niedziela, 24 lutego 2013

Chapter 47 + przeprosiny.

Z moich przemyśleń niewiele wynikło, ponieważ, bardzo szybko zasnęłam. Pewnie z nerwów... Rankiem, obudziło mnie to, że mój chłopak urządził sobie wycieczkę do toalety... O 7:00. Oczywiście wrócił do mnie, jednak ja już nie spałam.
- Obudziłem? - zapytał, a ja skinęłam na tak - Przepraszam, przepraszam, przepraszam.
Za każdym słowem 'przepraszam', całował mnie, więc nie narzekałam. W sumie cieszę się, że tak wcześnie wstaliśmy, bo przynajmniej sobie pogadamy czy coś.
- Jessie, chodź wylecimy sobie dzisiaj do Polski, chciałbym zwiedzić ten kraj, no i wiesz, pogodziłabyś się z rodziną - uśmiechnął się, a ja nie wiedziałam co mam powiedzieć.
- Mówisz poważnie? - skinął na tak - No to do pakowania!
Szybko wybiegliśmy z łóżka, i zaczęliśmy paradować pół nadzy po domu, sąsiedzi prawdopodobnie mieli niezłe widoki. Wzięłam moją najmniejszą walizkę, i spakowałam rzeczy na dwa dni, zajęło mi to jakieś 30 minut, czyli czas w którym Harry, śpiewał pod prysznicem. To było bardzo zabawne, kiedy wyszedł ja poszłam się wykąpać. Zajęło mi to 20 minut mniej. Ubrałam się w kwiatową koszulę bez rękawów, czarne szorty i Conversy i dodatki (klik). Nakręciłam włosy, zrobiłam makijaż i gotowa wyszłam z łazienki gdzie czekał Harry ze śniadaniem.
- Och, jakie to kochane z twojej strony! - powiedziałam.
- Serio myślisz że to dla ciebie? - zakpił ze mnie, a ja zmierzyłam go wzrokiem.
- Zobaczymy...
Odwróciłam się na pięcie i chciałam odejść, ale chwycił mnie od tyłu i podniósł.
- Zobaczymy - uśmiechnął się zabójczo.
Położył mnie na kanapie, usiadł na mnie okrakiem i zaczął łaskotać. Myślałam że go zabije, jednak on pomimo moich błagań i wrzasków nie przestawał.
- Ze mną się nie zadziera kochanie - powiedział.
Nadal mnie łaskotał, po 5 minutach katuszy przestał, mówiąc że mnie kocha, całując i odchodząc do kuchni jednocześnie. O godzinie 8:00 wyszliśmy z mojego domu, i pojechaliśmy do księcia po jego rzeczy. Stwierdziłam że poczekam na niego w aucie, minęło 15 minut, a ten schodzi, zapakowany w walizkę 3 razy większą ode mnie. Zapakował ją do bagażnika i usiadł na siedzeniu kierowcy.
- Po co ci taka wielka walizka?
- Połowa to ciuchy, buty i takie inne, a spakowałem jeszcze laptopa, aparat, tableta, no a wiesz że musiałem wziąć kartony bo się zniszczą, więc...
- Dobra, dobra! Nie proszę cię o historię życia, mogłeś powiedzieć że wziąłeś swoje zabaweczki - zaśmiałam się.
Popatrzył na mnie zabójczo i odjechaliśmy na lotnisko z nadzieją iż będzie lot do Polski i to z wolnymi miejscami w samolocie.

Miejsca były, jednak po dwóch różnych końcach samolotu. Jednak to tylko godzina lotu, więc się zgodziliśmy. Przy kontroli bagaży, Styles miał lekki problem. Lecz bogu dzięki, nie musiał wyjmować zawartości. Pobiegliśmy na prawie już zamkniętą odprawę, i zajęliśmy miejsca w samolocie, żegnając się ze sobą buziakiem.

Jednak mogłam przemyśleć sprawę miejsc, w dwóch różnych częściach samolotu. Wylądowałam koło gostka który non-stop beka, pierdzi i rzuca mi 'zalotne' spojrzenie, a Harry przysłał mi sms'a że koło niego siedzi chińskie dziecko, i coś gada a on się go boi. Bardzo ciekawy lot. Nie powiem, że nie. Poprosiłam pana bekacza koło mnie, czy mógł by się zamienić miejscem z moim chłopakiem i o dziwo się zgodził. Hazzy przyszedł tu jak najszybciej mu się udało i pocałował mnie. Zostało nam jeszcze jakieś 20 minut lotu. Zapięłam pas i przytuliłam się do Harr'ego.

Widziałam już Warszawskie lotnisko. Byłam szczęśliwa na myśl o ojczyźnie, jednak obawiałam się rozmowy z rodzicami... O cholera. Samolot się trzęsie. Bardzo mocno, spojrzałam przerażona na Hazzę, nie wiedział co się dzieje, podobnie jak wszyscy. Trząsł się coraz mocniej, kazali nam założyć maski tlenowe. Złapaliśmy się z Harry'm za ręce, łzy zaczęły mi spływać, bardzo się bałam... Coś na tyle samolotu strzeliło...

______________________________________________

Jezu... Nie wiem od czego mam zacząć... Ja... Bardzo Was przepraszam kochani, wiem że większość z Was już tego nie przeczyta, nie wejdzie tu, ponieważ bardzo się na mnie zawiedliście. Ja na samej sobie też. Jednak dzisiaj coś we mnie pękło i stwierdziłam że nie mogę stracić tego, na co pracowałam tyle miesięcy. Dlatego napisałam rozdział. Mam nadzieję że choć jedna osoba to przeczyta. PRZYRZEKAM, poprostu Wam to obiecuję, że będę się bardzo coś starać tu dodawać REGULARNIE. 

Nie mogę stracić 28 cudownych obserwatorów, ponad 40.000 wyświelteń, i niestety nieco mniej, osób czytających. Bardzo wiele zawdzięczam temu blogowi, i muszę dobrnąć do końca tego opowiadania. Bardzo, bardzo, bardzo Was przepraszam. Mam nadzieję że to się z mojej strony nie powtórzy.

Do następnego rozdziału, dziękuję x.

czwartek, 17 stycznia 2013

INFO.

Dobra, więc, wiem że jesteście mega zawiedzeni, że nie ma nic od miesiąca, ale naprawdę nie mam wogóle weny :/ Nie wiem ogółem co się ze mną dzieje... Ale obiecuję Wam, że dodam coś jutro (tzn. 18.01), OBIECUJĘ. Wy dla mnie tyle zrobiliście, ja mogę tylko tyle.

Powiem wam, że naprawdę każde wyświetlenie jest dla mnie jak przytulenie, więc bardzo wam dziękuję, kocham was! x

niedziela, 16 grudnia 2012

Chapter 46 .

Obudziłam się w jego ramionach. Dzisiaj to ja postanowiłam go obudzić, zawsze musi być ten pierwszy raz. Obróciłam się delikatnie i zaczęłam się bawić jego lokami, jednocześnie, całując go. 
- Mmm - zamruczał - podoba mi się taki sposób mówienia dzieńdobry, kochanie.
Pocałował mnie.
- To co, jakieś plany na dzisiaj? - spytał.
- Łóżko, filmy, pizza, no i ty.
- Podoba mi się taki plan. A tak właściwie, to która jest godzina?
- Czekaj - spojrzałam na telefon - 13:02.
- O kurwa.
Wtuliłam się w niego.
- Czyli to ja mam zamówić pizzę, tak? - zapytał.
- No ej! Ja włączam telewizor, tak?
- Hahaha, leń.
- Powiedział Harry Styles.
- Weź bo zaraz się zdenerwuję.
- No i co? Zrobisz mi coś?
- Oj żebyś się nie zdziwiła.
No tak, łatwo mogłam się domyślić. Zaczął mnie łaskotać.
- Dobra, dobra, dobra. Przestań proszę! 
- A magiczne słowa?
- Kocham cię?
- Harry Styles!
- Hahahahaha.
Po 5 minutach, przestał.
- Ładnie wyglądasz i wogóle taka dzisiaj jakaś inaczej uczesana jesteś - mówił z sarkazmem.
- Zaraz ci...
- No co?
- Zaraz cię uderzę - uśmiechnęłam się sarkastycznie.
Droczyliśmy się jeszcze przez chwilę no i w końcu udało mi się go namówić na zamówienie pizzy. Weszłam w wypożyczalnię i zaczęłam przeglądać komedie. Po chwili wszedł do mnie Harry. Położył się koło mnie i zabrał mi pilota. Nawet się nie kłóciłam, patrzyłam tylko co wybiera. No tak, jak zwykle horrory. Ustawił kolejkę 5 horrorów, dość znanych, i nigdy przezemnie nie oglądanych i i poszedł odebrać pizzę. Minęło jakieś 5 minut i wszedł do pokoju z 2 kartonami pizzy, i chyba 4 zapakowanymi różnymi makaronami. Kiedy to odłożył automatycznie powiedziałam żeby szedł bo jakieś baniaki z wodą. Więc cofnął się po nie, zasłonił rolety więc w pokoju była całkowita ciemność no i położył się koło mnie.
- Po co ci tyle jedzenia? - spytałam.
- Głodny jestem.
Zgasił lampkę i włączył pierwszy film. 

W przeciągu 60 minut zjadłam zaledwie 2 kawałki pizzy, a on 2 kartony pizzy. No cóż. Jak się boję to jakoś mnie do jedzenia nie ciągnie. Postanowiłam zjeść lazanię.Tylko najpierw usiadłam Hazzie pomiędzy nogami. Jakoś tak mi wygodniej było. Wróciliśmy do oglądania filmu. Zbytnio nie byłam nim przejęta, ponieważ nie był straszny. Bardziej się przejmowałam tym że pokłóciłam się z rodzicami i tym czy dobrze postąpiłam wracając do Harr'ego...

__________________________________________

Dobra, no to ten. Wiem że długo nie dodawałam ale mam powody:
*wystawianie ocen
*brak czasu
*kompletny brak weny

No, ale po rozdziale widać że kiepsko mi idzie. Jest krótki i nie jestem z niego zadowolona, ale gdyby mnie Wośko i Kalina pewnie skończyłabym go pisać, więc dziękuję laski ;*

No, obiecuję że jak w piątek wrócę do domu to coś napiszę! W tygodniu nic nie dodam bo praktycznie cały tydzień mam konsultacje no i troche chujnia.

BARDZO przepraszam że zaniedbałam bloga i rozdziały są coraz krótsze, ale naprawdę, z dnia na dzień mam coraz mniej weny, i coraz trudniej jest mi cokolwiek napisać, więc proszę zrozumcie mnie kochani! xx 

niedziela, 2 grudnia 2012

Chapter 45 .

możecie włączyć: http://www.youtube.com/watch?v=Uj1AOKUPYTY

Siedziałam skulona pod drzwiami i słuchałam jak mój chłopak którego kocham nad życie, błaga żebym go wpuściła. Jednak nie chciałam go widzieć. Zranił mnie. Bardzo mnie zranił. Po 30 minutach, nie poddawał się. Ciągle mówił żebym dała mu to wyjaśnić. Jednak dla mnie sprawa była jasna. Gdybym weszła minutę potem pewnie zobaczyła bym ich całujących się. Oczywiście nie miałam pewności czy to był ktoś z jego rodziny, ale kurwa mać, czy całował by kogoś z jego rodziny w taki sposób? Nie, no właśnie. Było więc dla jasne, że mój chłopak mnie zdradza. Jednak prędzej czy później muszę z nim porozmawiać. Zakończyć to wszystko. Bardzo tego nie chcę, jednak... Muszę to zrobić. Muszę zakończyć nasz związek, który jak teraz wyszło, opierał się na kłamstwie. Wstałam, i otworzyłam drzwi. Harry był zapłakany i miał czerwone oczy. 
- Masz 5 minut - powiedziałam oschle, jednak najchętniej rzuciłabym się mu na szyję i wszystko wybaczyła w sekundę.
- Wiem że mogłaś wiele pomyśleć, ale prawda jest taka że kocham cię nad życie. Ona to przeszłość...
- Do której wróciłeś - przerwałam mu.
- Tak... Niestety. Ale między nami do niczego nie doszło! To znaczy... Dzięki tobie. Nie chcę cię okłamywać więc powiem wprost. Kiedy przyjechałem do domu, ona, Caroline, czekałam pod twoimi drzwiami. Powiedziałem żeby weszła do środka, sam nie wiem dlaczego. Zaczęła mi opowiadać o tym co się dzieje u niej, i zauroczyła mnie. I tyle. Nie chcę i nigdy nie chciałem wracać do jej tematu, ale stało się i tyle.
- Następnym razem, kiedy zobaczę was w łóżku też powiesz stało się i tyle?
- Nie będzie następnego razu.
- Nie masz pewności.
- Nie chcę cię ponownie zranić. Jessie, bardzo cię kocham. Nie chcę cię stracić. Wiesz, ile razem przeszliśmy.
- A ty to zniszczyłeś. 
- Nie pocałowałem jej.
- Ale pocałował byś.
- Ale tego nie zrobiłem.
- Harry, nie potrafisz się opamiętać! Nie pierwszy raz to się zdarza. Przypomnij sobie sytuację choćby nawet z tej pierdolonej dyskoteki!
- Wiem, popełniam bardzo dużo błędów. Ale każdy je popełnia. Proszę, wybacz mi. Błagam - uklęknął.
- Harry, boję się, że znowu mnie zranisz. Nie chcę tego. Nie chcę znowu cierpieć, nawet przez tak krótki okres czasu. 
- Wiem, jestem pierdolonym debilem, idiotą który wszystko spierdolił, ale proszę daj mi drugą szansę.
- Boję się.
Popłakałam się. Tak bardzo go kochałam. Zakryłam twarz dłońmi. Harry wstał i przytulił mnie. Wtuliłam się w niego. Oboje płakaliśmy. 
- Przepraszam... - powiedział.
- Jesteś pierdolonym skurwysynem, ale bardzo cię kocham. Jeśli jeszcze raz tak zrobisz, to obiecuję że koniec z nami...
Spojrzeliśmy sobie w oczy. Załzawione oczy. Pocałowaliśmy się. Wiedziałam że się ugnę, ale tak szybko? Po zaledwie godzinie? To pokazało że nie mogę bez niego żyć. Jest jak narkotyk. 

__________________________________________________

Kurwa, to nawet rozdział nie jest. Sorki że takie krótkie gówno, ale to jest taka zlepka wątków z całego tygodnia, dzisiaj nic nie napiszę. Nie mam weny poprostu. 

Zostałam nominowana do Liebster Awards, i takie mam pytania :D :

1. Co lubisz robić w wolnym czasie ?
Przeważnie, to lubię pisać. Chociaż nie zawsze mam na to czas. Lubię też czytać książki, i KOCHAM słuchać muzyki :D

2. Lubisz One Direction , jak nie to dlaczego ?

Jestem Directionerką od 1,5 roku :)

3.Twoje zainteresowania.
Pisarstwo :D



4. Życiowe motto , którym się głównie kierujesz ?
You Only Live Once :)



5.Od jak dawna prowadzisz bloga ?
Swojego pierwszego bloga zaczęłam pisać w styczniu tego roku, ale Blogger go usunął, a ten blog prowadzę od połowy lipca.



6. Dlaczego postanowiłaś założyć bloga ? 
Ponieważ poprostu lubię pisać :)



7. Jakie jest Twoje marzenie ? 
Jak każdy, mam wiele marzeń które zostawić dla siebie :)

8. Kim chciałabyś/chciałbyś by jak dorośniesz ?

Psychiatrą XD

9.Ulubiona piosenka (może by max.3)

Nicki Minaj - Freedom

One Direction - Over Again
Justin Bieber - Beauty and the beat.

10. Ulubiony rodzaj filmu ? 

Horror :)

11.Grasz na jakimś instrumencie ? 

Gram, ale się z tym nie ujawniam :D

No, to tyle :)

piątek, 23 listopada 2012

Chapter 44 .

Weszliśmy szczęśliwi do domu. Nie mogłam sobie nawet wyobrazić że za dwa tygodnie będę na najpiękniejszej wyspie świata!
- Robimy kolację? - spytał Harry.
- Zamówmy chińszczyznę - uśmiechnęłam się.
- Skąd taka zmiana u ciebie?
- Ponieważ wiem że lubisz chińszczyznę - pocałowałam go. 
Złożyliśmy zamówienie. Położyłam się na kanapie. Kilka sekund potem nademną znalazł się Harry. 
- Ciężki jesteś wiesz?
- A na tobie się fajnie leży.
Zaczęliśmy się całować. Po chwili sięgnęłam po pilota. Włączyłam MTV. Akurat leciało What makes you beautiful.
- Ooo, patrz kogo ja tu widzę! 
- Przełącz to.
- You don't know you're beautiful! - śpiewałam.
- Przełącz albo zrobi się niemiło.
- That's what makes you beautiful!
- Przegięłaś.
Zaczął mnie łaskotać. Widział że działa to na mnie jak na prąd, ale że na mnie siedział i był o 100 razy silniejszy, miał przewagę.
- Dobra, przełączam! Widzisz piosenka się już skończyła, błagam przestań! - krzyczałam przez śmiech.
- Teraz to wiesz, kara musi być.
Po 5 minutach uratował mnie dzwonek do drzwi. Harry poszedł otworzyć. To jedzenie. Zapłacił, podziękował i zamknął drzwi. 
- Tym razem ci się udało, ale następnym razem tak szybko nie odpuszczę.
Harry podał mi jedzenie, rozsiedliśmy się na kanapie. Postanowiliśmy oglądnąć jakiś film który wybierał Harry. Wybrał "Chernobyl Diaries" ponieważ żadne z nas jeszcze tego nie oglądało. 

Narazie nic ciekawego się nie dzieje. Weszli do budynku w którym "coś jest". Harry mnie objemował, choć wiedział że się nie boje. Zaraz zas...
- Aaa! - krzyknęłam.
Wtuliłam się w Harr'ego.
- No co, przecież nudne - zaśmiał się.
- No ale jak mi takie gówno kurwa wyskakuje nagle, to się nie dziw!
- Ale to był zwykły niedźwiedź - nadal się śmiał.
Ogarnęłam się i wtulona w Hazzę, nadal oglądałam film.


Dobra, całkowicie zmieniam zdanie o tym filmie. Jest dosłownie, zajebisty. Ubrałam się moją piżamę (klik), i poszłam do łóżka. Harry miał u mnie swoją piżamę, więc nie było z tym problemu. Przyszedł po 10 minutach.
- Jessie, widziałaś moją koszulkę?
- Nie, jeśli nie ma jej w szafie, to nie ma jej wogóle. 
- No to śpię bez koszulki - zabawnie poruszył swoimi brwiami.
Położył się koło mnie. Przytuliłam się do niego. Zasnęłam w jego objęciach.


Obudziłam się o 10:30. Tym razem Hazzy koło mnie nie było. Choć dało się usłyszeć jego głos z kuchni. Nucił "Busy" Olli'ego Murs'a. Wstałam, i skierowałam się do kuchni. Okazało się że robił naleśniki.
- Dzieńdobry kucharzu.
- Hej kochanie.
Pocałował mnie. 
- Idź się ubrać i wogóle, a potem tu przyjdź, dobrze?
- Okej.
Nie mam pojęcia o której on wstał, ponieważ już kończył smażyć naleśniki, a był ubrany. Śpioch ze mnie. Dzisiaj nie robiłam nic z włosami, więc miałam złote fale. Ubrałam się w moje azteckie leggins'y, jeans'ową koszulę, czarna biżuteria, i do tego postanowiłam założyć czarne Campbell'ki, i czarny skórzany plecak (klik). Pomalowałam się tak jak zwykle, tzn. róż na policzki, podkład, kreska, tusz i pomadka z Channel. Wybiła 11:00. Poszłam do kuchni gdzie przy stole czekał na mnie Harry z naleśnikami.
- Ślicznie wyglądasz.
- Dzięki - odpowiedziałam na komplement.
Zajęłam się jedzeniem tych pyszności. Potem jeszcze się trochę powygłupialiśmy, i Harry odwiózł mnie na spotkanie z mamą. Czekała na mnie wraz z tatą i moim bratem. Podeszłam do nich i dosiadłam się do stolika.
- Hej wszystkim.
- Cześć, słuchaj chodzi o to że chcielibyśmy abyś skończyła studia.
- No wiem, mówiliście mi to już.
- Więc od września zaczynasz chodzić na Uniwersytet Cambrige i studiujesz psychologię - dokończył mój ojciec.
- CO?! Nie mam zamiaru stąd wyjeżdżać! I co? Psychologia? Nigdy w życiu, a pozatym mam już 18 lat i sama mogę decydować o moim życiu!
- Mówiłem ci - powiedział Max do mamy.
- Nie zniszczysz sobie życia jakimś chłopakiem i byciem stylistką!
- Jakimś chłopakiem?! Harry to chłopak którego kocham nad życie! A to kim będę w życiu nie powinno cię interesować aż tak bardzo ponieważ to moje życie! - odszczeknęłam się ojcu.
- Nie kłóćcie się - wtrąciła mama.
- Tylko to chcieliście mi powiedzieć?
- Tak.
- W takim razie miłego lotu, pozdrówcie rodzinę i nie będzie żadnego Cambridge. Żegnam.
Powiedziałam wychodząc z restauracji. Wzięłam taxi i pojechałam do domu. Przekluczyłam drzwi. To co tam zobaczyłam było jednym z najgorszych widoków. Harry... On... Trzymał jakąś dziewczynę za policzki, prawie ją pocałował... Póki nie zobaczył mnie...
- Jessie...
- Nie... Wyjdź. Ty też - powiedziałam do dziewczyny.
- Daj mi wyjaśnić - prosił.
Wypchnęłam ich za drzwi i zamknęłam dom. Osunęłam się po drzwiach z płaczem. 
- Jess! Proszę otwórz! Daj mi to wyjaśnić! Błagam! - krzyczał waląc w drzwi.
Moje życie powoli zamieniało się w piekło.

______________________________________________

Tak jak mówiłam, jest rozdział! :D

Ba dum!

Nienawidzę być chora. x_x

ASK <--jeśli macie jakieś pytania ;)

czwartek, 22 listopada 2012

Chapter 43 .

* oczami Jessici *

Nie wiedziałam za bardzo co mam robić. Czy stracić dziewictwo teraz, z Harry'm, czy jeszcze poczekać... Spojrzałam mu w oczy. Iskrzyły niczym fajerwerki. Zagryzłam wargę i wróciliśmy do dzikich pocałunków...

No cóż... Grzeczną dziewczynką to ja już nie jestem. Jeśli wiecie o czym mówię. Leżę wtulona w jego tors. Jestem trochę zmęczona.

Obudził mnie Harry który jak zwykle bawił się kosmykami moich włosów. Byłam w świetnym humorze. Pewnie ze względu na wczorajszy wieczór.
- Dzień dobry - powiedziałam zachrypniętym głosem.
- Ooo, kogo ja słyszę! Panią śpię do 11 i nie pozwalam się ruszyć z łóżka! - zaśmiał się.
- Co?
- No właśnie to! Jest godzina 11, a ja nie mogę wstać!
- Czemu?
- Bo jak chciałem to tak mocno zaciskałaś ręce że nie dało się ruszyć - zaśmialiśmy się.
- Co dzisiaj robimy?
- Cóż jak się sprężysz to możemy pojechać w bardzo interesujące miejsce poza Londynem.
- Daj mi 15 minut - zerwałam się z łóżka prosto do łazienki, ale po chwili namysłu wychyliłam głowę zza drzwi - no dobra, 20.
- Mam u ciebie jakieś rzeczy?
- Tak, poszukaj w szafie.
Wzięłam szybki prysznic, wyprostowałam włosy, ubrałam się w moje jedne z najkrótszych, kremowe szorty, bluzkę z długim rękawem która odsłania 1/3 brzucha, vansy w panterkę, biżuterię, moją ulubioną torebkę z Channel i Ran Bany (klik). Pomalowałam dzisiaj tylko rzęsy. Gotowa wyszłam z łazienki. Harry już był gotowy do wyjścia. Stwierdziliśmy że zjemy w Mc, czy czymś takim.
- A gdzie mnie wywozisz? - spytałam wchodząc do jego czarnego BMW.
- Niespodzianka kochanie - uśmiechnął się.
Odjechaliśmy. Po jakichś 10 minutach drogi zajechaliśmy do Mc, kupując tam kawę i sporo przekąsek. Zawsze byłam przeciwna takiego typu jedzeniu, ale jak Styles się uprze, to nie ma odwrotu. Pojechaliśmy dalej. Kiedy byliśmy już na przedmieściach Londynu wyciągnęłam mojego IPhone'a i zaczęłam robić nam zdjęcia. Harry robił naprawdę zabawne miny więc zdjęcia wyszły wprost świetnie. Potem zadzwonił mi telefon. Ściszyliśmy radio i odebrałam.
- Hej mamo.
- No cześć córcia, słuchaj, przełożyli nam lot. Za dwa dni wylatujemy, mogłabyś się z nami jutro spotkać?
- Jasne! Może o 12:00 przyjedz...
- Nie, ty przyjedź do naszego hotelu, dobrze?
- Okej, to do jutra, pozdrów wszystkich, pa!
- Pa, kochanie, buziaki!
Nacisnęłam czerwoną słuchawkę.
- Coś się stało? - spytał Harry.
- Nie, mama chce się ze mną jutro spotkać.
- To chyba dobrze - uśmiechnął się.
- No wiem.
Harry ponownie podgłośnił radio. Właśnie leciała piosenka Nicki Minaj Pound The Alarm. Oboje mieliśmy świra na punkcie tej piosenki. Z odsłoniętym dachem, regulatorem na full i moim telefonem w ręce jechaliśmy przez pola. Po godzinnej drodze dojechaliśmy do jakiegoś lasu. Wjechaliśmy w jego głąb. Zamknęłam na chwilę oczy i odchyliłam głowę do tyłu. Miałam ciemno przed oczami, jednak po zaledwie kilku sekundach nastało przed nimi "wielkie oświecenie". Otworzyłam oczy i moje oczy ujrzały jeden z najpiękniejszych widoków w całym życiu. Wielkie jezioro, łąka... Oaza spokoju. Nie było tam nikogo poza nami. Odstawiliśmy auto tuż koło jeziorka, wysiedliśmy z niego i wyjęliśmy z auta koce. Ogółem urządziliśmy sobie piknik. Położyłam się na kocu, po chwili poczułam na sobie Harr'ego. Zdjęłam okulary, otworzyłam oczy i moim oczom ukazał się mój chłopak szczerzący się do mnie. Zaczęliśmy się całować. 
- Wiesz, że bardzo cię kocham? - powiedział.
- Harry... Ja ciebie też. Po tym co razem przeszliśmy - uśmiechnęłam się gładząc go po policzku. 
Pocałował mnie. Ale tak zupełnie inaczej, jakby moje usta były stworzone z najdelikatniejszej tkaniny na świecie.
- Czas na... JEDZENIE! - zaśmiałam się.
Harry poszedł po fast food'a i zaczęliśmy się objadać w towarzystwie telefonów. A raczej aparatów w telefonach. Co chwila jedno z nas robiło sobie zdjęcie. Przeważnie głupie. Jednak jedno wyszło nam ślicznie i postanowiliśmy że je wywołamy. Kiedy zjadłam McFlurry, położyłam się na kocu, mówiąc że już się najadłam. Podwinęłam rękawy w bluzce. Było dzisiaj wyjątkowo gorąco. Poczułam jak Harry na mnie siada.
- Co ty wyprawiasz? - spytałam.
Podwinął mi bluzkę i powiedział:
- Jeśli nie umiesz się sama żywić muszę ci w tym pomóc! Zobacz jaka z ciebie chudzina! 
Zaśmiałam się głośno.
- No już! Aaaammm! - mówił starając się nakarmić mnie frytką. 
Zjadłam jedną, a drugą zjedliśmy wspólnie. Całując się. Potem wróciliśmy do strzelania sobie głupich fotek. Moja ulubiona ze wszystkich, którą mam na tapecie, to ta na której Harry i ja jesteśmy złączeni w pocałunku. Po 30 minutach Harry stwierdził że idziemy się pokąpać do jeziora. Oczywiście zaprzeczyłam. Ale że jest ode mnie silniejszy nie miałam zbyt wiele do gadania.
- Daj mi chociaż ściągnąć ubrania! - powiedziałam, a on tylko zrobił minę "pedofila".
Zostałam w samej czarnej, koronkowej bieliźnie.
- Mmm... Podoba mi się taki zestawik - zaśmiał się.
- Weź się nawet nie odzywaj! Sam prawie goły latasz! - był w samych bokserkach.
Wziął mnie na ręce i wbiegł ze mną do jeziora. Bogu dzięki było bardzo płytkie. Sięgało mi do kolan. 
- Zimno!
Ochlapał mnie.
- No i dobra.
Było mi strasznie zimno. Wyszłam z wody, i owinęłam się kocem. Słyszałam jak Harry do mnie idzie. Oczywiście nie byłam na niego obrażona, bo nie ma o co, ale troszkę zła owszem.
- Kochanieeee...
Ukucnął przy mnie i podniósł mnie za podbródek.
- Wiesz jak mi zimno przez ciebie?
- No przestań.
Przytulił mnie i pocałował w czoło.
- Jesteś głupi.
- Też cię kocham - pocałował mnie.
Ubraliśmy się i ponownie położyliśmy na kocu. Spojrzałam na zegarek. Wybiła 15:00. Usiadłam na moim chłopaku okrakiem.
- A ty co? - zapytał.
- A co nie mogę?
Uśmiechnął się szarmancko i zniżyłam się aby go pocałować.
- Co powiesz żebyśmy wyjechali na wspólne wakacje?
- Ale... Kiedy? A trasa?
- Nie wiem, za 2 tygodnie? O to się nie martw, to moje życie, i też mam prawo do urlopu.
- Jeśli tak, to pewnie że chcę!
- Gdzie, kochanie, gdzie?
- Zaskocz mnie.
- Hmm... Malediwy? 2 tygodnie?
- S.. Serio?
- No tak - zaśmiał się.
- Aaaa! Harry! Boże! Tak, tak, tak!
Pocałowałam go. 2 tygodnie na najpiękniejszej wyspie świata?! To takie... Nierealne!
- To jak, wracamy i rezerwujemy?
Skinęłam głową. Zapakowaliśmy rzeczy, i popędziliśmy w stronę Londynu.

Gdy wybiła 17:00, dosłownie wbiegliśmy do biura E-Dreams. Bogu dzięki, w ofercie były Malediwy. Zadzwonił mi telefon. Poszłam odebrać.
- Halo?
- Hej Jessie, tu Camille.
- Oo, hej! Jak tam w stanach?
- Cudownie! Wiesz kto jest moim chłopakiem?
- Niewi...
- ZAYN!
- Naprawdę?! No co gratulacje kochana!
- Dzięki! A jak tam u ciebie? Wiesz, zdrowie?
- A też dobrze, i wszystko fajnie.
- Dobra, ja muszę lecieć, Zayn wzywa, trzymajcie się, pozdrów Harr'ego pa!
- Pa!
Podeszłam do Hazzy, który już trzymał w ręce jakieś papiery.
- Załatwione - powiedział - dziękujemy, dowidzenia.
Wyszliśmy z biura.
- Tak szybko?
- A jak!
- Za 2 tygodnie raj będzie nasz!
Pocałowaliśmy się i pojechaliśmy do mnie do domu.

__________________________________________


Hej! x

Mam nadzieję że rozdział przypadnie wam do gustu! Jeszcze jutro coś NAPEWNO napiszę, bo nie wybieram się do szkoły i mam dzień wolny :D

See ya xx


niedziela, 11 listopada 2012

Chapter 42 .

* oczami Zayn'a *

Byłem dość skacowany po wczorajszej imprezie... Naprawdę... Było nieźle. Teraz mój mózg stara się zidentyfikować moje położenie. Leżę w łóżku, w samych bokserkach, a koło mnie... Camille?! Mój boże... Już sobie wyobrażam co musiało się zdarzyć poprzedniej nocy... Głowa mnie boli... I praktycznie nic nie pamiętam! Mój umysł przestał kontrolować wszystko od kiedy wszedłem do klubu nocnego. Potem już było z górki. Ponownie spojrzałem na Cams. Tym razem nie spała. Patrzyła się na mnie swoimi dużymi oczami.
- Dzień dobry - uśmiechnąłem się i pocałowałem ją. W końcu... Spaliśmy ze sobą...
- Zayn... Wiem że nic nie pamiętasz... Pociesze cię że ja też, ale wnioskując po tym - wskazała palcem na zużytą prezerwatywę na środku pokoju - chyba sam wiesz co musiało się stać...
- Cóż... Przynajmniej się zabezpieczyliśmy - zaśmialiśmy się.
- Głowa mi pęka - powiedziała łapiąc się za nią.
Nie byłem pewny czy wyznać jej teraz miłość czy nie... Nigdy nie wiedziałem czy to będzie odpowiedni moment, no ale cóż trzeba zaryzykować...
- Cami...
- Tak?
- Wiesz... Ja... Wiem że możesz mnie potraktować niepoważnie, ale... Nie chcę aby to był "jednorazowy numerek"... Camille... Zakochałem się w tobie.
- Zayn, jesteś na kacu. Pieprzysz głupoty - zaśmiałem się.
- To że mówię niewyraźnie, nie znaczy że mój umysł nie jest trzeźwy - uśmiechnąłem się spoglądając na nią. 
Uśmiechnęła się do mnie, ukazując jej białe jak perełka ząbki. 
- Jesteś ślepy czy tylko udajesz? - spytała.
- Dlaczego? 
- Zayn... Serio myślisz że przespała bym się z byle kim, nawet po pijaku? Od samego początku naszej znajomości jestem w tobie zakochana po uszy!
Było mi lżej na sercu. Położyłem się tak jakby, na niej i zaczęliśmy się całować. 
- Czyli, że zgodziłabyś się...
- Tak - przerwała mi.
- Zrobić mi kanapkę? - zaśmiałem się, a ona spojrzała na mnie piorunująco - Żartowałem, czy zgodziłabyś się zostać moją dziewczyną? - uśmiechnąłem się.
- Hmm... Nie - zdziwiłem się - żartowałam! Ale minę to ty miałeś przednią!
- Będzie kara.
Zacząłem ją łaskotać. Wiedziałem że to zawsze działa. Przynajmniej na Cami.

______________________________________________


wiem, znienawidzicie mnie ale jestem zmęczona i nie chce mi sie pisać ._. <szczerawika>

ZA KRÓTKI, ale następny będzie megamegamega długi, #ipromise

love ya all!