niedziela, 11 listopada 2012

Chapter 42 .

* oczami Zayn'a *

Byłem dość skacowany po wczorajszej imprezie... Naprawdę... Było nieźle. Teraz mój mózg stara się zidentyfikować moje położenie. Leżę w łóżku, w samych bokserkach, a koło mnie... Camille?! Mój boże... Już sobie wyobrażam co musiało się zdarzyć poprzedniej nocy... Głowa mnie boli... I praktycznie nic nie pamiętam! Mój umysł przestał kontrolować wszystko od kiedy wszedłem do klubu nocnego. Potem już było z górki. Ponownie spojrzałem na Cams. Tym razem nie spała. Patrzyła się na mnie swoimi dużymi oczami.
- Dzień dobry - uśmiechnąłem się i pocałowałem ją. W końcu... Spaliśmy ze sobą...
- Zayn... Wiem że nic nie pamiętasz... Pociesze cię że ja też, ale wnioskując po tym - wskazała palcem na zużytą prezerwatywę na środku pokoju - chyba sam wiesz co musiało się stać...
- Cóż... Przynajmniej się zabezpieczyliśmy - zaśmialiśmy się.
- Głowa mi pęka - powiedziała łapiąc się za nią.
Nie byłem pewny czy wyznać jej teraz miłość czy nie... Nigdy nie wiedziałem czy to będzie odpowiedni moment, no ale cóż trzeba zaryzykować...
- Cami...
- Tak?
- Wiesz... Ja... Wiem że możesz mnie potraktować niepoważnie, ale... Nie chcę aby to był "jednorazowy numerek"... Camille... Zakochałem się w tobie.
- Zayn, jesteś na kacu. Pieprzysz głupoty - zaśmiałem się.
- To że mówię niewyraźnie, nie znaczy że mój umysł nie jest trzeźwy - uśmiechnąłem się spoglądając na nią. 
Uśmiechnęła się do mnie, ukazując jej białe jak perełka ząbki. 
- Jesteś ślepy czy tylko udajesz? - spytała.
- Dlaczego? 
- Zayn... Serio myślisz że przespała bym się z byle kim, nawet po pijaku? Od samego początku naszej znajomości jestem w tobie zakochana po uszy!
Było mi lżej na sercu. Położyłem się tak jakby, na niej i zaczęliśmy się całować. 
- Czyli, że zgodziłabyś się...
- Tak - przerwała mi.
- Zrobić mi kanapkę? - zaśmiałem się, a ona spojrzała na mnie piorunująco - Żartowałem, czy zgodziłabyś się zostać moją dziewczyną? - uśmiechnąłem się.
- Hmm... Nie - zdziwiłem się - żartowałam! Ale minę to ty miałeś przednią!
- Będzie kara.
Zacząłem ją łaskotać. Wiedziałem że to zawsze działa. Przynajmniej na Cami.

______________________________________________


wiem, znienawidzicie mnie ale jestem zmęczona i nie chce mi sie pisać ._. <szczerawika>

ZA KRÓTKI, ale następny będzie megamegamega długi, #ipromise

love ya all!

piątek, 2 listopada 2012

Chapter 41 (2 części) .

Po kilku godzinnych zakupach Harry odwiózł mnie do domu. Weszłam do niego obładowana torbami. Byłam naprawdę zmęczona. Poszłam się przebrać w piżamę, i w między czasie gadałam z mamą. Wyjeżdżają pojutrze, jakieś sprawy w pracy. Zrobiłam sobie kolację i poszłam spać.

***

Promienie słońca kazały mi wstać już o 10:00. Jak co ranek sięgnęłam po telefon, i czekała w nim na mnie miła niespodzianka. Czyli sms od Harr'ego.

" Hej Jessie! Mam wielką prośbę, otóż. Bądź dzisiaj o 20:00 na dachu mojego budynku. To naprawdę ważne, proszę potraktuj to jako... Romantyczną kolację? Jeśli można to tak nazwać. Mam nadzieję że do zobaczenia :) xx "

No to jestem ustawiona na wieczór. Teraz jedyne czego pragnę to dalszy sen. Jednak znając mój umysł, już nie zasnę. 

***

Godzina 18:00. Co robię? Właśnie się obudziłam. Jestem przerażona, jak mogłam aż tyle spać? Jednak mój telefon, nie daje znaku życia. Nikt (na szczęście) nie dzwonił. Idę się kąpać. Przecież nie spotkam się z Hazzą, jak jakaś brudaska. Chyba lekko przesadzam, no ale cóż... Czym prędzej wymodelowałam włosy, i zabrałam się za strój. Postanowiłam ubrać moją biało złotą sukienkę, i białe dodatki do tego(klik,). Pomalowałam się wyjściowo i wybiła 19:30. Zaczął dzwonić mi telefon. Nieznany numer. Postanowiłam odebrać.
- Halo?
- Dobry wieczór, czy panna Starwood przy telefonie?
- Tak.
- Wspaniale! Chciałem spytać, czy na prośbę pana Styles'a mogłaby pani o godzinie 19:55 zejść na dół, aby udać się ze mną, do niego?
- Dobrze...
- Dziękuję, i dozobaczenia.
- Tak.
Dziwny facet... No ale cóż. To pewnie sprawka Harr'ego. Wzięłam ostatniego łyka wody, zadzwoniłam do mamy i zeszłam na dół, gdzie czekała na mnie... Limuzyna? Tak. To naprawdę była limuzyna. Wsiadłam do niej, i odjechaliśmy.

Wjechałam na dach i bezproblemowo tam weszłam. To co zobaczyłam... To było piękne. Cały dach w różach i świeczkach, a na środku, stolik, szampan, jedzenie, a po boku... On... Harry. Uśmiecha się do mnie nieśmiale. Stoję jak słup, nie mogąc nic powiedzieć, a on się do mnie zbliża...

http://www.youtube.com/watch?v=HLphrgQFHUQ <--- włączcie sobie ;)

- Jessie, ja... - zaczął.
- Tak?
- Wiem, że może przesadzam, ale... Ale bardzo mi na Tobie zależy... I... Kocham cię. Bardzo. Wiem że pewnie tego nie odwz...
- Nie wiesz - przerwałam mu - Harry... Ja, ja powoli odzyskuje pamięć. Zaczynają mi się przypominać, te wszystkie chwile spędzone właśnie z tobą! Oczywiście nie wszystkie, ale jak narazie moja pamięć zatrzymała się... Na koncercie, kiedy wyznałeś mi swoje uczucia - uśmiechnął się.
- Ale... W jaki sposób możesz to sobie przypominać?
- Śni mi się wiele rzeczy, i miewam przebłyski pamięci.
- Czyli że... Czyli że mam jeszcze szanse, na odzyskanie ciebie?
- Bardzo duże - uśmiechnęłam się.
Zbliżył się do mnie, i pocałował mnie. Ale nie tak zwyczajnie. Tak... Tak z uczuciem. Wielkim tryskającym uczuciem. Usiedliśmy do stołu w celu zjedzenia tego co przygotował Harry. Było tego sporo.

Harry i ja postanowiliśmy się przejść. W sumie, to Harry chciał mnie odprowadzić do domu... No więc. Już pod nim jesteśmy. Chyba obawiam się tego że zaraz będę musiała się z nim rozstać.
- No to... Mam nadzieję że do zobaczenia, jutro - uśmiechnął się.
- Harry...
- Tak?
- Może wejdziesz na kawę? - uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Jasne - odwzajemnił uśmiech.
Tak więc, weszliśmy na górę, zdjęliśmy buty i poszliśmy do kuchni. Stał oparty o blat, a ja do niego tyłem, sięgałam po kawę. Odwróciłam się. Byłam kilka milimetrów oddzielona od niego. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Kawa wypadła mi z rąk. Harry ujął moje policzki w swoje dłonie, i zaczęliśmy się namiętnie całować. Przenieśliśmy się na kanapę. Jego ręka jeździła po moim ciele powodując przyjemne dreszcze. Zaczęłam mu rozpinać koszulę, zaczynając od kołnierzyka...

___________________________

Siemka xx

Jestem trochę wkurzona, ponieważ wczoraj cały wieczór pisałam rozdział, a dzisiaj okazało się że ani się nie dodał, ani nie zapisał, więc musiałam napisać od nowa...

No ale nic! Dziękuję Wośko że mi to uświadomiłaś <3 xxx

Jutro poniedziałek :c Ale zbytnio się tym nie przejmuję, ponieważ miałam tak zajebistą niedzielę że kurde przejdzie do historii! :)

Postaram się coś nabazgrać w tygodniu, bywajcie! <3 xxxxx

czwartek, 1 listopada 2012

#important

Heeeeeeeeeeeeeeeeeej xx.

JUTRO ROZDZIAŁ bo śpie przed laptopem x.x

Little Things *.* OH GOD I LOVE THAT.

http://ask.fm/stylesbitch pytajcie, i wogóle :3

niedziela, 28 października 2012

Chapter 40 .

- Najlepiej zacznij od początku - zaśmiał się, patrząc mi w oczy.
- Masz rację, a więc zaczęło się od tego że wpadłam na pomysł, aby przeglądnąć zdjęcia i sms'y i... I tam było tyle rzeczy związanych z tobą... Praktycznie każda.
- Czyli...
- Wierzę ci we wszystko co mówiłeś. No w końcu, raczej w przeciągu kilku godzin, nie zhackował być mojego telefonu, prawda?
- Prawda - zaśmiał się.
- Harry... 
- Tak?
Raz się żyje. Pocałowałam go. Nie protestował, wręcz przeciwnie. Przez pocałunek dało się wyczuć że się uśmiechał.
- Ja, przepraszam, chyba... Nie powinnam - powiedziałam.
- Przestań, tęskniłem za tym.
Zaśmialiśmy się. Zapominając o sytuacji postanowiliśmy spędzić miło czas. Włączyliśmy jakąś komedię, i tak zleciały nam dwie godzinki. Potem jeszcze gadaliśmy, i w sumie wyszłam od niego o 22. Oczywiście nie pozwolił mi jechać samej, więc zawiózł mnie pod sam dom. Sam fakt że wiedział gdzie mieszkam, jeszcze bardziej dawał mi do zrozumienia że kiedyś coś musiało nas łączyć.
- No to... Do jutra? 
- Do jutra - powiedziałam, pocałowałam go w policzek i wyszłam.
Kiedy byłam pod drzwiami dostałam od Harr'ego sms'a o treści "Tęsknię xx". Zaśmiałam się do telefonu i weszłam do domu. Nikogo nie było, tylko na stole w kuchni była kartka.

" Kochana córciu! Pojechaliśmy do hotelu, przecież Ty też masz swoje sprawy :) Nami się nie przejmuj, jutro się zobaczymy. Kochamy Cię! x "

Poszłam się wykąpać, i poszłam spać.


* następnego dnia *

Obudziły mnie poranne promienie słońca. Otworzyłam oczy i spojrzałam na zegar. 09:32, niedziela. Nie mam ochoty na dalsze ślęczenie w łóżku. Wstaję, i idę do łazienki. Myję głowę i ubieram się w moje legginsy w norweski wzorek, białą koszulę bez rękawów, szare Vans'y, czarną torebkę ozdabianą ćwiekami i bransoletki (klik). Pomalowałam się troszkę mocniej niż zwykle i postanowiłam wyjść na zakupy. Pojechałam na Oxford Street, moim pierwszym celem był Primark. Nie znalazłam tam nic ciekawego, i postanowiłam pojechać do Westfield'a. Tam zawsze jest ciekawie. Ponownie zamówiłam taxi, i skierowałam kierowcę do mojej ulubionej galerii. Zapłaciłam i wysiadłam. Zaczął dzwonić mi telefon. To mama. Odebrałam.
- Hej mamo.
- Cześć córciu, co robisz?
- W Westfieldzie jestem, a wy?
- My dopiero wstaliśmy - zaśmiała się - a ty już na zakupach.
- No wiem, wiem. 
- Dobra, to potem się zdzwonimy, a tymczasem szalej!
- Ok, pa mamo.
- Pa.
Ona zawsze poprawiała mi humor. Ruszyłam w głąb sklepów. 

Po dwóch godzinach buszowania, postanowiłam zajrzeć do Starbucks'a po kawę. Tam spotkałam Harr'ego.
- Hej - powiedziałam.
- O Jessie! Hej - przytulił mnie.
Pogadaliśmy, i stwierdziliśmy że przejdziemy się razem po galerii. Czas, bardzo miło spędzony.

______________________________________

Heeej :3
40 dyszki! I tyle wyświetleń i wszystkiego, medżik, medżik, medżik!

Dobra, ode mnie to tyle, jestem umówiona na randkę z matematunią :)

paa xx .

niedziela, 21 października 2012

Chapter 39 .

Obudziła mnie pielęgniarka która właśnie weszła do sali oznajmiając mnie że dzisiaj mnie wypuszczą. Chwyciłam telefon i spojrzałam na godzinę. 06:07. Po chwili do sali wszedł lekarz.
- Dzieńdobry pacjentko! Za 10 minut przewieziemy panią na ostatnie badania kontrolne i potem jest pani wolna! Jednak w każdą niedzielę musi pani się udawać do psychologa tu w szpitalu. Ale pani mama pani wszystko przekaże.
- A gdzie ona jest? I gdzie mój brat? I tata?
- Wszyscy czekają na panią w poczekalni.
Uśmiechnął się i wyszedł. Ponownie sięgnęłam po telefon. Niewiem jakim cudem był żywy... Po tym wypadku. No ale cóż! Działał i miał się dobrze. Coś mnie olśniło... ZDJĘCIA! W ten sposób mogę sobie wszystko przypomnieć! te wszystkie sms'y, nagrania... Początkowo weszłam w zdjęcia. Pierwsze jakie było to ja i Harry... Całujący się. Reszta zdjęć była podobna. Obejrzałam wszystkie nagrania, lecz jedno było wyjątkowe. Powiedział tam jak bardzo mnie kocha i że mnie nie opuści. Przejrzałam już wszystkie zdjęcia i nagrania, weszłam w wiadomości. Od mamy, taty, Camille swoją drogą nie wiem kim jest, postanowiłam je przejrzeć. Chyba się przyjaźniłyśmy... Przeglądałam dalej. Nagle natknęłam się na wątek z Harry'm. Dużo tego było... Zaczęłam od początku. To było jak historyjka z wybrakowanymi elementami. Po 10 minutach czytania weszła pielęgniarka, aby skierować mnie na badania kontrolne. Odłożyłam telefon i poszłam za nią. Tam pobrali mi krew, dali ostatnią dawkę leków, odłączyli kroplówkę, i ponownie mogłam udać się do sali, jednak musiałam się już spakować. Dokończyłam czytać sms'y z których wynikało że rzeczywiście byliśmy razem. I było również widać że bardzo mu na mnie zależało. Postanowiłam się ubrać. Wyjęłam z mojej torby mój sweterek w azteckie wzory, czarne rurki, białe Martens'y, i czarne dodatki (klik). Pomalowałam się tak jak dawniej, i wyprostowałam włosy. Dopakowałam ostatnie rzeczy, podziękowałam lekarzom i skierowałam się do rodziny.
- Witajcie kochani!
- Jessie! - krzyknęli wszyscy. - Jakie plany?
- A wasze?
- My? My pewnie pojedziemy do hotelu, rozpakujemy się i pojedziemy na zakupy a ty?
- Jaki hotel? Tu macie klucze do mojego mieszkania, a adres znacie, ja w sumie nie mam pla... Albo... Muszę dzisiaj załatwić jedną sprawę, więc wrócę jakoś wieczorem, a jutro urządzimy sobie "rodzinny dzień", dobrze?
- Oczywiście, ale napewno nie będziemy przesz...
- Weź przestań mamo, jesteśmy rodziną!
Uściskałam ich mocno, i rozdzieliliśmy się. Co miałam do załatwienia? Musiałam wyprostować sprawę ze Styles'em. Tak bezdusznie go potraktowałam... I choć narazie nic sobie nie przypominam to wiem że bardzo się kochaliśmy. Wzięłam taksówkę i podałam mu adres który miałam w sms'ie. Nieważne że była 07:00 rano! Musiałam jak najszybciej z nim porozmawiać. Zapłaciłam, podziękowałam i wyszłam z auta. Bogu dzięki klatka była otwarta! Teraz tylko po schodach na czwarte piętro i mieszkanie 17! Pukam do drzwi. Nic. Pewnie śpi. Ponownie. Nic. Dzwonię dzwonkiem który zauważam. Nic. Dzwonię ponown... O ktoś otwiera! No tak to pewnie on... Chyba że pomyliłam drz...
- Hej Harry - uśmiechnęłam się.
- Hej J.. Jes... Jessie.
Był w samych bokserkach i koszulce. I dość zaspany.
- Ja chciałam pogadać.
- Tak, jasne, proszę, wejdź. Usiądź na kanapie ja zaraz przyjdę.
Zrobiłam jak powiedział i czekałam myśląc od czego zacząć. Przyszedł po zaledwie minucie.
- Co się stało?
- Więc, ten.. No.. Ja.. Kurcze nie wiem od czego zacząć...

____________________________________


No i jest 39! 
Wiem, wiem lubicie kiedy przerywam w takich momentach :D

Cóż! MOŻE ten tydzień będzie fajny ponieważ nie mam fizyki :) I może coś w tygodniu napiszę jednak nic nie obiecuje! 

Jak już sami odkryliście, dałam funkcję "anonimowych komentarzy" czyli teraz może komentować KAŻDY :) (i hejtować :D)

Do następnego <3

piątek, 12 października 2012

Chapter 38 .

Przenieśli ją do samolotu na noszach. Wciąż musiała być pod opieką kroplówki. Byliśmy w dość zadbanym samolocie. Znaczy, był nowoczesny, lecz typowo "szpitalny"... Czeka nas teraz 5 godzinna podróż. 


***

Rodzina Jessie czekała na nas w szpitalu St. Thomas. Nareszcie mogłem ich poznać. Tylko szkoda że w takich okolicznościach... Kiedy dotarliśmy na miejsce, odwieźli Jess do jej sali. Poczekałem z jej rodzicami na korytarzu. Na szczęście jej mama umiała angielski...
- Dzieńdobry, ja jestem Harry. Chłopak Jessici - powiedziałem podając dłoń.
- Bardzo mi miło - uśmiechnęła się jej mama.
Potem przywitałem się z jej ojcem i bratem. Byli bardzo mili. Po 15 minutach wpuścili nas do sali. Postanowiłem jeszcze poczekać na korytarzu. Przez szybę obserwowałem łzy. Sam nie wiedziałem czy szczęścia z zobaczenia jej, czy nieszczęścia z powodu wypadku... Który w sumie sam spowodowałem... Jak ja mogłem do czegoś takiego dopuścić? Dlaczego mnie nie mogło to spotkać? Dlaczego ona? Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos mamy Jessici. 
- Harry wejdź, Jessie chciała z Tobą porozmawiać - uśmiechnęła się.
Odwzajemniłem uśmiech i wszedłem do sali. Zobaczyłem ją śmiejącą się wraz se swoim bratem. Bardzo ucieszył mnie taki widok. Widok jej uśmiechu. Spojrzeli na mnie, po czym mama, ojciec i brat Jessie wyszli z sali co sprawiło że zostałem z nią sam na sam. W sumie to byłem trochę zdziwiony że nie chciała teraz spędzić czasu z rodziną... Usiadłem na krześle obok łóżka. 
- Więc... - zaczęła.
- Tak?
- Harry... Ja nie chcę cię ranić ale... Ja ciebie poprostu nie pamiętam... - była smutna, ja również.
- Czyli...
- Chyba tak...
Uśmiechnąłem się przez łzy i wyszedłem z sali rzucając tylko ciche dowidzenia do niej i do jej rodziców. Postanowiłem odebrać auto i pojechać do domu... Moje życie poległo. Mam dość. Wszystkiego i wszystkich. Była, jest i będzie miłością mojego życia. To się nie zmieni. Nigdy. Lekarze pozwolili mi wyjść tylnym wyjściem ze względu na paparazzi. Odrazu skierowałem się do taksówki. Podałem ulicę i w ciszy przemierzaliśmy deszczowy Londyn. Dojechaliśmy na miejsce, szybko odebrałem auto i ze szklankami w oczach pojechałem do domu. Otworzyłem dom i z płaczem usiadłem na kanapie. Może to frajerstwo ale naprawdę teraz gówno mnie to obchodzi. Tak bardzo chcę ją odzyskać... Choć nie mam szans. Boże Styles! Pozbieraj się! Jesteś facet a nie cipa! Napisałem do chłopaków że u mnie wszystko "ok" i nalałem sobie szklankę wody. Włączyłem laptopa. Jessie i ja na tapecie. Łzy znowu napłynęły do moich oczu. Ona... Ona była dla mnie wszystkim... Wszystkim co dotychczasowo dawało mi szczęście. Oczywiście poza fanami i zespołem. Ona była najważniejsza. Choć znaliśmy się tak krótko... Ja... Ja poprostu MUSZĘ ją odzyskać. Nie wiem jak. Nie wiem kiedy i nie wiem gdzie. Ale muszę.

___________________________________

Hej kochani. Pewnie znienawidzicie mnie za te rozdziały, i ogółem że nie dodaje, ale przelewam myśli na... W tym przypadku do internetu. No. Gimnazjum jak zwykle jest straszne. Co tam u Was? Zastanawiam się czy nie kończyć bloga... Cóż. Do następnego rozdziału! x

http://ask.fm/stylesbitch

niedziela, 30 września 2012

Chapter 37 .

Obudził mnie ból głowy.  Byłam tak strasznie senna, i ten ciągły natłok myśli w mojej głowie... Coś strasznego. Otworzyłam oczy i zauważyłam chłopaka. Leżał głową na moich udach, to był Harry. Chłopak z którym wczoraj spędziłam dzień. Mówił że jestem jego dziewczyną, ale ja go nie pamiętam. Znaczy znam go bo jest bardzo popularny, i Gwen za nimi szaleje. W UK są bardzo popularni. Po XFactorze naprawdę udało im się wybić. Lekarz wszedł do sali i przywitał mnie.
- Jak się pani czuje? - zapytał i popatrzył się na Harr'ego.
- Bardzo boli mnie głowa... Co dalej ze mną będzie? Właściwie co mi dolega?
- Ma pani amnezję, wczoraj potrącił panią samochód i cudem pani przeżyła. Jednak nie odniosła pani większych szkód poza utratą pamięci i zadrapaniami. Otóż dzisiaj helikopter przeniesie panią do Londynu. Z tego co mi wiadomo ten pan - wskazał na Harr'ego - poleci z panią. Jeśli nie ma pani nic przeciwko.
- Ja... Nie, ale co z moją rodziną? Czy oni wiedzą?
- Tak, będą na panią czekać w Londynie. Zaraz pielęgniarka przyniesie leki, a ja jeszcze powiadamiam że helikopter przybędzie po panią za godzinę - uśmiechnął się, pożegnał i wyszedł.
Zaczęłam budzić Harr'ego. Szybko poszło.
- Jeszcze pięć minut mamo - zaśmiałam się.
- Harry, ale tu nie ma twojej mamy - podniósł się.
- Ałaaa moje plecy! Jessie hej kochanie - chciał mnie pocałować, ale ja odsunęłam się - a... No tak, przepraszam zapomniałem...
- Nic nie szkodzi - uśmiechnęłam się - za godzinę wylatujemy, znaczy ja... Nie wiem czy ty też...
- Jeśli mogę, to bardzo chętnie - uśmiechnął się.
- Gwen się ucieszy że ciebie przywiozę.
- Zaraz... Gwen? Pamiętasz ją?
- No tak to moja przyjaciółka. Pracujemy w jednej firmie, jestem początkującą stylistką.
- Pamiętasz to?
- No tak...
Harry uradowany wybiegł z sali mijając w drzwiach pielęgniarkę.
- Jezu, jaki struś pędziwiatr - powiedziała - przyniosłam pani śniadanie i lekarstwa.
- Dziękuję.
Podała leki, i wyszła z sali. Zaraz po tym wszedł tu Harry z lekarzem.
- Czy nie miałaby pani nic przeciwko temu, aby psycholog z panią porozmawiał?
- Nie, oczywiście że nie.
Byłam lekko zdezorientowana.

* oczami Harr'ego *

Ona pamiętała więcej niż wczoraj! To niemożliwe... Może sobie przypomni? Może będę miał szansę aby znowu ją pocałować? Może znowu będziemy razem? Tak bardzo bym tego chciał... Chłopcy przynieśli mi czyste ubrania. Poszedłem się wykąpać w szpitalnym prysznicu i przebrałem się. Moi przyjaciele przywieźli mi również moje walizki. Wiedzieli że prędko nie wrócę. Kiedy się ogarnąłem poszedłem pod salę Jessie. Właśnie wyszedł z niej psycholog. Kierował się do lekarza. Wszedłem do jej sali. Pochłonęła nas rozmowa. Po 15 minutach wszedł lekarz. 
- Nie wiem czy to dobra czy zła wiadomość, ale panna Starwood, jak to określić... Odzyskuje pamięć!
- Ale... Naprawdę?! To wspaniale! Ale... Jak to możliwe?
- Jak mówiłem, jest to dość specyficzny rodzaj amnezji. Nie wiadomo jak, ale według naszych badań ona w ciągu tygodnia wszystko sobie przypomni. Jednak musi pan jej dużo, dużo opowiadać. I nie kłamać - uśmiechnął się - za 30 minut państwo wylatują - uśmiechnął się i wyszedł.
Byłem tak bardzo szczęśliwy! Czeka mnie i resztę co prawda dużo pracy, ale co tam! Ważne że mamy szansę na odzyskanie Jessie!

________________________________

Hej miśki xx. 
No to jest! Obiecuję że w rozdziale 40 będzie coś MEDŻIK *.* :D
Narazie, jest krótko i dupnie i woogle spieprzyłam , ale kij! :D
No, a co tam u Was? :)
Może dałybyście radę dobić choć do 10 komentarzy proszę? :)

Do następnego xxxxxx