
- Nie słodź mi bo mi te buraki chyba do jutra nie zejdą - zaśmiałem się.
Ten moment zapamiętam na zawsze. Nasz pierwszy pocałunek, coraz mocniej płakałem.
*
Wszedłem do sali i widząc ją poprzyczepianą do różnojakich przyrządów, kabelków, i tak osłabioną zacząłem płakać. Usiadłem na krześle obok. Otworzyła oczy.
- Kim jesteś? - spytała.
- Ty... Ty... Mnie nie pamiętasz? - zacząłem bardziej płakać.
- Jesteś z tego popularnego zespołu... Z XFactora... Ale... Wyglądałeś inaczej. Znaczy w BootCamp'ie.
- Aż tak...
- Ale co?
- Aż tak długo niczego nie pamiętasz - chciałem ją chwycić za dłoń, jednak ją zabrała.
- O czym ty mówisz? Wogóle gdzie ja jestem? Gdzie moja rodzina?
- Ty... Ty... Mnie nie pamiętasz? - zacząłem bardziej płakać.
- Jesteś z tego popularnego zespołu... Z XFactora... Ale... Wyglądałeś inaczej. Znaczy w BootCamp'ie.
- Aż tak...
- Ale co?
- Aż tak długo niczego nie pamiętasz - chciałem ją chwycić za dłoń, jednak ją zabrała.
- O czym ty mówisz? Wogóle gdzie ja jestem? Gdzie moja rodzina?
Tego za cholerę nie chciałem pamiętać... Ale wtedy bardzo się zbliżyliśmy...
*
Podszedłem do niej, ująłem jej poliki w moje dłonie, zaczęliśmy się namiętnie całować, przenieśliśmy się na kanapę. Jeździłem ręką po jej ciele, rozpinała mi koszulę... No i stało się... Zrobiliśmy to. Najlepszy wieczór w moim życiu.
To była zdecydowanie jedna z najlepszych chwil w moim życiu.
*
- Harry...
- Tak? - podniosłem głowę i spojrzałem na nią spuchniętymi od płaczu oczami.
- Kocham cię, bardzo... Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało, lecz nie sądziłam że aż tak szybko powiem ci dowi...
- Nie mów tego proszę - płakałem coraz mocniej.
- Dowidzenia, kocham cię, i pamiętaj że będę na ciebie czekać tam u góry kochanie.
Pocałowałem ją... Pocałowałem ją ostatni raz.
- Kocham cię najbardziej na świecie.
Uśmiechnęła się i odeszła... Urządzenia zaczęły brzęczeć, a ja nie mogłem oddychać z płaczu. Trzymałem ją za rękę i czułem jak niknie jej puls.
- Nie, nie, nie, nie! Jessie! Błagam cię wróć!
Przybiegli lekarze i wyprowadzili mnie z sali. Pobiegłem do windy, wjechałem na ostatnie piętro i wszedłem na dach. Patrzyłem w ciemność która mnie otaczała. Podszedłem do krawędzi wysokiego budynku i spojrzałem w dół. Tak bardzo ją kocham... Dlaczego ona? Dlaczego mój świat odszedł? Dlaczego jej nie ma? Chcę być z nią... Na wieki... Skoczyłem. Jessie, niedługo się zobaczymy, kocham cię nad życie. Poczułem ogarniający całe moje ciało ból. 1... 2... 3... Ciemność.
______________________________________________________________________
Powiem Wam, że sama nie mogę oddychać tak płaczę. Byłam do nich tak przywiązana że aż czuję ich stratę. To jest przed ostatni rozdział, na tym blogu.
Mam nadzieję że Wam się podobało, bo ja ryczę jak poje*ana.