środa, 1 maja 2013

Chapter 49.

http://www.youtube.com/watch?v=LVsrP9OJ6PA

Spojrzałem w dół zaciekawiony co pociągnęło mnie za nogawkę. Zaraz, zaraz... To Jess! Otworzyłem drzwi i wziąłem ją na ręce. Była cała we krwi, jej oczy były całe spuchnięte od łez, zdarłem taśmę z jej ust.
- Harry... Pomóż mi... - ledwo powiedziała.
Wybiegłem z nią na środek lotniska i wydarłem się o pomoc. Po kilku minutach przyjechała karetka, Jessie była ledwo żywa. Pojechałem karetką do szpitala, gdzie byli już jej rodzice. Lekarze kazali nam zostać i wywieźli ją na salę. Usiadłem na krzesełku i ponownie zalałem się łzami. Opowiedziałem rodzicom całą historię, i w tym momencie zadzwonił do mnie nieznany numer. Dałem na głośnomówiący.
- Halo?
- Dzień dobry, tu policja. Chcieliśmy pana poinformować, że sprawca tego całego zamieszania został złapany i przebywa w areszcie.
- Thank you, bye.
- Dowidzenia.
Rodzice Jessie mi wszystko przetłumaczyli, i bardzo się ucieszyłem że złapali skurwiela.

Po godzinie wyszedł stamtąd jeden lekarz, i poprosił ojca Jessie. Nie mogliśmy niczego odczytać z jego mimiki twarzy. Chwilę potem, podszedł i oznajmił:
- Harry... Możesz ją odwiedzić.
Wręcz pobiegłem do sali numer 218. Leżała tam... Podłączona do miliona urządzeń. Miała zamknięte oczy, a jej puls był bardzo niski. Usiadłem na końcu łóżka. Łzy znowu spłynęły mi po polikach. Pociągnąłem nosem.
- Harry... - szepnęła.
- Tak kochanie?
- Kocham cię...
- Ja ciebie też, i to najmocniej w świecie, jesteś dla mnie wszystkim rozumiesz? Nie dam rady bez ciebie. Bądź silna kochanie, proszę cię, wytrzymaj ten koszmar. Kocham cię, bardzo cię kocham, nie zostawiaj mnie proszę cię - klęczałem przy jej łóżku trzymając jej małą dłoń.
Weszli jej rodzice. Płakali.
- Ona umrze Harry - powiedział jej ojciec.
Płakałem...  Tak cholernie płakałem. Mijały godziny... Rodzice wyszli, zostałem tylko ja i Jess.

*
Wstałem, zszedłem na dół i zobaczyłem dziewczynę na naszej kanapie. Zawołałem Josh'a.
- O, zauważyłeś już Jessie, to nasza nowa stylistka.
- Haha, pewnie - zaszydziłem.
Chłopcy zeszli na dół.
- No to mówię ci, to ta nasza przyszła stylistka!
- Nie!
- Tak!
- Zakład?
Czasem byliśmy jak 5-latki kłócące się o cukierka.
- O co?
- O wygraną.
- Okej.
Chłopcy dziwnie się na nas patrzyli. "Jessie" powoli się budziła. Widać było że jest mocno skacowana.

Tak właśnie 'poznałem' mój cały świat. Jeśli można było to nazwać 'zapoznaniem się'.

*
Sięgnąłem po pizzę w tym samym momencie co ona. Nawet jej dotyk był delikatny... Spojrzeliśmy sobie w oczy. Przybliżyłem się do niej, nasze twarze dzieliły centymetry. Postanowiłem to zrobić. Pocałowałem ją, jej usta były niczym raj... Wiedziałem że nie powinienem, ale nie umiałem się powstrzymać...
- Przepraszam... Ja... Ja nie powinienem - powiedziałem skruszony.
- Wina również jest po mojej stronie, ale przecież to tylko jeden niewinny pocałunek! - powiedziała, starając się mnie uspokoić - Spokojnie nikt poza nami się nie dowie.
- Los chciał nas złączyć już dwa razy, i tym trzecim mu się udało - uśmiechnąłem się, a ona się zarumieniła. - Jesteś słodka kiedy się rumienisz.
- Nie słodź mi bo mi te buraki chyba do jutra nie zejdą - zaśmiałem się.

Ten moment zapamiętam na zawsze. Nasz pierwszy pocałunek, coraz mocniej płakałem.

*
Wszedłem do sali i widząc ją poprzyczepianą do różnojakich przyrządów, kabelków, i tak osłabioną zacząłem płakać. Usiadłem na krześle obok. Otworzyła oczy.
- Kim jesteś? - spytała.
- Ty... Ty... Mnie nie pamiętasz? - zacząłem bardziej płakać.
- Jesteś z tego popularnego zespołu... Z XFactora... Ale... Wyglądałeś inaczej. Znaczy w BootCamp'ie.
- Aż tak...
- Ale co?
- Aż tak długo niczego nie pamiętasz - chciałem ją chwycić za dłoń, jednak ją zabrała.
- O czym ty mówisz? Wogóle gdzie ja jestem? Gdzie moja rodzina?

Tego za cholerę nie chciałem pamiętać... Ale wtedy bardzo się zbliżyliśmy...

*
Podszedłem do niej, ująłem jej poliki w moje dłonie, zaczęliśmy się namiętnie całować, przenieśliśmy się na kanapę. Jeździłem ręką po jej ciele, rozpinała mi koszulę... No i stało się... Zrobiliśmy to. Najlepszy wieczór w moim życiu.

To była zdecydowanie jedna z najlepszych chwil w moim życiu.

*

- Harry...
- Tak? - podniosłem głowę i spojrzałem na nią spuchniętymi od płaczu oczami.
- Kocham cię, bardzo... Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało, lecz nie sądziłam że aż tak szybko powiem ci dowi...
- Nie mów tego proszę - płakałem coraz mocniej.
- Dowidzenia, kocham cię, i pamiętaj że będę na ciebie czekać tam u góry kochanie.
Pocałowałem ją... Pocałowałem ją ostatni raz.
- Kocham cię najbardziej na świecie.
Uśmiechnęła się i odeszła... Urządzenia zaczęły brzęczeć, a ja nie mogłem oddychać z płaczu. Trzymałem ją za rękę i czułem jak niknie jej puls. 
- Nie, nie, nie, nie! Jessie! Błagam cię wróć!
Przybiegli lekarze i wyprowadzili mnie z sali. Pobiegłem do windy, wjechałem na ostatnie piętro i wszedłem na dach. Patrzyłem w ciemność która mnie otaczała. Podszedłem do krawędzi wysokiego budynku i spojrzałem w dół. Tak bardzo ją kocham... Dlaczego ona? Dlaczego mój świat odszedł? Dlaczego jej nie ma? Chcę być z nią... Na wieki... Skoczyłem. Jessie, niedługo się zobaczymy, kocham cię nad życie. Poczułem ogarniający całe moje ciało ból. 1... 2... 3... Ciemność.

______________________________________________________________________

Powiem Wam, że sama nie mogę oddychać tak płaczę. Byłam do nich tak przywiązana że aż czuję ich stratę. To jest przed ostatni rozdział, na tym blogu.

Mam nadzieję że Wam się podobało, bo ja ryczę jak poje*ana.






Nowy blog :)

Hej, prawdopodobnie dzisiaj napiszę następny rozdział :)
Jeśli to opowiadanie Wam się podoba, to zachęcam do czytania mojego drugiego bloga o Justinie Bieberze :)

LINK: http://opowadanie-justinbieber.blogspot.com/


Chapter 48 i wytłumaczenie dlaczego nie pisałam.

UWAGA!: Występują tu wulgaryzmy.

* oczami Harr'ego *

Nagle w całym samolocie było pełno jakiegoś gazu, wszyscy zaczęli kaszleć. Jess i ja też. Widziałem że płacze. Szczerze mówiąc to też miałem szklanki w oczach, nie dziwcie się. W pewnym momencie zaczęło mi się robić czarno przed oczami, lecz słyszałem wszystko. Słyszałem krzyki, i kolejne strzały. Byłem kurewsko wystraszony. Chciałem złapać Jessie za rękę, jednak nie mogłem jej wyczuć. Zacząłem panikować, otworzyłem oczy, ale widziałem tylko bardzo zamazane elementy. Nie było jej koło mnie. Po prostu kurwa zniknęła. Poczułem ląd. Chyba wylądowaliśmy. Usiadłem przejęty całą sytuacją na fotel, nie mogąc przestać myśleć o tym gdzie może być kurwa mać moja dziewczyna. Usłyszałem otwierające się drzwi od samolotu, i ludzie którzy tu weszli, chyba ochroniarze, wyprowadzili pasażerów. Po 10 minutach odzyskałem wzrok. Wyciągnąłem telefon i chciałem zadzwonić do Jessie, jednak dostałem sms'a właśnie od niej o niepokojącej treści:

"Jak chcesz żeby przeżyła przygrzeb swój tyłek i milion dolarów dzisiaj o 14 na przedmieścia, za lotniskiem. Drewniany domek."

Łzy napłynęły mi do oczu, dałbym mu ten cholerny milion, ale nie mam jak. Nie dzisiaj. 
- Kurwa! - wydarłem się na całe lotnisko.
Miałem w dupie to że ludzie się na mnie patrzyli. Nie wiedziałem co mam robić żeby uratować cały mój świat - Jessie. Nie wiedziałem co miałem robić, nie wiedząc nawet gdzie mieszkają jej rodzice, nie posiadając auta, nic... Po chwili namysłu postanowiłem wynająć samochód na cały dzień, i zaraz pojechać na te przedmieścia. Była godzina 13:00, miałem w sumie jebaną godzinę żeby wykombinować kasę. Znaczy mógłby mu ją dać w złotówkach, bo było by na pewno prościej, ale za cholerę nie w dolarach. Nie brałem ze sobą tyle kasy, a chłopaki nie zrobili by przelewu, nawet kurwa nie wziąłem swojej karty, bo po co?! Żyłka mi skakała coraz mocniej. Nie wiedziałem co miałem robić... Wybiegłem przed lotnisko, i usiadłem na ławce po prostu płacząc... Wyjąłem telefon i napisałem do tego faceta:

"Jeśli spróbujesz ją tknąć, obiecuję ci, że będziesz ginął w wielkim cierpieniu."

Może to do mnie nie podobne, ale byłem w stanie go zabić. Wszystko aby mój świat był bezpieczny. Poczułem wibracje w prawej kieszeni. Wyjąłem telefon i to co zobaczyłem przyprawiło mnie w jeszcze większe łzy. Poczułem jak coś mnie ściska w żołądku. Przyszło zdjęcie mojej dziewczyny która leżała z pociętymi dłońmi a nad głową widniał napis "czas leci". Wziąłem jak najszybszą taksówkę, i pojechałem szukać tego zasranego domku.

Szukałem z tym taksówkarzem już dobre 40 minut i gówno. Nic nie było. Wjechaliśmy do jakiegoś lasu, już dobre 5 minut drogi i nic. Kierowca zauważył jakąś melinę, ledwo trzymającą się na tym spróchniałym drewnie. Zatrzymaliśmy się jakieś 20m od tego "domku". Wyszedłem z auta i wyważyłem drzwi, napis owszem był. Niestety po Jessie ani śladu. Pod napisem była kartka. Wziąłem ją i zacząłem czytać.

"Jeśli chcesz ją kiedykolwiek zobaczyć radzę ci się śpieszyć bo samolot odlatuje o 14:50 :)"

Spojrzałem panicznie na zegarek. 14:30. KURWA, KURWA, KURWA. Wybiegłem i wsiadłem do auta, powiedziałem że jak najszybciej na lotnisko. W tym czasie zadzwoniłem po policję, która miała się tam zjawić za 5 minut. Dojechaliśmy na miejsce w przeciągu 3 minut. Zostawiłem mu 10$ i pobiegłem do środka. Zauważyłem policję, która nie wiedziała za bardzo co tu robi. W tym momencie znalazłem kartkę spadającą gdzieś z góry.

"Szybko się z tym uporałeś. Niestety, dziewczyna już prawdopodobnie nie żyje. Tak jak mówiłem, nie będzie pieniędzy, nie będzie dziewczyny. Uważniej dobieraj ludzi którzy ci pomagają."

Gdybym wiedział kto to jest... Już by nie żył. Podbiegłem do policjanta i dałem mu kartkę. Moim pierwszym celem do "przeszukania" była damska toaleta. Pusto. To samo w męskiej i dla niepełnosprawnych. Nie wiedziałem co miałem ze sobą zrobić. Musiałem ją znaleźć, ale za cholerę nie wiedziałem gdz... Co do...



____________________________________________________



Ogółem to najchętniej bym tu nic nie pisała, bo mi strasznie wstyd... Ale kiedyś się trzeba wytłumaczyć co? No to ogółem są trzy powody dla których nie pisałam:
*2 miesięczny brak laptopa
*brak weny
*brak chęci

Ale mam nadzieję że ktokolwiek to przeczyta... Bardzo wiele wam zawdzięczam, i naprawdę, każdy komentarz, jest dla mnie jak takie przytulenie. I bardzo się cieszę że coś napisałam ;)

Mam nadzieję że wezmę się do roboty i niedługo napiszę coś nowego :)



niedziela, 24 lutego 2013

Chapter 47 + przeprosiny.

Z moich przemyśleń niewiele wynikło, ponieważ, bardzo szybko zasnęłam. Pewnie z nerwów... Rankiem, obudziło mnie to, że mój chłopak urządził sobie wycieczkę do toalety... O 7:00. Oczywiście wrócił do mnie, jednak ja już nie spałam.
- Obudziłem? - zapytał, a ja skinęłam na tak - Przepraszam, przepraszam, przepraszam.
Za każdym słowem 'przepraszam', całował mnie, więc nie narzekałam. W sumie cieszę się, że tak wcześnie wstaliśmy, bo przynajmniej sobie pogadamy czy coś.
- Jessie, chodź wylecimy sobie dzisiaj do Polski, chciałbym zwiedzić ten kraj, no i wiesz, pogodziłabyś się z rodziną - uśmiechnął się, a ja nie wiedziałam co mam powiedzieć.
- Mówisz poważnie? - skinął na tak - No to do pakowania!
Szybko wybiegliśmy z łóżka, i zaczęliśmy paradować pół nadzy po domu, sąsiedzi prawdopodobnie mieli niezłe widoki. Wzięłam moją najmniejszą walizkę, i spakowałam rzeczy na dwa dni, zajęło mi to jakieś 30 minut, czyli czas w którym Harry, śpiewał pod prysznicem. To było bardzo zabawne, kiedy wyszedł ja poszłam się wykąpać. Zajęło mi to 20 minut mniej. Ubrałam się w kwiatową koszulę bez rękawów, czarne szorty i Conversy i dodatki (klik). Nakręciłam włosy, zrobiłam makijaż i gotowa wyszłam z łazienki gdzie czekał Harry ze śniadaniem.
- Och, jakie to kochane z twojej strony! - powiedziałam.
- Serio myślisz że to dla ciebie? - zakpił ze mnie, a ja zmierzyłam go wzrokiem.
- Zobaczymy...
Odwróciłam się na pięcie i chciałam odejść, ale chwycił mnie od tyłu i podniósł.
- Zobaczymy - uśmiechnął się zabójczo.
Położył mnie na kanapie, usiadł na mnie okrakiem i zaczął łaskotać. Myślałam że go zabije, jednak on pomimo moich błagań i wrzasków nie przestawał.
- Ze mną się nie zadziera kochanie - powiedział.
Nadal mnie łaskotał, po 5 minutach katuszy przestał, mówiąc że mnie kocha, całując i odchodząc do kuchni jednocześnie. O godzinie 8:00 wyszliśmy z mojego domu, i pojechaliśmy do księcia po jego rzeczy. Stwierdziłam że poczekam na niego w aucie, minęło 15 minut, a ten schodzi, zapakowany w walizkę 3 razy większą ode mnie. Zapakował ją do bagażnika i usiadł na siedzeniu kierowcy.
- Po co ci taka wielka walizka?
- Połowa to ciuchy, buty i takie inne, a spakowałem jeszcze laptopa, aparat, tableta, no a wiesz że musiałem wziąć kartony bo się zniszczą, więc...
- Dobra, dobra! Nie proszę cię o historię życia, mogłeś powiedzieć że wziąłeś swoje zabaweczki - zaśmiałam się.
Popatrzył na mnie zabójczo i odjechaliśmy na lotnisko z nadzieją iż będzie lot do Polski i to z wolnymi miejscami w samolocie.

Miejsca były, jednak po dwóch różnych końcach samolotu. Jednak to tylko godzina lotu, więc się zgodziliśmy. Przy kontroli bagaży, Styles miał lekki problem. Lecz bogu dzięki, nie musiał wyjmować zawartości. Pobiegliśmy na prawie już zamkniętą odprawę, i zajęliśmy miejsca w samolocie, żegnając się ze sobą buziakiem.

Jednak mogłam przemyśleć sprawę miejsc, w dwóch różnych częściach samolotu. Wylądowałam koło gostka który non-stop beka, pierdzi i rzuca mi 'zalotne' spojrzenie, a Harry przysłał mi sms'a że koło niego siedzi chińskie dziecko, i coś gada a on się go boi. Bardzo ciekawy lot. Nie powiem, że nie. Poprosiłam pana bekacza koło mnie, czy mógł by się zamienić miejscem z moim chłopakiem i o dziwo się zgodził. Hazzy przyszedł tu jak najszybciej mu się udało i pocałował mnie. Zostało nam jeszcze jakieś 20 minut lotu. Zapięłam pas i przytuliłam się do Harr'ego.

Widziałam już Warszawskie lotnisko. Byłam szczęśliwa na myśl o ojczyźnie, jednak obawiałam się rozmowy z rodzicami... O cholera. Samolot się trzęsie. Bardzo mocno, spojrzałam przerażona na Hazzę, nie wiedział co się dzieje, podobnie jak wszyscy. Trząsł się coraz mocniej, kazali nam założyć maski tlenowe. Złapaliśmy się z Harry'm za ręce, łzy zaczęły mi spływać, bardzo się bałam... Coś na tyle samolotu strzeliło...

______________________________________________

Jezu... Nie wiem od czego mam zacząć... Ja... Bardzo Was przepraszam kochani, wiem że większość z Was już tego nie przeczyta, nie wejdzie tu, ponieważ bardzo się na mnie zawiedliście. Ja na samej sobie też. Jednak dzisiaj coś we mnie pękło i stwierdziłam że nie mogę stracić tego, na co pracowałam tyle miesięcy. Dlatego napisałam rozdział. Mam nadzieję że choć jedna osoba to przeczyta. PRZYRZEKAM, poprostu Wam to obiecuję, że będę się bardzo coś starać tu dodawać REGULARNIE. 

Nie mogę stracić 28 cudownych obserwatorów, ponad 40.000 wyświelteń, i niestety nieco mniej, osób czytających. Bardzo wiele zawdzięczam temu blogowi, i muszę dobrnąć do końca tego opowiadania. Bardzo, bardzo, bardzo Was przepraszam. Mam nadzieję że to się z mojej strony nie powtórzy.

Do następnego rozdziału, dziękuję x.

czwartek, 17 stycznia 2013

INFO.

Dobra, więc, wiem że jesteście mega zawiedzeni, że nie ma nic od miesiąca, ale naprawdę nie mam wogóle weny :/ Nie wiem ogółem co się ze mną dzieje... Ale obiecuję Wam, że dodam coś jutro (tzn. 18.01), OBIECUJĘ. Wy dla mnie tyle zrobiliście, ja mogę tylko tyle.

Powiem wam, że naprawdę każde wyświetlenie jest dla mnie jak przytulenie, więc bardzo wam dziękuję, kocham was! x

niedziela, 16 grudnia 2012

Chapter 46 .

Obudziłam się w jego ramionach. Dzisiaj to ja postanowiłam go obudzić, zawsze musi być ten pierwszy raz. Obróciłam się delikatnie i zaczęłam się bawić jego lokami, jednocześnie, całując go. 
- Mmm - zamruczał - podoba mi się taki sposób mówienia dzieńdobry, kochanie.
Pocałował mnie.
- To co, jakieś plany na dzisiaj? - spytał.
- Łóżko, filmy, pizza, no i ty.
- Podoba mi się taki plan. A tak właściwie, to która jest godzina?
- Czekaj - spojrzałam na telefon - 13:02.
- O kurwa.
Wtuliłam się w niego.
- Czyli to ja mam zamówić pizzę, tak? - zapytał.
- No ej! Ja włączam telewizor, tak?
- Hahaha, leń.
- Powiedział Harry Styles.
- Weź bo zaraz się zdenerwuję.
- No i co? Zrobisz mi coś?
- Oj żebyś się nie zdziwiła.
No tak, łatwo mogłam się domyślić. Zaczął mnie łaskotać.
- Dobra, dobra, dobra. Przestań proszę! 
- A magiczne słowa?
- Kocham cię?
- Harry Styles!
- Hahahahaha.
Po 5 minutach, przestał.
- Ładnie wyglądasz i wogóle taka dzisiaj jakaś inaczej uczesana jesteś - mówił z sarkazmem.
- Zaraz ci...
- No co?
- Zaraz cię uderzę - uśmiechnęłam się sarkastycznie.
Droczyliśmy się jeszcze przez chwilę no i w końcu udało mi się go namówić na zamówienie pizzy. Weszłam w wypożyczalnię i zaczęłam przeglądać komedie. Po chwili wszedł do mnie Harry. Położył się koło mnie i zabrał mi pilota. Nawet się nie kłóciłam, patrzyłam tylko co wybiera. No tak, jak zwykle horrory. Ustawił kolejkę 5 horrorów, dość znanych, i nigdy przezemnie nie oglądanych i i poszedł odebrać pizzę. Minęło jakieś 5 minut i wszedł do pokoju z 2 kartonami pizzy, i chyba 4 zapakowanymi różnymi makaronami. Kiedy to odłożył automatycznie powiedziałam żeby szedł bo jakieś baniaki z wodą. Więc cofnął się po nie, zasłonił rolety więc w pokoju była całkowita ciemność no i położył się koło mnie.
- Po co ci tyle jedzenia? - spytałam.
- Głodny jestem.
Zgasił lampkę i włączył pierwszy film. 

W przeciągu 60 minut zjadłam zaledwie 2 kawałki pizzy, a on 2 kartony pizzy. No cóż. Jak się boję to jakoś mnie do jedzenia nie ciągnie. Postanowiłam zjeść lazanię.Tylko najpierw usiadłam Hazzie pomiędzy nogami. Jakoś tak mi wygodniej było. Wróciliśmy do oglądania filmu. Zbytnio nie byłam nim przejęta, ponieważ nie był straszny. Bardziej się przejmowałam tym że pokłóciłam się z rodzicami i tym czy dobrze postąpiłam wracając do Harr'ego...

__________________________________________

Dobra, no to ten. Wiem że długo nie dodawałam ale mam powody:
*wystawianie ocen
*brak czasu
*kompletny brak weny

No, ale po rozdziale widać że kiepsko mi idzie. Jest krótki i nie jestem z niego zadowolona, ale gdyby mnie Wośko i Kalina pewnie skończyłabym go pisać, więc dziękuję laski ;*

No, obiecuję że jak w piątek wrócę do domu to coś napiszę! W tygodniu nic nie dodam bo praktycznie cały tydzień mam konsultacje no i troche chujnia.

BARDZO przepraszam że zaniedbałam bloga i rozdziały są coraz krótsze, ale naprawdę, z dnia na dzień mam coraz mniej weny, i coraz trudniej jest mi cokolwiek napisać, więc proszę zrozumcie mnie kochani! xx 

niedziela, 2 grudnia 2012

Chapter 45 .

możecie włączyć: http://www.youtube.com/watch?v=Uj1AOKUPYTY

Siedziałam skulona pod drzwiami i słuchałam jak mój chłopak którego kocham nad życie, błaga żebym go wpuściła. Jednak nie chciałam go widzieć. Zranił mnie. Bardzo mnie zranił. Po 30 minutach, nie poddawał się. Ciągle mówił żebym dała mu to wyjaśnić. Jednak dla mnie sprawa była jasna. Gdybym weszła minutę potem pewnie zobaczyła bym ich całujących się. Oczywiście nie miałam pewności czy to był ktoś z jego rodziny, ale kurwa mać, czy całował by kogoś z jego rodziny w taki sposób? Nie, no właśnie. Było więc dla jasne, że mój chłopak mnie zdradza. Jednak prędzej czy później muszę z nim porozmawiać. Zakończyć to wszystko. Bardzo tego nie chcę, jednak... Muszę to zrobić. Muszę zakończyć nasz związek, który jak teraz wyszło, opierał się na kłamstwie. Wstałam, i otworzyłam drzwi. Harry był zapłakany i miał czerwone oczy. 
- Masz 5 minut - powiedziałam oschle, jednak najchętniej rzuciłabym się mu na szyję i wszystko wybaczyła w sekundę.
- Wiem że mogłaś wiele pomyśleć, ale prawda jest taka że kocham cię nad życie. Ona to przeszłość...
- Do której wróciłeś - przerwałam mu.
- Tak... Niestety. Ale między nami do niczego nie doszło! To znaczy... Dzięki tobie. Nie chcę cię okłamywać więc powiem wprost. Kiedy przyjechałem do domu, ona, Caroline, czekałam pod twoimi drzwiami. Powiedziałem żeby weszła do środka, sam nie wiem dlaczego. Zaczęła mi opowiadać o tym co się dzieje u niej, i zauroczyła mnie. I tyle. Nie chcę i nigdy nie chciałem wracać do jej tematu, ale stało się i tyle.
- Następnym razem, kiedy zobaczę was w łóżku też powiesz stało się i tyle?
- Nie będzie następnego razu.
- Nie masz pewności.
- Nie chcę cię ponownie zranić. Jessie, bardzo cię kocham. Nie chcę cię stracić. Wiesz, ile razem przeszliśmy.
- A ty to zniszczyłeś. 
- Nie pocałowałem jej.
- Ale pocałował byś.
- Ale tego nie zrobiłem.
- Harry, nie potrafisz się opamiętać! Nie pierwszy raz to się zdarza. Przypomnij sobie sytuację choćby nawet z tej pierdolonej dyskoteki!
- Wiem, popełniam bardzo dużo błędów. Ale każdy je popełnia. Proszę, wybacz mi. Błagam - uklęknął.
- Harry, boję się, że znowu mnie zranisz. Nie chcę tego. Nie chcę znowu cierpieć, nawet przez tak krótki okres czasu. 
- Wiem, jestem pierdolonym debilem, idiotą który wszystko spierdolił, ale proszę daj mi drugą szansę.
- Boję się.
Popłakałam się. Tak bardzo go kochałam. Zakryłam twarz dłońmi. Harry wstał i przytulił mnie. Wtuliłam się w niego. Oboje płakaliśmy. 
- Przepraszam... - powiedział.
- Jesteś pierdolonym skurwysynem, ale bardzo cię kocham. Jeśli jeszcze raz tak zrobisz, to obiecuję że koniec z nami...
Spojrzeliśmy sobie w oczy. Załzawione oczy. Pocałowaliśmy się. Wiedziałam że się ugnę, ale tak szybko? Po zaledwie godzinie? To pokazało że nie mogę bez niego żyć. Jest jak narkotyk. 

__________________________________________________

Kurwa, to nawet rozdział nie jest. Sorki że takie krótkie gówno, ale to jest taka zlepka wątków z całego tygodnia, dzisiaj nic nie napiszę. Nie mam weny poprostu. 

Zostałam nominowana do Liebster Awards, i takie mam pytania :D :

1. Co lubisz robić w wolnym czasie ?
Przeważnie, to lubię pisać. Chociaż nie zawsze mam na to czas. Lubię też czytać książki, i KOCHAM słuchać muzyki :D

2. Lubisz One Direction , jak nie to dlaczego ?

Jestem Directionerką od 1,5 roku :)

3.Twoje zainteresowania.
Pisarstwo :D



4. Życiowe motto , którym się głównie kierujesz ?
You Only Live Once :)



5.Od jak dawna prowadzisz bloga ?
Swojego pierwszego bloga zaczęłam pisać w styczniu tego roku, ale Blogger go usunął, a ten blog prowadzę od połowy lipca.



6. Dlaczego postanowiłaś założyć bloga ? 
Ponieważ poprostu lubię pisać :)



7. Jakie jest Twoje marzenie ? 
Jak każdy, mam wiele marzeń które zostawić dla siebie :)

8. Kim chciałabyś/chciałbyś by jak dorośniesz ?

Psychiatrą XD

9.Ulubiona piosenka (może by max.3)

Nicki Minaj - Freedom

One Direction - Over Again
Justin Bieber - Beauty and the beat.

10. Ulubiony rodzaj filmu ? 

Horror :)

11.Grasz na jakimś instrumencie ? 

Gram, ale się z tym nie ujawniam :D

No, to tyle :)

piątek, 23 listopada 2012

Chapter 44 .

Weszliśmy szczęśliwi do domu. Nie mogłam sobie nawet wyobrazić że za dwa tygodnie będę na najpiękniejszej wyspie świata!
- Robimy kolację? - spytał Harry.
- Zamówmy chińszczyznę - uśmiechnęłam się.
- Skąd taka zmiana u ciebie?
- Ponieważ wiem że lubisz chińszczyznę - pocałowałam go. 
Złożyliśmy zamówienie. Położyłam się na kanapie. Kilka sekund potem nademną znalazł się Harry. 
- Ciężki jesteś wiesz?
- A na tobie się fajnie leży.
Zaczęliśmy się całować. Po chwili sięgnęłam po pilota. Włączyłam MTV. Akurat leciało What makes you beautiful.
- Ooo, patrz kogo ja tu widzę! 
- Przełącz to.
- You don't know you're beautiful! - śpiewałam.
- Przełącz albo zrobi się niemiło.
- That's what makes you beautiful!
- Przegięłaś.
Zaczął mnie łaskotać. Widział że działa to na mnie jak na prąd, ale że na mnie siedział i był o 100 razy silniejszy, miał przewagę.
- Dobra, przełączam! Widzisz piosenka się już skończyła, błagam przestań! - krzyczałam przez śmiech.
- Teraz to wiesz, kara musi być.
Po 5 minutach uratował mnie dzwonek do drzwi. Harry poszedł otworzyć. To jedzenie. Zapłacił, podziękował i zamknął drzwi. 
- Tym razem ci się udało, ale następnym razem tak szybko nie odpuszczę.
Harry podał mi jedzenie, rozsiedliśmy się na kanapie. Postanowiliśmy oglądnąć jakiś film który wybierał Harry. Wybrał "Chernobyl Diaries" ponieważ żadne z nas jeszcze tego nie oglądało. 

Narazie nic ciekawego się nie dzieje. Weszli do budynku w którym "coś jest". Harry mnie objemował, choć wiedział że się nie boje. Zaraz zas...
- Aaa! - krzyknęłam.
Wtuliłam się w Harr'ego.
- No co, przecież nudne - zaśmiał się.
- No ale jak mi takie gówno kurwa wyskakuje nagle, to się nie dziw!
- Ale to był zwykły niedźwiedź - nadal się śmiał.
Ogarnęłam się i wtulona w Hazzę, nadal oglądałam film.


Dobra, całkowicie zmieniam zdanie o tym filmie. Jest dosłownie, zajebisty. Ubrałam się moją piżamę (klik), i poszłam do łóżka. Harry miał u mnie swoją piżamę, więc nie było z tym problemu. Przyszedł po 10 minutach.
- Jessie, widziałaś moją koszulkę?
- Nie, jeśli nie ma jej w szafie, to nie ma jej wogóle. 
- No to śpię bez koszulki - zabawnie poruszył swoimi brwiami.
Położył się koło mnie. Przytuliłam się do niego. Zasnęłam w jego objęciach.


Obudziłam się o 10:30. Tym razem Hazzy koło mnie nie było. Choć dało się usłyszeć jego głos z kuchni. Nucił "Busy" Olli'ego Murs'a. Wstałam, i skierowałam się do kuchni. Okazało się że robił naleśniki.
- Dzieńdobry kucharzu.
- Hej kochanie.
Pocałował mnie. 
- Idź się ubrać i wogóle, a potem tu przyjdź, dobrze?
- Okej.
Nie mam pojęcia o której on wstał, ponieważ już kończył smażyć naleśniki, a był ubrany. Śpioch ze mnie. Dzisiaj nie robiłam nic z włosami, więc miałam złote fale. Ubrałam się w moje azteckie leggins'y, jeans'ową koszulę, czarna biżuteria, i do tego postanowiłam założyć czarne Campbell'ki, i czarny skórzany plecak (klik). Pomalowałam się tak jak zwykle, tzn. róż na policzki, podkład, kreska, tusz i pomadka z Channel. Wybiła 11:00. Poszłam do kuchni gdzie przy stole czekał na mnie Harry z naleśnikami.
- Ślicznie wyglądasz.
- Dzięki - odpowiedziałam na komplement.
Zajęłam się jedzeniem tych pyszności. Potem jeszcze się trochę powygłupialiśmy, i Harry odwiózł mnie na spotkanie z mamą. Czekała na mnie wraz z tatą i moim bratem. Podeszłam do nich i dosiadłam się do stolika.
- Hej wszystkim.
- Cześć, słuchaj chodzi o to że chcielibyśmy abyś skończyła studia.
- No wiem, mówiliście mi to już.
- Więc od września zaczynasz chodzić na Uniwersytet Cambrige i studiujesz psychologię - dokończył mój ojciec.
- CO?! Nie mam zamiaru stąd wyjeżdżać! I co? Psychologia? Nigdy w życiu, a pozatym mam już 18 lat i sama mogę decydować o moim życiu!
- Mówiłem ci - powiedział Max do mamy.
- Nie zniszczysz sobie życia jakimś chłopakiem i byciem stylistką!
- Jakimś chłopakiem?! Harry to chłopak którego kocham nad życie! A to kim będę w życiu nie powinno cię interesować aż tak bardzo ponieważ to moje życie! - odszczeknęłam się ojcu.
- Nie kłóćcie się - wtrąciła mama.
- Tylko to chcieliście mi powiedzieć?
- Tak.
- W takim razie miłego lotu, pozdrówcie rodzinę i nie będzie żadnego Cambridge. Żegnam.
Powiedziałam wychodząc z restauracji. Wzięłam taxi i pojechałam do domu. Przekluczyłam drzwi. To co tam zobaczyłam było jednym z najgorszych widoków. Harry... On... Trzymał jakąś dziewczynę za policzki, prawie ją pocałował... Póki nie zobaczył mnie...
- Jessie...
- Nie... Wyjdź. Ty też - powiedziałam do dziewczyny.
- Daj mi wyjaśnić - prosił.
Wypchnęłam ich za drzwi i zamknęłam dom. Osunęłam się po drzwiach z płaczem. 
- Jess! Proszę otwórz! Daj mi to wyjaśnić! Błagam! - krzyczał waląc w drzwi.
Moje życie powoli zamieniało się w piekło.

______________________________________________

Tak jak mówiłam, jest rozdział! :D

Ba dum!

Nienawidzę być chora. x_x

ASK <--jeśli macie jakieś pytania ;)

czwartek, 22 listopada 2012

Chapter 43 .

* oczami Jessici *

Nie wiedziałam za bardzo co mam robić. Czy stracić dziewictwo teraz, z Harry'm, czy jeszcze poczekać... Spojrzałam mu w oczy. Iskrzyły niczym fajerwerki. Zagryzłam wargę i wróciliśmy do dzikich pocałunków...

No cóż... Grzeczną dziewczynką to ja już nie jestem. Jeśli wiecie o czym mówię. Leżę wtulona w jego tors. Jestem trochę zmęczona.

Obudził mnie Harry który jak zwykle bawił się kosmykami moich włosów. Byłam w świetnym humorze. Pewnie ze względu na wczorajszy wieczór.
- Dzień dobry - powiedziałam zachrypniętym głosem.
- Ooo, kogo ja słyszę! Panią śpię do 11 i nie pozwalam się ruszyć z łóżka! - zaśmiał się.
- Co?
- No właśnie to! Jest godzina 11, a ja nie mogę wstać!
- Czemu?
- Bo jak chciałem to tak mocno zaciskałaś ręce że nie dało się ruszyć - zaśmialiśmy się.
- Co dzisiaj robimy?
- Cóż jak się sprężysz to możemy pojechać w bardzo interesujące miejsce poza Londynem.
- Daj mi 15 minut - zerwałam się z łóżka prosto do łazienki, ale po chwili namysłu wychyliłam głowę zza drzwi - no dobra, 20.
- Mam u ciebie jakieś rzeczy?
- Tak, poszukaj w szafie.
Wzięłam szybki prysznic, wyprostowałam włosy, ubrałam się w moje jedne z najkrótszych, kremowe szorty, bluzkę z długim rękawem która odsłania 1/3 brzucha, vansy w panterkę, biżuterię, moją ulubioną torebkę z Channel i Ran Bany (klik). Pomalowałam dzisiaj tylko rzęsy. Gotowa wyszłam z łazienki. Harry już był gotowy do wyjścia. Stwierdziliśmy że zjemy w Mc, czy czymś takim.
- A gdzie mnie wywozisz? - spytałam wchodząc do jego czarnego BMW.
- Niespodzianka kochanie - uśmiechnął się.
Odjechaliśmy. Po jakichś 10 minutach drogi zajechaliśmy do Mc, kupując tam kawę i sporo przekąsek. Zawsze byłam przeciwna takiego typu jedzeniu, ale jak Styles się uprze, to nie ma odwrotu. Pojechaliśmy dalej. Kiedy byliśmy już na przedmieściach Londynu wyciągnęłam mojego IPhone'a i zaczęłam robić nam zdjęcia. Harry robił naprawdę zabawne miny więc zdjęcia wyszły wprost świetnie. Potem zadzwonił mi telefon. Ściszyliśmy radio i odebrałam.
- Hej mamo.
- No cześć córcia, słuchaj, przełożyli nam lot. Za dwa dni wylatujemy, mogłabyś się z nami jutro spotkać?
- Jasne! Może o 12:00 przyjedz...
- Nie, ty przyjedź do naszego hotelu, dobrze?
- Okej, to do jutra, pozdrów wszystkich, pa!
- Pa, kochanie, buziaki!
Nacisnęłam czerwoną słuchawkę.
- Coś się stało? - spytał Harry.
- Nie, mama chce się ze mną jutro spotkać.
- To chyba dobrze - uśmiechnął się.
- No wiem.
Harry ponownie podgłośnił radio. Właśnie leciała piosenka Nicki Minaj Pound The Alarm. Oboje mieliśmy świra na punkcie tej piosenki. Z odsłoniętym dachem, regulatorem na full i moim telefonem w ręce jechaliśmy przez pola. Po godzinnej drodze dojechaliśmy do jakiegoś lasu. Wjechaliśmy w jego głąb. Zamknęłam na chwilę oczy i odchyliłam głowę do tyłu. Miałam ciemno przed oczami, jednak po zaledwie kilku sekundach nastało przed nimi "wielkie oświecenie". Otworzyłam oczy i moje oczy ujrzały jeden z najpiękniejszych widoków w całym życiu. Wielkie jezioro, łąka... Oaza spokoju. Nie było tam nikogo poza nami. Odstawiliśmy auto tuż koło jeziorka, wysiedliśmy z niego i wyjęliśmy z auta koce. Ogółem urządziliśmy sobie piknik. Położyłam się na kocu, po chwili poczułam na sobie Harr'ego. Zdjęłam okulary, otworzyłam oczy i moim oczom ukazał się mój chłopak szczerzący się do mnie. Zaczęliśmy się całować. 
- Wiesz, że bardzo cię kocham? - powiedział.
- Harry... Ja ciebie też. Po tym co razem przeszliśmy - uśmiechnęłam się gładząc go po policzku. 
Pocałował mnie. Ale tak zupełnie inaczej, jakby moje usta były stworzone z najdelikatniejszej tkaniny na świecie.
- Czas na... JEDZENIE! - zaśmiałam się.
Harry poszedł po fast food'a i zaczęliśmy się objadać w towarzystwie telefonów. A raczej aparatów w telefonach. Co chwila jedno z nas robiło sobie zdjęcie. Przeważnie głupie. Jednak jedno wyszło nam ślicznie i postanowiliśmy że je wywołamy. Kiedy zjadłam McFlurry, położyłam się na kocu, mówiąc że już się najadłam. Podwinęłam rękawy w bluzce. Było dzisiaj wyjątkowo gorąco. Poczułam jak Harry na mnie siada.
- Co ty wyprawiasz? - spytałam.
Podwinął mi bluzkę i powiedział:
- Jeśli nie umiesz się sama żywić muszę ci w tym pomóc! Zobacz jaka z ciebie chudzina! 
Zaśmiałam się głośno.
- No już! Aaaammm! - mówił starając się nakarmić mnie frytką. 
Zjadłam jedną, a drugą zjedliśmy wspólnie. Całując się. Potem wróciliśmy do strzelania sobie głupich fotek. Moja ulubiona ze wszystkich, którą mam na tapecie, to ta na której Harry i ja jesteśmy złączeni w pocałunku. Po 30 minutach Harry stwierdził że idziemy się pokąpać do jeziora. Oczywiście zaprzeczyłam. Ale że jest ode mnie silniejszy nie miałam zbyt wiele do gadania.
- Daj mi chociaż ściągnąć ubrania! - powiedziałam, a on tylko zrobił minę "pedofila".
Zostałam w samej czarnej, koronkowej bieliźnie.
- Mmm... Podoba mi się taki zestawik - zaśmiał się.
- Weź się nawet nie odzywaj! Sam prawie goły latasz! - był w samych bokserkach.
Wziął mnie na ręce i wbiegł ze mną do jeziora. Bogu dzięki było bardzo płytkie. Sięgało mi do kolan. 
- Zimno!
Ochlapał mnie.
- No i dobra.
Było mi strasznie zimno. Wyszłam z wody, i owinęłam się kocem. Słyszałam jak Harry do mnie idzie. Oczywiście nie byłam na niego obrażona, bo nie ma o co, ale troszkę zła owszem.
- Kochanieeee...
Ukucnął przy mnie i podniósł mnie za podbródek.
- Wiesz jak mi zimno przez ciebie?
- No przestań.
Przytulił mnie i pocałował w czoło.
- Jesteś głupi.
- Też cię kocham - pocałował mnie.
Ubraliśmy się i ponownie położyliśmy na kocu. Spojrzałam na zegarek. Wybiła 15:00. Usiadłam na moim chłopaku okrakiem.
- A ty co? - zapytał.
- A co nie mogę?
Uśmiechnął się szarmancko i zniżyłam się aby go pocałować.
- Co powiesz żebyśmy wyjechali na wspólne wakacje?
- Ale... Kiedy? A trasa?
- Nie wiem, za 2 tygodnie? O to się nie martw, to moje życie, i też mam prawo do urlopu.
- Jeśli tak, to pewnie że chcę!
- Gdzie, kochanie, gdzie?
- Zaskocz mnie.
- Hmm... Malediwy? 2 tygodnie?
- S.. Serio?
- No tak - zaśmiał się.
- Aaaa! Harry! Boże! Tak, tak, tak!
Pocałowałam go. 2 tygodnie na najpiękniejszej wyspie świata?! To takie... Nierealne!
- To jak, wracamy i rezerwujemy?
Skinęłam głową. Zapakowaliśmy rzeczy, i popędziliśmy w stronę Londynu.

Gdy wybiła 17:00, dosłownie wbiegliśmy do biura E-Dreams. Bogu dzięki, w ofercie były Malediwy. Zadzwonił mi telefon. Poszłam odebrać.
- Halo?
- Hej Jessie, tu Camille.
- Oo, hej! Jak tam w stanach?
- Cudownie! Wiesz kto jest moim chłopakiem?
- Niewi...
- ZAYN!
- Naprawdę?! No co gratulacje kochana!
- Dzięki! A jak tam u ciebie? Wiesz, zdrowie?
- A też dobrze, i wszystko fajnie.
- Dobra, ja muszę lecieć, Zayn wzywa, trzymajcie się, pozdrów Harr'ego pa!
- Pa!
Podeszłam do Hazzy, który już trzymał w ręce jakieś papiery.
- Załatwione - powiedział - dziękujemy, dowidzenia.
Wyszliśmy z biura.
- Tak szybko?
- A jak!
- Za 2 tygodnie raj będzie nasz!
Pocałowaliśmy się i pojechaliśmy do mnie do domu.

__________________________________________


Hej! x

Mam nadzieję że rozdział przypadnie wam do gustu! Jeszcze jutro coś NAPEWNO napiszę, bo nie wybieram się do szkoły i mam dzień wolny :D

See ya xx


niedziela, 11 listopada 2012

Chapter 42 .

* oczami Zayn'a *

Byłem dość skacowany po wczorajszej imprezie... Naprawdę... Było nieźle. Teraz mój mózg stara się zidentyfikować moje położenie. Leżę w łóżku, w samych bokserkach, a koło mnie... Camille?! Mój boże... Już sobie wyobrażam co musiało się zdarzyć poprzedniej nocy... Głowa mnie boli... I praktycznie nic nie pamiętam! Mój umysł przestał kontrolować wszystko od kiedy wszedłem do klubu nocnego. Potem już było z górki. Ponownie spojrzałem na Cams. Tym razem nie spała. Patrzyła się na mnie swoimi dużymi oczami.
- Dzień dobry - uśmiechnąłem się i pocałowałem ją. W końcu... Spaliśmy ze sobą...
- Zayn... Wiem że nic nie pamiętasz... Pociesze cię że ja też, ale wnioskując po tym - wskazała palcem na zużytą prezerwatywę na środku pokoju - chyba sam wiesz co musiało się stać...
- Cóż... Przynajmniej się zabezpieczyliśmy - zaśmialiśmy się.
- Głowa mi pęka - powiedziała łapiąc się za nią.
Nie byłem pewny czy wyznać jej teraz miłość czy nie... Nigdy nie wiedziałem czy to będzie odpowiedni moment, no ale cóż trzeba zaryzykować...
- Cami...
- Tak?
- Wiesz... Ja... Wiem że możesz mnie potraktować niepoważnie, ale... Nie chcę aby to był "jednorazowy numerek"... Camille... Zakochałem się w tobie.
- Zayn, jesteś na kacu. Pieprzysz głupoty - zaśmiałem się.
- To że mówię niewyraźnie, nie znaczy że mój umysł nie jest trzeźwy - uśmiechnąłem się spoglądając na nią. 
Uśmiechnęła się do mnie, ukazując jej białe jak perełka ząbki. 
- Jesteś ślepy czy tylko udajesz? - spytała.
- Dlaczego? 
- Zayn... Serio myślisz że przespała bym się z byle kim, nawet po pijaku? Od samego początku naszej znajomości jestem w tobie zakochana po uszy!
Było mi lżej na sercu. Położyłem się tak jakby, na niej i zaczęliśmy się całować. 
- Czyli, że zgodziłabyś się...
- Tak - przerwała mi.
- Zrobić mi kanapkę? - zaśmiałem się, a ona spojrzała na mnie piorunująco - Żartowałem, czy zgodziłabyś się zostać moją dziewczyną? - uśmiechnąłem się.
- Hmm... Nie - zdziwiłem się - żartowałam! Ale minę to ty miałeś przednią!
- Będzie kara.
Zacząłem ją łaskotać. Wiedziałem że to zawsze działa. Przynajmniej na Cami.

______________________________________________


wiem, znienawidzicie mnie ale jestem zmęczona i nie chce mi sie pisać ._. <szczerawika>

ZA KRÓTKI, ale następny będzie megamegamega długi, #ipromise

love ya all!

piątek, 2 listopada 2012

Chapter 41 (2 części) .

Po kilku godzinnych zakupach Harry odwiózł mnie do domu. Weszłam do niego obładowana torbami. Byłam naprawdę zmęczona. Poszłam się przebrać w piżamę, i w między czasie gadałam z mamą. Wyjeżdżają pojutrze, jakieś sprawy w pracy. Zrobiłam sobie kolację i poszłam spać.

***

Promienie słońca kazały mi wstać już o 10:00. Jak co ranek sięgnęłam po telefon, i czekała w nim na mnie miła niespodzianka. Czyli sms od Harr'ego.

" Hej Jessie! Mam wielką prośbę, otóż. Bądź dzisiaj o 20:00 na dachu mojego budynku. To naprawdę ważne, proszę potraktuj to jako... Romantyczną kolację? Jeśli można to tak nazwać. Mam nadzieję że do zobaczenia :) xx "

No to jestem ustawiona na wieczór. Teraz jedyne czego pragnę to dalszy sen. Jednak znając mój umysł, już nie zasnę. 

***

Godzina 18:00. Co robię? Właśnie się obudziłam. Jestem przerażona, jak mogłam aż tyle spać? Jednak mój telefon, nie daje znaku życia. Nikt (na szczęście) nie dzwonił. Idę się kąpać. Przecież nie spotkam się z Hazzą, jak jakaś brudaska. Chyba lekko przesadzam, no ale cóż... Czym prędzej wymodelowałam włosy, i zabrałam się za strój. Postanowiłam ubrać moją biało złotą sukienkę, i białe dodatki do tego(klik,). Pomalowałam się wyjściowo i wybiła 19:30. Zaczął dzwonić mi telefon. Nieznany numer. Postanowiłam odebrać.
- Halo?
- Dobry wieczór, czy panna Starwood przy telefonie?
- Tak.
- Wspaniale! Chciałem spytać, czy na prośbę pana Styles'a mogłaby pani o godzinie 19:55 zejść na dół, aby udać się ze mną, do niego?
- Dobrze...
- Dziękuję, i dozobaczenia.
- Tak.
Dziwny facet... No ale cóż. To pewnie sprawka Harr'ego. Wzięłam ostatniego łyka wody, zadzwoniłam do mamy i zeszłam na dół, gdzie czekała na mnie... Limuzyna? Tak. To naprawdę była limuzyna. Wsiadłam do niej, i odjechaliśmy.

Wjechałam na dach i bezproblemowo tam weszłam. To co zobaczyłam... To było piękne. Cały dach w różach i świeczkach, a na środku, stolik, szampan, jedzenie, a po boku... On... Harry. Uśmiecha się do mnie nieśmiale. Stoję jak słup, nie mogąc nic powiedzieć, a on się do mnie zbliża...

http://www.youtube.com/watch?v=HLphrgQFHUQ <--- włączcie sobie ;)

- Jessie, ja... - zaczął.
- Tak?
- Wiem, że może przesadzam, ale... Ale bardzo mi na Tobie zależy... I... Kocham cię. Bardzo. Wiem że pewnie tego nie odwz...
- Nie wiesz - przerwałam mu - Harry... Ja, ja powoli odzyskuje pamięć. Zaczynają mi się przypominać, te wszystkie chwile spędzone właśnie z tobą! Oczywiście nie wszystkie, ale jak narazie moja pamięć zatrzymała się... Na koncercie, kiedy wyznałeś mi swoje uczucia - uśmiechnął się.
- Ale... W jaki sposób możesz to sobie przypominać?
- Śni mi się wiele rzeczy, i miewam przebłyski pamięci.
- Czyli że... Czyli że mam jeszcze szanse, na odzyskanie ciebie?
- Bardzo duże - uśmiechnęłam się.
Zbliżył się do mnie, i pocałował mnie. Ale nie tak zwyczajnie. Tak... Tak z uczuciem. Wielkim tryskającym uczuciem. Usiedliśmy do stołu w celu zjedzenia tego co przygotował Harry. Było tego sporo.

Harry i ja postanowiliśmy się przejść. W sumie, to Harry chciał mnie odprowadzić do domu... No więc. Już pod nim jesteśmy. Chyba obawiam się tego że zaraz będę musiała się z nim rozstać.
- No to... Mam nadzieję że do zobaczenia, jutro - uśmiechnął się.
- Harry...
- Tak?
- Może wejdziesz na kawę? - uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Jasne - odwzajemnił uśmiech.
Tak więc, weszliśmy na górę, zdjęliśmy buty i poszliśmy do kuchni. Stał oparty o blat, a ja do niego tyłem, sięgałam po kawę. Odwróciłam się. Byłam kilka milimetrów oddzielona od niego. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Kawa wypadła mi z rąk. Harry ujął moje policzki w swoje dłonie, i zaczęliśmy się namiętnie całować. Przenieśliśmy się na kanapę. Jego ręka jeździła po moim ciele powodując przyjemne dreszcze. Zaczęłam mu rozpinać koszulę, zaczynając od kołnierzyka...

___________________________

Siemka xx

Jestem trochę wkurzona, ponieważ wczoraj cały wieczór pisałam rozdział, a dzisiaj okazało się że ani się nie dodał, ani nie zapisał, więc musiałam napisać od nowa...

No ale nic! Dziękuję Wośko że mi to uświadomiłaś <3 xxx

Jutro poniedziałek :c Ale zbytnio się tym nie przejmuję, ponieważ miałam tak zajebistą niedzielę że kurde przejdzie do historii! :)

Postaram się coś nabazgrać w tygodniu, bywajcie! <3 xxxxx

czwartek, 1 listopada 2012

#important

Heeeeeeeeeeeeeeeeeej xx.

JUTRO ROZDZIAŁ bo śpie przed laptopem x.x

Little Things *.* OH GOD I LOVE THAT.

http://ask.fm/stylesbitch pytajcie, i wogóle :3

niedziela, 28 października 2012

Chapter 40 .

- Najlepiej zacznij od początku - zaśmiał się, patrząc mi w oczy.
- Masz rację, a więc zaczęło się od tego że wpadłam na pomysł, aby przeglądnąć zdjęcia i sms'y i... I tam było tyle rzeczy związanych z tobą... Praktycznie każda.
- Czyli...
- Wierzę ci we wszystko co mówiłeś. No w końcu, raczej w przeciągu kilku godzin, nie zhackował być mojego telefonu, prawda?
- Prawda - zaśmiał się.
- Harry... 
- Tak?
Raz się żyje. Pocałowałam go. Nie protestował, wręcz przeciwnie. Przez pocałunek dało się wyczuć że się uśmiechał.
- Ja, przepraszam, chyba... Nie powinnam - powiedziałam.
- Przestań, tęskniłem za tym.
Zaśmialiśmy się. Zapominając o sytuacji postanowiliśmy spędzić miło czas. Włączyliśmy jakąś komedię, i tak zleciały nam dwie godzinki. Potem jeszcze gadaliśmy, i w sumie wyszłam od niego o 22. Oczywiście nie pozwolił mi jechać samej, więc zawiózł mnie pod sam dom. Sam fakt że wiedział gdzie mieszkam, jeszcze bardziej dawał mi do zrozumienia że kiedyś coś musiało nas łączyć.
- No to... Do jutra? 
- Do jutra - powiedziałam, pocałowałam go w policzek i wyszłam.
Kiedy byłam pod drzwiami dostałam od Harr'ego sms'a o treści "Tęsknię xx". Zaśmiałam się do telefonu i weszłam do domu. Nikogo nie było, tylko na stole w kuchni była kartka.

" Kochana córciu! Pojechaliśmy do hotelu, przecież Ty też masz swoje sprawy :) Nami się nie przejmuj, jutro się zobaczymy. Kochamy Cię! x "

Poszłam się wykąpać, i poszłam spać.


* następnego dnia *

Obudziły mnie poranne promienie słońca. Otworzyłam oczy i spojrzałam na zegar. 09:32, niedziela. Nie mam ochoty na dalsze ślęczenie w łóżku. Wstaję, i idę do łazienki. Myję głowę i ubieram się w moje legginsy w norweski wzorek, białą koszulę bez rękawów, szare Vans'y, czarną torebkę ozdabianą ćwiekami i bransoletki (klik). Pomalowałam się troszkę mocniej niż zwykle i postanowiłam wyjść na zakupy. Pojechałam na Oxford Street, moim pierwszym celem był Primark. Nie znalazłam tam nic ciekawego, i postanowiłam pojechać do Westfield'a. Tam zawsze jest ciekawie. Ponownie zamówiłam taxi, i skierowałam kierowcę do mojej ulubionej galerii. Zapłaciłam i wysiadłam. Zaczął dzwonić mi telefon. To mama. Odebrałam.
- Hej mamo.
- Cześć córciu, co robisz?
- W Westfieldzie jestem, a wy?
- My dopiero wstaliśmy - zaśmiała się - a ty już na zakupach.
- No wiem, wiem. 
- Dobra, to potem się zdzwonimy, a tymczasem szalej!
- Ok, pa mamo.
- Pa.
Ona zawsze poprawiała mi humor. Ruszyłam w głąb sklepów. 

Po dwóch godzinach buszowania, postanowiłam zajrzeć do Starbucks'a po kawę. Tam spotkałam Harr'ego.
- Hej - powiedziałam.
- O Jessie! Hej - przytulił mnie.
Pogadaliśmy, i stwierdziliśmy że przejdziemy się razem po galerii. Czas, bardzo miło spędzony.

______________________________________

Heeej :3
40 dyszki! I tyle wyświetleń i wszystkiego, medżik, medżik, medżik!

Dobra, ode mnie to tyle, jestem umówiona na randkę z matematunią :)

paa xx .

niedziela, 21 października 2012

Chapter 39 .

Obudziła mnie pielęgniarka która właśnie weszła do sali oznajmiając mnie że dzisiaj mnie wypuszczą. Chwyciłam telefon i spojrzałam na godzinę. 06:07. Po chwili do sali wszedł lekarz.
- Dzieńdobry pacjentko! Za 10 minut przewieziemy panią na ostatnie badania kontrolne i potem jest pani wolna! Jednak w każdą niedzielę musi pani się udawać do psychologa tu w szpitalu. Ale pani mama pani wszystko przekaże.
- A gdzie ona jest? I gdzie mój brat? I tata?
- Wszyscy czekają na panią w poczekalni.
Uśmiechnął się i wyszedł. Ponownie sięgnęłam po telefon. Niewiem jakim cudem był żywy... Po tym wypadku. No ale cóż! Działał i miał się dobrze. Coś mnie olśniło... ZDJĘCIA! W ten sposób mogę sobie wszystko przypomnieć! te wszystkie sms'y, nagrania... Początkowo weszłam w zdjęcia. Pierwsze jakie było to ja i Harry... Całujący się. Reszta zdjęć była podobna. Obejrzałam wszystkie nagrania, lecz jedno było wyjątkowe. Powiedział tam jak bardzo mnie kocha i że mnie nie opuści. Przejrzałam już wszystkie zdjęcia i nagrania, weszłam w wiadomości. Od mamy, taty, Camille swoją drogą nie wiem kim jest, postanowiłam je przejrzeć. Chyba się przyjaźniłyśmy... Przeglądałam dalej. Nagle natknęłam się na wątek z Harry'm. Dużo tego było... Zaczęłam od początku. To było jak historyjka z wybrakowanymi elementami. Po 10 minutach czytania weszła pielęgniarka, aby skierować mnie na badania kontrolne. Odłożyłam telefon i poszłam za nią. Tam pobrali mi krew, dali ostatnią dawkę leków, odłączyli kroplówkę, i ponownie mogłam udać się do sali, jednak musiałam się już spakować. Dokończyłam czytać sms'y z których wynikało że rzeczywiście byliśmy razem. I było również widać że bardzo mu na mnie zależało. Postanowiłam się ubrać. Wyjęłam z mojej torby mój sweterek w azteckie wzory, czarne rurki, białe Martens'y, i czarne dodatki (klik). Pomalowałam się tak jak dawniej, i wyprostowałam włosy. Dopakowałam ostatnie rzeczy, podziękowałam lekarzom i skierowałam się do rodziny.
- Witajcie kochani!
- Jessie! - krzyknęli wszyscy. - Jakie plany?
- A wasze?
- My? My pewnie pojedziemy do hotelu, rozpakujemy się i pojedziemy na zakupy a ty?
- Jaki hotel? Tu macie klucze do mojego mieszkania, a adres znacie, ja w sumie nie mam pla... Albo... Muszę dzisiaj załatwić jedną sprawę, więc wrócę jakoś wieczorem, a jutro urządzimy sobie "rodzinny dzień", dobrze?
- Oczywiście, ale napewno nie będziemy przesz...
- Weź przestań mamo, jesteśmy rodziną!
Uściskałam ich mocno, i rozdzieliliśmy się. Co miałam do załatwienia? Musiałam wyprostować sprawę ze Styles'em. Tak bezdusznie go potraktowałam... I choć narazie nic sobie nie przypominam to wiem że bardzo się kochaliśmy. Wzięłam taksówkę i podałam mu adres który miałam w sms'ie. Nieważne że była 07:00 rano! Musiałam jak najszybciej z nim porozmawiać. Zapłaciłam, podziękowałam i wyszłam z auta. Bogu dzięki klatka była otwarta! Teraz tylko po schodach na czwarte piętro i mieszkanie 17! Pukam do drzwi. Nic. Pewnie śpi. Ponownie. Nic. Dzwonię dzwonkiem który zauważam. Nic. Dzwonię ponown... O ktoś otwiera! No tak to pewnie on... Chyba że pomyliłam drz...
- Hej Harry - uśmiechnęłam się.
- Hej J.. Jes... Jessie.
Był w samych bokserkach i koszulce. I dość zaspany.
- Ja chciałam pogadać.
- Tak, jasne, proszę, wejdź. Usiądź na kanapie ja zaraz przyjdę.
Zrobiłam jak powiedział i czekałam myśląc od czego zacząć. Przyszedł po zaledwie minucie.
- Co się stało?
- Więc, ten.. No.. Ja.. Kurcze nie wiem od czego zacząć...

____________________________________


No i jest 39! 
Wiem, wiem lubicie kiedy przerywam w takich momentach :D

Cóż! MOŻE ten tydzień będzie fajny ponieważ nie mam fizyki :) I może coś w tygodniu napiszę jednak nic nie obiecuje! 

Jak już sami odkryliście, dałam funkcję "anonimowych komentarzy" czyli teraz może komentować KAŻDY :) (i hejtować :D)

Do następnego <3

piątek, 12 października 2012

Chapter 38 .

Przenieśli ją do samolotu na noszach. Wciąż musiała być pod opieką kroplówki. Byliśmy w dość zadbanym samolocie. Znaczy, był nowoczesny, lecz typowo "szpitalny"... Czeka nas teraz 5 godzinna podróż. 


***

Rodzina Jessie czekała na nas w szpitalu St. Thomas. Nareszcie mogłem ich poznać. Tylko szkoda że w takich okolicznościach... Kiedy dotarliśmy na miejsce, odwieźli Jess do jej sali. Poczekałem z jej rodzicami na korytarzu. Na szczęście jej mama umiała angielski...
- Dzieńdobry, ja jestem Harry. Chłopak Jessici - powiedziałem podając dłoń.
- Bardzo mi miło - uśmiechnęła się jej mama.
Potem przywitałem się z jej ojcem i bratem. Byli bardzo mili. Po 15 minutach wpuścili nas do sali. Postanowiłem jeszcze poczekać na korytarzu. Przez szybę obserwowałem łzy. Sam nie wiedziałem czy szczęścia z zobaczenia jej, czy nieszczęścia z powodu wypadku... Który w sumie sam spowodowałem... Jak ja mogłem do czegoś takiego dopuścić? Dlaczego mnie nie mogło to spotkać? Dlaczego ona? Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos mamy Jessici. 
- Harry wejdź, Jessie chciała z Tobą porozmawiać - uśmiechnęła się.
Odwzajemniłem uśmiech i wszedłem do sali. Zobaczyłem ją śmiejącą się wraz se swoim bratem. Bardzo ucieszył mnie taki widok. Widok jej uśmiechu. Spojrzeli na mnie, po czym mama, ojciec i brat Jessie wyszli z sali co sprawiło że zostałem z nią sam na sam. W sumie to byłem trochę zdziwiony że nie chciała teraz spędzić czasu z rodziną... Usiadłem na krześle obok łóżka. 
- Więc... - zaczęła.
- Tak?
- Harry... Ja nie chcę cię ranić ale... Ja ciebie poprostu nie pamiętam... - była smutna, ja również.
- Czyli...
- Chyba tak...
Uśmiechnąłem się przez łzy i wyszedłem z sali rzucając tylko ciche dowidzenia do niej i do jej rodziców. Postanowiłem odebrać auto i pojechać do domu... Moje życie poległo. Mam dość. Wszystkiego i wszystkich. Była, jest i będzie miłością mojego życia. To się nie zmieni. Nigdy. Lekarze pozwolili mi wyjść tylnym wyjściem ze względu na paparazzi. Odrazu skierowałem się do taksówki. Podałem ulicę i w ciszy przemierzaliśmy deszczowy Londyn. Dojechaliśmy na miejsce, szybko odebrałem auto i ze szklankami w oczach pojechałem do domu. Otworzyłem dom i z płaczem usiadłem na kanapie. Może to frajerstwo ale naprawdę teraz gówno mnie to obchodzi. Tak bardzo chcę ją odzyskać... Choć nie mam szans. Boże Styles! Pozbieraj się! Jesteś facet a nie cipa! Napisałem do chłopaków że u mnie wszystko "ok" i nalałem sobie szklankę wody. Włączyłem laptopa. Jessie i ja na tapecie. Łzy znowu napłynęły do moich oczu. Ona... Ona była dla mnie wszystkim... Wszystkim co dotychczasowo dawało mi szczęście. Oczywiście poza fanami i zespołem. Ona była najważniejsza. Choć znaliśmy się tak krótko... Ja... Ja poprostu MUSZĘ ją odzyskać. Nie wiem jak. Nie wiem kiedy i nie wiem gdzie. Ale muszę.

___________________________________

Hej kochani. Pewnie znienawidzicie mnie za te rozdziały, i ogółem że nie dodaje, ale przelewam myśli na... W tym przypadku do internetu. No. Gimnazjum jak zwykle jest straszne. Co tam u Was? Zastanawiam się czy nie kończyć bloga... Cóż. Do następnego rozdziału! x

http://ask.fm/stylesbitch