środa, 1 maja 2013

Chapter 49.

http://www.youtube.com/watch?v=LVsrP9OJ6PA

Spojrzałem w dół zaciekawiony co pociągnęło mnie za nogawkę. Zaraz, zaraz... To Jess! Otworzyłem drzwi i wziąłem ją na ręce. Była cała we krwi, jej oczy były całe spuchnięte od łez, zdarłem taśmę z jej ust.
- Harry... Pomóż mi... - ledwo powiedziała.
Wybiegłem z nią na środek lotniska i wydarłem się o pomoc. Po kilku minutach przyjechała karetka, Jessie była ledwo żywa. Pojechałem karetką do szpitala, gdzie byli już jej rodzice. Lekarze kazali nam zostać i wywieźli ją na salę. Usiadłem na krzesełku i ponownie zalałem się łzami. Opowiedziałem rodzicom całą historię, i w tym momencie zadzwonił do mnie nieznany numer. Dałem na głośnomówiący.
- Halo?
- Dzień dobry, tu policja. Chcieliśmy pana poinformować, że sprawca tego całego zamieszania został złapany i przebywa w areszcie.
- Thank you, bye.
- Dowidzenia.
Rodzice Jessie mi wszystko przetłumaczyli, i bardzo się ucieszyłem że złapali skurwiela.

Po godzinie wyszedł stamtąd jeden lekarz, i poprosił ojca Jessie. Nie mogliśmy niczego odczytać z jego mimiki twarzy. Chwilę potem, podszedł i oznajmił:
- Harry... Możesz ją odwiedzić.
Wręcz pobiegłem do sali numer 218. Leżała tam... Podłączona do miliona urządzeń. Miała zamknięte oczy, a jej puls był bardzo niski. Usiadłem na końcu łóżka. Łzy znowu spłynęły mi po polikach. Pociągnąłem nosem.
- Harry... - szepnęła.
- Tak kochanie?
- Kocham cię...
- Ja ciebie też, i to najmocniej w świecie, jesteś dla mnie wszystkim rozumiesz? Nie dam rady bez ciebie. Bądź silna kochanie, proszę cię, wytrzymaj ten koszmar. Kocham cię, bardzo cię kocham, nie zostawiaj mnie proszę cię - klęczałem przy jej łóżku trzymając jej małą dłoń.
Weszli jej rodzice. Płakali.
- Ona umrze Harry - powiedział jej ojciec.
Płakałem...  Tak cholernie płakałem. Mijały godziny... Rodzice wyszli, zostałem tylko ja i Jess.

*
Wstałem, zszedłem na dół i zobaczyłem dziewczynę na naszej kanapie. Zawołałem Josh'a.
- O, zauważyłeś już Jessie, to nasza nowa stylistka.
- Haha, pewnie - zaszydziłem.
Chłopcy zeszli na dół.
- No to mówię ci, to ta nasza przyszła stylistka!
- Nie!
- Tak!
- Zakład?
Czasem byliśmy jak 5-latki kłócące się o cukierka.
- O co?
- O wygraną.
- Okej.
Chłopcy dziwnie się na nas patrzyli. "Jessie" powoli się budziła. Widać było że jest mocno skacowana.

Tak właśnie 'poznałem' mój cały świat. Jeśli można było to nazwać 'zapoznaniem się'.

*
Sięgnąłem po pizzę w tym samym momencie co ona. Nawet jej dotyk był delikatny... Spojrzeliśmy sobie w oczy. Przybliżyłem się do niej, nasze twarze dzieliły centymetry. Postanowiłem to zrobić. Pocałowałem ją, jej usta były niczym raj... Wiedziałem że nie powinienem, ale nie umiałem się powstrzymać...
- Przepraszam... Ja... Ja nie powinienem - powiedziałem skruszony.
- Wina również jest po mojej stronie, ale przecież to tylko jeden niewinny pocałunek! - powiedziała, starając się mnie uspokoić - Spokojnie nikt poza nami się nie dowie.
- Los chciał nas złączyć już dwa razy, i tym trzecim mu się udało - uśmiechnąłem się, a ona się zarumieniła. - Jesteś słodka kiedy się rumienisz.
- Nie słodź mi bo mi te buraki chyba do jutra nie zejdą - zaśmiałem się.

Ten moment zapamiętam na zawsze. Nasz pierwszy pocałunek, coraz mocniej płakałem.

*
Wszedłem do sali i widząc ją poprzyczepianą do różnojakich przyrządów, kabelków, i tak osłabioną zacząłem płakać. Usiadłem na krześle obok. Otworzyła oczy.
- Kim jesteś? - spytała.
- Ty... Ty... Mnie nie pamiętasz? - zacząłem bardziej płakać.
- Jesteś z tego popularnego zespołu... Z XFactora... Ale... Wyglądałeś inaczej. Znaczy w BootCamp'ie.
- Aż tak...
- Ale co?
- Aż tak długo niczego nie pamiętasz - chciałem ją chwycić za dłoń, jednak ją zabrała.
- O czym ty mówisz? Wogóle gdzie ja jestem? Gdzie moja rodzina?

Tego za cholerę nie chciałem pamiętać... Ale wtedy bardzo się zbliżyliśmy...

*
Podszedłem do niej, ująłem jej poliki w moje dłonie, zaczęliśmy się namiętnie całować, przenieśliśmy się na kanapę. Jeździłem ręką po jej ciele, rozpinała mi koszulę... No i stało się... Zrobiliśmy to. Najlepszy wieczór w moim życiu.

To była zdecydowanie jedna z najlepszych chwil w moim życiu.

*

- Harry...
- Tak? - podniosłem głowę i spojrzałem na nią spuchniętymi od płaczu oczami.
- Kocham cię, bardzo... Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało, lecz nie sądziłam że aż tak szybko powiem ci dowi...
- Nie mów tego proszę - płakałem coraz mocniej.
- Dowidzenia, kocham cię, i pamiętaj że będę na ciebie czekać tam u góry kochanie.
Pocałowałem ją... Pocałowałem ją ostatni raz.
- Kocham cię najbardziej na świecie.
Uśmiechnęła się i odeszła... Urządzenia zaczęły brzęczeć, a ja nie mogłem oddychać z płaczu. Trzymałem ją za rękę i czułem jak niknie jej puls. 
- Nie, nie, nie, nie! Jessie! Błagam cię wróć!
Przybiegli lekarze i wyprowadzili mnie z sali. Pobiegłem do windy, wjechałem na ostatnie piętro i wszedłem na dach. Patrzyłem w ciemność która mnie otaczała. Podszedłem do krawędzi wysokiego budynku i spojrzałem w dół. Tak bardzo ją kocham... Dlaczego ona? Dlaczego mój świat odszedł? Dlaczego jej nie ma? Chcę być z nią... Na wieki... Skoczyłem. Jessie, niedługo się zobaczymy, kocham cię nad życie. Poczułem ogarniający całe moje ciało ból. 1... 2... 3... Ciemność.

______________________________________________________________________

Powiem Wam, że sama nie mogę oddychać tak płaczę. Byłam do nich tak przywiązana że aż czuję ich stratę. To jest przed ostatni rozdział, na tym blogu.

Mam nadzieję że Wam się podobało, bo ja ryczę jak poje*ana.






Nowy blog :)

Hej, prawdopodobnie dzisiaj napiszę następny rozdział :)
Jeśli to opowiadanie Wam się podoba, to zachęcam do czytania mojego drugiego bloga o Justinie Bieberze :)

LINK: http://opowadanie-justinbieber.blogspot.com/


Chapter 48 i wytłumaczenie dlaczego nie pisałam.

UWAGA!: Występują tu wulgaryzmy.

* oczami Harr'ego *

Nagle w całym samolocie było pełno jakiegoś gazu, wszyscy zaczęli kaszleć. Jess i ja też. Widziałem że płacze. Szczerze mówiąc to też miałem szklanki w oczach, nie dziwcie się. W pewnym momencie zaczęło mi się robić czarno przed oczami, lecz słyszałem wszystko. Słyszałem krzyki, i kolejne strzały. Byłem kurewsko wystraszony. Chciałem złapać Jessie za rękę, jednak nie mogłem jej wyczuć. Zacząłem panikować, otworzyłem oczy, ale widziałem tylko bardzo zamazane elementy. Nie było jej koło mnie. Po prostu kurwa zniknęła. Poczułem ląd. Chyba wylądowaliśmy. Usiadłem przejęty całą sytuacją na fotel, nie mogąc przestać myśleć o tym gdzie może być kurwa mać moja dziewczyna. Usłyszałem otwierające się drzwi od samolotu, i ludzie którzy tu weszli, chyba ochroniarze, wyprowadzili pasażerów. Po 10 minutach odzyskałem wzrok. Wyciągnąłem telefon i chciałem zadzwonić do Jessie, jednak dostałem sms'a właśnie od niej o niepokojącej treści:

"Jak chcesz żeby przeżyła przygrzeb swój tyłek i milion dolarów dzisiaj o 14 na przedmieścia, za lotniskiem. Drewniany domek."

Łzy napłynęły mi do oczu, dałbym mu ten cholerny milion, ale nie mam jak. Nie dzisiaj. 
- Kurwa! - wydarłem się na całe lotnisko.
Miałem w dupie to że ludzie się na mnie patrzyli. Nie wiedziałem co mam robić żeby uratować cały mój świat - Jessie. Nie wiedziałem co miałem robić, nie wiedząc nawet gdzie mieszkają jej rodzice, nie posiadając auta, nic... Po chwili namysłu postanowiłem wynająć samochód na cały dzień, i zaraz pojechać na te przedmieścia. Była godzina 13:00, miałem w sumie jebaną godzinę żeby wykombinować kasę. Znaczy mógłby mu ją dać w złotówkach, bo było by na pewno prościej, ale za cholerę nie w dolarach. Nie brałem ze sobą tyle kasy, a chłopaki nie zrobili by przelewu, nawet kurwa nie wziąłem swojej karty, bo po co?! Żyłka mi skakała coraz mocniej. Nie wiedziałem co miałem robić... Wybiegłem przed lotnisko, i usiadłem na ławce po prostu płacząc... Wyjąłem telefon i napisałem do tego faceta:

"Jeśli spróbujesz ją tknąć, obiecuję ci, że będziesz ginął w wielkim cierpieniu."

Może to do mnie nie podobne, ale byłem w stanie go zabić. Wszystko aby mój świat był bezpieczny. Poczułem wibracje w prawej kieszeni. Wyjąłem telefon i to co zobaczyłem przyprawiło mnie w jeszcze większe łzy. Poczułem jak coś mnie ściska w żołądku. Przyszło zdjęcie mojej dziewczyny która leżała z pociętymi dłońmi a nad głową widniał napis "czas leci". Wziąłem jak najszybszą taksówkę, i pojechałem szukać tego zasranego domku.

Szukałem z tym taksówkarzem już dobre 40 minut i gówno. Nic nie było. Wjechaliśmy do jakiegoś lasu, już dobre 5 minut drogi i nic. Kierowca zauważył jakąś melinę, ledwo trzymającą się na tym spróchniałym drewnie. Zatrzymaliśmy się jakieś 20m od tego "domku". Wyszedłem z auta i wyważyłem drzwi, napis owszem był. Niestety po Jessie ani śladu. Pod napisem była kartka. Wziąłem ją i zacząłem czytać.

"Jeśli chcesz ją kiedykolwiek zobaczyć radzę ci się śpieszyć bo samolot odlatuje o 14:50 :)"

Spojrzałem panicznie na zegarek. 14:30. KURWA, KURWA, KURWA. Wybiegłem i wsiadłem do auta, powiedziałem że jak najszybciej na lotnisko. W tym czasie zadzwoniłem po policję, która miała się tam zjawić za 5 minut. Dojechaliśmy na miejsce w przeciągu 3 minut. Zostawiłem mu 10$ i pobiegłem do środka. Zauważyłem policję, która nie wiedziała za bardzo co tu robi. W tym momencie znalazłem kartkę spadającą gdzieś z góry.

"Szybko się z tym uporałeś. Niestety, dziewczyna już prawdopodobnie nie żyje. Tak jak mówiłem, nie będzie pieniędzy, nie będzie dziewczyny. Uważniej dobieraj ludzi którzy ci pomagają."

Gdybym wiedział kto to jest... Już by nie żył. Podbiegłem do policjanta i dałem mu kartkę. Moim pierwszym celem do "przeszukania" była damska toaleta. Pusto. To samo w męskiej i dla niepełnosprawnych. Nie wiedziałem co miałem ze sobą zrobić. Musiałem ją znaleźć, ale za cholerę nie wiedziałem gdz... Co do...



____________________________________________________



Ogółem to najchętniej bym tu nic nie pisała, bo mi strasznie wstyd... Ale kiedyś się trzeba wytłumaczyć co? No to ogółem są trzy powody dla których nie pisałam:
*2 miesięczny brak laptopa
*brak weny
*brak chęci

Ale mam nadzieję że ktokolwiek to przeczyta... Bardzo wiele wam zawdzięczam, i naprawdę, każdy komentarz, jest dla mnie jak takie przytulenie. I bardzo się cieszę że coś napisałam ;)

Mam nadzieję że wezmę się do roboty i niedługo napiszę coś nowego :)