czwartek, 22 listopada 2012

Chapter 43 .

* oczami Jessici *

Nie wiedziałam za bardzo co mam robić. Czy stracić dziewictwo teraz, z Harry'm, czy jeszcze poczekać... Spojrzałam mu w oczy. Iskrzyły niczym fajerwerki. Zagryzłam wargę i wróciliśmy do dzikich pocałunków...

No cóż... Grzeczną dziewczynką to ja już nie jestem. Jeśli wiecie o czym mówię. Leżę wtulona w jego tors. Jestem trochę zmęczona.

Obudził mnie Harry który jak zwykle bawił się kosmykami moich włosów. Byłam w świetnym humorze. Pewnie ze względu na wczorajszy wieczór.
- Dzień dobry - powiedziałam zachrypniętym głosem.
- Ooo, kogo ja słyszę! Panią śpię do 11 i nie pozwalam się ruszyć z łóżka! - zaśmiał się.
- Co?
- No właśnie to! Jest godzina 11, a ja nie mogę wstać!
- Czemu?
- Bo jak chciałem to tak mocno zaciskałaś ręce że nie dało się ruszyć - zaśmialiśmy się.
- Co dzisiaj robimy?
- Cóż jak się sprężysz to możemy pojechać w bardzo interesujące miejsce poza Londynem.
- Daj mi 15 minut - zerwałam się z łóżka prosto do łazienki, ale po chwili namysłu wychyliłam głowę zza drzwi - no dobra, 20.
- Mam u ciebie jakieś rzeczy?
- Tak, poszukaj w szafie.
Wzięłam szybki prysznic, wyprostowałam włosy, ubrałam się w moje jedne z najkrótszych, kremowe szorty, bluzkę z długim rękawem która odsłania 1/3 brzucha, vansy w panterkę, biżuterię, moją ulubioną torebkę z Channel i Ran Bany (klik). Pomalowałam dzisiaj tylko rzęsy. Gotowa wyszłam z łazienki. Harry już był gotowy do wyjścia. Stwierdziliśmy że zjemy w Mc, czy czymś takim.
- A gdzie mnie wywozisz? - spytałam wchodząc do jego czarnego BMW.
- Niespodzianka kochanie - uśmiechnął się.
Odjechaliśmy. Po jakichś 10 minutach drogi zajechaliśmy do Mc, kupując tam kawę i sporo przekąsek. Zawsze byłam przeciwna takiego typu jedzeniu, ale jak Styles się uprze, to nie ma odwrotu. Pojechaliśmy dalej. Kiedy byliśmy już na przedmieściach Londynu wyciągnęłam mojego IPhone'a i zaczęłam robić nam zdjęcia. Harry robił naprawdę zabawne miny więc zdjęcia wyszły wprost świetnie. Potem zadzwonił mi telefon. Ściszyliśmy radio i odebrałam.
- Hej mamo.
- No cześć córcia, słuchaj, przełożyli nam lot. Za dwa dni wylatujemy, mogłabyś się z nami jutro spotkać?
- Jasne! Może o 12:00 przyjedz...
- Nie, ty przyjedź do naszego hotelu, dobrze?
- Okej, to do jutra, pozdrów wszystkich, pa!
- Pa, kochanie, buziaki!
Nacisnęłam czerwoną słuchawkę.
- Coś się stało? - spytał Harry.
- Nie, mama chce się ze mną jutro spotkać.
- To chyba dobrze - uśmiechnął się.
- No wiem.
Harry ponownie podgłośnił radio. Właśnie leciała piosenka Nicki Minaj Pound The Alarm. Oboje mieliśmy świra na punkcie tej piosenki. Z odsłoniętym dachem, regulatorem na full i moim telefonem w ręce jechaliśmy przez pola. Po godzinnej drodze dojechaliśmy do jakiegoś lasu. Wjechaliśmy w jego głąb. Zamknęłam na chwilę oczy i odchyliłam głowę do tyłu. Miałam ciemno przed oczami, jednak po zaledwie kilku sekundach nastało przed nimi "wielkie oświecenie". Otworzyłam oczy i moje oczy ujrzały jeden z najpiękniejszych widoków w całym życiu. Wielkie jezioro, łąka... Oaza spokoju. Nie było tam nikogo poza nami. Odstawiliśmy auto tuż koło jeziorka, wysiedliśmy z niego i wyjęliśmy z auta koce. Ogółem urządziliśmy sobie piknik. Położyłam się na kocu, po chwili poczułam na sobie Harr'ego. Zdjęłam okulary, otworzyłam oczy i moim oczom ukazał się mój chłopak szczerzący się do mnie. Zaczęliśmy się całować. 
- Wiesz, że bardzo cię kocham? - powiedział.
- Harry... Ja ciebie też. Po tym co razem przeszliśmy - uśmiechnęłam się gładząc go po policzku. 
Pocałował mnie. Ale tak zupełnie inaczej, jakby moje usta były stworzone z najdelikatniejszej tkaniny na świecie.
- Czas na... JEDZENIE! - zaśmiałam się.
Harry poszedł po fast food'a i zaczęliśmy się objadać w towarzystwie telefonów. A raczej aparatów w telefonach. Co chwila jedno z nas robiło sobie zdjęcie. Przeważnie głupie. Jednak jedno wyszło nam ślicznie i postanowiliśmy że je wywołamy. Kiedy zjadłam McFlurry, położyłam się na kocu, mówiąc że już się najadłam. Podwinęłam rękawy w bluzce. Było dzisiaj wyjątkowo gorąco. Poczułam jak Harry na mnie siada.
- Co ty wyprawiasz? - spytałam.
Podwinął mi bluzkę i powiedział:
- Jeśli nie umiesz się sama żywić muszę ci w tym pomóc! Zobacz jaka z ciebie chudzina! 
Zaśmiałam się głośno.
- No już! Aaaammm! - mówił starając się nakarmić mnie frytką. 
Zjadłam jedną, a drugą zjedliśmy wspólnie. Całując się. Potem wróciliśmy do strzelania sobie głupich fotek. Moja ulubiona ze wszystkich, którą mam na tapecie, to ta na której Harry i ja jesteśmy złączeni w pocałunku. Po 30 minutach Harry stwierdził że idziemy się pokąpać do jeziora. Oczywiście zaprzeczyłam. Ale że jest ode mnie silniejszy nie miałam zbyt wiele do gadania.
- Daj mi chociaż ściągnąć ubrania! - powiedziałam, a on tylko zrobił minę "pedofila".
Zostałam w samej czarnej, koronkowej bieliźnie.
- Mmm... Podoba mi się taki zestawik - zaśmiał się.
- Weź się nawet nie odzywaj! Sam prawie goły latasz! - był w samych bokserkach.
Wziął mnie na ręce i wbiegł ze mną do jeziora. Bogu dzięki było bardzo płytkie. Sięgało mi do kolan. 
- Zimno!
Ochlapał mnie.
- No i dobra.
Było mi strasznie zimno. Wyszłam z wody, i owinęłam się kocem. Słyszałam jak Harry do mnie idzie. Oczywiście nie byłam na niego obrażona, bo nie ma o co, ale troszkę zła owszem.
- Kochanieeee...
Ukucnął przy mnie i podniósł mnie za podbródek.
- Wiesz jak mi zimno przez ciebie?
- No przestań.
Przytulił mnie i pocałował w czoło.
- Jesteś głupi.
- Też cię kocham - pocałował mnie.
Ubraliśmy się i ponownie położyliśmy na kocu. Spojrzałam na zegarek. Wybiła 15:00. Usiadłam na moim chłopaku okrakiem.
- A ty co? - zapytał.
- A co nie mogę?
Uśmiechnął się szarmancko i zniżyłam się aby go pocałować.
- Co powiesz żebyśmy wyjechali na wspólne wakacje?
- Ale... Kiedy? A trasa?
- Nie wiem, za 2 tygodnie? O to się nie martw, to moje życie, i też mam prawo do urlopu.
- Jeśli tak, to pewnie że chcę!
- Gdzie, kochanie, gdzie?
- Zaskocz mnie.
- Hmm... Malediwy? 2 tygodnie?
- S.. Serio?
- No tak - zaśmiał się.
- Aaaa! Harry! Boże! Tak, tak, tak!
Pocałowałam go. 2 tygodnie na najpiękniejszej wyspie świata?! To takie... Nierealne!
- To jak, wracamy i rezerwujemy?
Skinęłam głową. Zapakowaliśmy rzeczy, i popędziliśmy w stronę Londynu.

Gdy wybiła 17:00, dosłownie wbiegliśmy do biura E-Dreams. Bogu dzięki, w ofercie były Malediwy. Zadzwonił mi telefon. Poszłam odebrać.
- Halo?
- Hej Jessie, tu Camille.
- Oo, hej! Jak tam w stanach?
- Cudownie! Wiesz kto jest moim chłopakiem?
- Niewi...
- ZAYN!
- Naprawdę?! No co gratulacje kochana!
- Dzięki! A jak tam u ciebie? Wiesz, zdrowie?
- A też dobrze, i wszystko fajnie.
- Dobra, ja muszę lecieć, Zayn wzywa, trzymajcie się, pozdrów Harr'ego pa!
- Pa!
Podeszłam do Hazzy, który już trzymał w ręce jakieś papiery.
- Załatwione - powiedział - dziękujemy, dowidzenia.
Wyszliśmy z biura.
- Tak szybko?
- A jak!
- Za 2 tygodnie raj będzie nasz!
Pocałowaliśmy się i pojechaliśmy do mnie do domu.

__________________________________________


Hej! x

Mam nadzieję że rozdział przypadnie wam do gustu! Jeszcze jutro coś NAPEWNO napiszę, bo nie wybieram się do szkoły i mam dzień wolny :D

See ya xx


6 komentarzy:

  1. Suuuper, suuuper, suuuper ! ; ]]
    Czekam na następny ... ; ** ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Booooooooooooooski*-*!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. zajebisty jest, a jak jutro nie napiszesz dalej to w poniedziałek zabiję, obiecuję ! <3

    OdpowiedzUsuń