niedziela, 28 października 2012

Chapter 40 .

- Najlepiej zacznij od początku - zaśmiał się, patrząc mi w oczy.
- Masz rację, a więc zaczęło się od tego że wpadłam na pomysł, aby przeglądnąć zdjęcia i sms'y i... I tam było tyle rzeczy związanych z tobą... Praktycznie każda.
- Czyli...
- Wierzę ci we wszystko co mówiłeś. No w końcu, raczej w przeciągu kilku godzin, nie zhackował być mojego telefonu, prawda?
- Prawda - zaśmiał się.
- Harry... 
- Tak?
Raz się żyje. Pocałowałam go. Nie protestował, wręcz przeciwnie. Przez pocałunek dało się wyczuć że się uśmiechał.
- Ja, przepraszam, chyba... Nie powinnam - powiedziałam.
- Przestań, tęskniłem za tym.
Zaśmialiśmy się. Zapominając o sytuacji postanowiliśmy spędzić miło czas. Włączyliśmy jakąś komedię, i tak zleciały nam dwie godzinki. Potem jeszcze gadaliśmy, i w sumie wyszłam od niego o 22. Oczywiście nie pozwolił mi jechać samej, więc zawiózł mnie pod sam dom. Sam fakt że wiedział gdzie mieszkam, jeszcze bardziej dawał mi do zrozumienia że kiedyś coś musiało nas łączyć.
- No to... Do jutra? 
- Do jutra - powiedziałam, pocałowałam go w policzek i wyszłam.
Kiedy byłam pod drzwiami dostałam od Harr'ego sms'a o treści "Tęsknię xx". Zaśmiałam się do telefonu i weszłam do domu. Nikogo nie było, tylko na stole w kuchni była kartka.

" Kochana córciu! Pojechaliśmy do hotelu, przecież Ty też masz swoje sprawy :) Nami się nie przejmuj, jutro się zobaczymy. Kochamy Cię! x "

Poszłam się wykąpać, i poszłam spać.


* następnego dnia *

Obudziły mnie poranne promienie słońca. Otworzyłam oczy i spojrzałam na zegar. 09:32, niedziela. Nie mam ochoty na dalsze ślęczenie w łóżku. Wstaję, i idę do łazienki. Myję głowę i ubieram się w moje legginsy w norweski wzorek, białą koszulę bez rękawów, szare Vans'y, czarną torebkę ozdabianą ćwiekami i bransoletki (klik). Pomalowałam się troszkę mocniej niż zwykle i postanowiłam wyjść na zakupy. Pojechałam na Oxford Street, moim pierwszym celem był Primark. Nie znalazłam tam nic ciekawego, i postanowiłam pojechać do Westfield'a. Tam zawsze jest ciekawie. Ponownie zamówiłam taxi, i skierowałam kierowcę do mojej ulubionej galerii. Zapłaciłam i wysiadłam. Zaczął dzwonić mi telefon. To mama. Odebrałam.
- Hej mamo.
- Cześć córciu, co robisz?
- W Westfieldzie jestem, a wy?
- My dopiero wstaliśmy - zaśmiała się - a ty już na zakupach.
- No wiem, wiem. 
- Dobra, to potem się zdzwonimy, a tymczasem szalej!
- Ok, pa mamo.
- Pa.
Ona zawsze poprawiała mi humor. Ruszyłam w głąb sklepów. 

Po dwóch godzinach buszowania, postanowiłam zajrzeć do Starbucks'a po kawę. Tam spotkałam Harr'ego.
- Hej - powiedziałam.
- O Jessie! Hej - przytulił mnie.
Pogadaliśmy, i stwierdziliśmy że przejdziemy się razem po galerii. Czas, bardzo miło spędzony.

______________________________________

Heeej :3
40 dyszki! I tyle wyświetleń i wszystkiego, medżik, medżik, medżik!

Dobra, ode mnie to tyle, jestem umówiona na randkę z matematunią :)

paa xx .

niedziela, 21 października 2012

Chapter 39 .

Obudziła mnie pielęgniarka która właśnie weszła do sali oznajmiając mnie że dzisiaj mnie wypuszczą. Chwyciłam telefon i spojrzałam na godzinę. 06:07. Po chwili do sali wszedł lekarz.
- Dzieńdobry pacjentko! Za 10 minut przewieziemy panią na ostatnie badania kontrolne i potem jest pani wolna! Jednak w każdą niedzielę musi pani się udawać do psychologa tu w szpitalu. Ale pani mama pani wszystko przekaże.
- A gdzie ona jest? I gdzie mój brat? I tata?
- Wszyscy czekają na panią w poczekalni.
Uśmiechnął się i wyszedł. Ponownie sięgnęłam po telefon. Niewiem jakim cudem był żywy... Po tym wypadku. No ale cóż! Działał i miał się dobrze. Coś mnie olśniło... ZDJĘCIA! W ten sposób mogę sobie wszystko przypomnieć! te wszystkie sms'y, nagrania... Początkowo weszłam w zdjęcia. Pierwsze jakie było to ja i Harry... Całujący się. Reszta zdjęć była podobna. Obejrzałam wszystkie nagrania, lecz jedno było wyjątkowe. Powiedział tam jak bardzo mnie kocha i że mnie nie opuści. Przejrzałam już wszystkie zdjęcia i nagrania, weszłam w wiadomości. Od mamy, taty, Camille swoją drogą nie wiem kim jest, postanowiłam je przejrzeć. Chyba się przyjaźniłyśmy... Przeglądałam dalej. Nagle natknęłam się na wątek z Harry'm. Dużo tego było... Zaczęłam od początku. To było jak historyjka z wybrakowanymi elementami. Po 10 minutach czytania weszła pielęgniarka, aby skierować mnie na badania kontrolne. Odłożyłam telefon i poszłam za nią. Tam pobrali mi krew, dali ostatnią dawkę leków, odłączyli kroplówkę, i ponownie mogłam udać się do sali, jednak musiałam się już spakować. Dokończyłam czytać sms'y z których wynikało że rzeczywiście byliśmy razem. I było również widać że bardzo mu na mnie zależało. Postanowiłam się ubrać. Wyjęłam z mojej torby mój sweterek w azteckie wzory, czarne rurki, białe Martens'y, i czarne dodatki (klik). Pomalowałam się tak jak dawniej, i wyprostowałam włosy. Dopakowałam ostatnie rzeczy, podziękowałam lekarzom i skierowałam się do rodziny.
- Witajcie kochani!
- Jessie! - krzyknęli wszyscy. - Jakie plany?
- A wasze?
- My? My pewnie pojedziemy do hotelu, rozpakujemy się i pojedziemy na zakupy a ty?
- Jaki hotel? Tu macie klucze do mojego mieszkania, a adres znacie, ja w sumie nie mam pla... Albo... Muszę dzisiaj załatwić jedną sprawę, więc wrócę jakoś wieczorem, a jutro urządzimy sobie "rodzinny dzień", dobrze?
- Oczywiście, ale napewno nie będziemy przesz...
- Weź przestań mamo, jesteśmy rodziną!
Uściskałam ich mocno, i rozdzieliliśmy się. Co miałam do załatwienia? Musiałam wyprostować sprawę ze Styles'em. Tak bezdusznie go potraktowałam... I choć narazie nic sobie nie przypominam to wiem że bardzo się kochaliśmy. Wzięłam taksówkę i podałam mu adres który miałam w sms'ie. Nieważne że była 07:00 rano! Musiałam jak najszybciej z nim porozmawiać. Zapłaciłam, podziękowałam i wyszłam z auta. Bogu dzięki klatka była otwarta! Teraz tylko po schodach na czwarte piętro i mieszkanie 17! Pukam do drzwi. Nic. Pewnie śpi. Ponownie. Nic. Dzwonię dzwonkiem który zauważam. Nic. Dzwonię ponown... O ktoś otwiera! No tak to pewnie on... Chyba że pomyliłam drz...
- Hej Harry - uśmiechnęłam się.
- Hej J.. Jes... Jessie.
Był w samych bokserkach i koszulce. I dość zaspany.
- Ja chciałam pogadać.
- Tak, jasne, proszę, wejdź. Usiądź na kanapie ja zaraz przyjdę.
Zrobiłam jak powiedział i czekałam myśląc od czego zacząć. Przyszedł po zaledwie minucie.
- Co się stało?
- Więc, ten.. No.. Ja.. Kurcze nie wiem od czego zacząć...

____________________________________


No i jest 39! 
Wiem, wiem lubicie kiedy przerywam w takich momentach :D

Cóż! MOŻE ten tydzień będzie fajny ponieważ nie mam fizyki :) I może coś w tygodniu napiszę jednak nic nie obiecuje! 

Jak już sami odkryliście, dałam funkcję "anonimowych komentarzy" czyli teraz może komentować KAŻDY :) (i hejtować :D)

Do następnego <3

piątek, 12 października 2012

Chapter 38 .

Przenieśli ją do samolotu na noszach. Wciąż musiała być pod opieką kroplówki. Byliśmy w dość zadbanym samolocie. Znaczy, był nowoczesny, lecz typowo "szpitalny"... Czeka nas teraz 5 godzinna podróż. 


***

Rodzina Jessie czekała na nas w szpitalu St. Thomas. Nareszcie mogłem ich poznać. Tylko szkoda że w takich okolicznościach... Kiedy dotarliśmy na miejsce, odwieźli Jess do jej sali. Poczekałem z jej rodzicami na korytarzu. Na szczęście jej mama umiała angielski...
- Dzieńdobry, ja jestem Harry. Chłopak Jessici - powiedziałem podając dłoń.
- Bardzo mi miło - uśmiechnęła się jej mama.
Potem przywitałem się z jej ojcem i bratem. Byli bardzo mili. Po 15 minutach wpuścili nas do sali. Postanowiłem jeszcze poczekać na korytarzu. Przez szybę obserwowałem łzy. Sam nie wiedziałem czy szczęścia z zobaczenia jej, czy nieszczęścia z powodu wypadku... Który w sumie sam spowodowałem... Jak ja mogłem do czegoś takiego dopuścić? Dlaczego mnie nie mogło to spotkać? Dlaczego ona? Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos mamy Jessici. 
- Harry wejdź, Jessie chciała z Tobą porozmawiać - uśmiechnęła się.
Odwzajemniłem uśmiech i wszedłem do sali. Zobaczyłem ją śmiejącą się wraz se swoim bratem. Bardzo ucieszył mnie taki widok. Widok jej uśmiechu. Spojrzeli na mnie, po czym mama, ojciec i brat Jessie wyszli z sali co sprawiło że zostałem z nią sam na sam. W sumie to byłem trochę zdziwiony że nie chciała teraz spędzić czasu z rodziną... Usiadłem na krześle obok łóżka. 
- Więc... - zaczęła.
- Tak?
- Harry... Ja nie chcę cię ranić ale... Ja ciebie poprostu nie pamiętam... - była smutna, ja również.
- Czyli...
- Chyba tak...
Uśmiechnąłem się przez łzy i wyszedłem z sali rzucając tylko ciche dowidzenia do niej i do jej rodziców. Postanowiłem odebrać auto i pojechać do domu... Moje życie poległo. Mam dość. Wszystkiego i wszystkich. Była, jest i będzie miłością mojego życia. To się nie zmieni. Nigdy. Lekarze pozwolili mi wyjść tylnym wyjściem ze względu na paparazzi. Odrazu skierowałem się do taksówki. Podałem ulicę i w ciszy przemierzaliśmy deszczowy Londyn. Dojechaliśmy na miejsce, szybko odebrałem auto i ze szklankami w oczach pojechałem do domu. Otworzyłem dom i z płaczem usiadłem na kanapie. Może to frajerstwo ale naprawdę teraz gówno mnie to obchodzi. Tak bardzo chcę ją odzyskać... Choć nie mam szans. Boże Styles! Pozbieraj się! Jesteś facet a nie cipa! Napisałem do chłopaków że u mnie wszystko "ok" i nalałem sobie szklankę wody. Włączyłem laptopa. Jessie i ja na tapecie. Łzy znowu napłynęły do moich oczu. Ona... Ona była dla mnie wszystkim... Wszystkim co dotychczasowo dawało mi szczęście. Oczywiście poza fanami i zespołem. Ona była najważniejsza. Choć znaliśmy się tak krótko... Ja... Ja poprostu MUSZĘ ją odzyskać. Nie wiem jak. Nie wiem kiedy i nie wiem gdzie. Ale muszę.

___________________________________

Hej kochani. Pewnie znienawidzicie mnie za te rozdziały, i ogółem że nie dodaje, ale przelewam myśli na... W tym przypadku do internetu. No. Gimnazjum jak zwykle jest straszne. Co tam u Was? Zastanawiam się czy nie kończyć bloga... Cóż. Do następnego rozdziału! x

http://ask.fm/stylesbitch

niedziela, 30 września 2012

Chapter 37 .

Obudził mnie ból głowy.  Byłam tak strasznie senna, i ten ciągły natłok myśli w mojej głowie... Coś strasznego. Otworzyłam oczy i zauważyłam chłopaka. Leżał głową na moich udach, to był Harry. Chłopak z którym wczoraj spędziłam dzień. Mówił że jestem jego dziewczyną, ale ja go nie pamiętam. Znaczy znam go bo jest bardzo popularny, i Gwen za nimi szaleje. W UK są bardzo popularni. Po XFactorze naprawdę udało im się wybić. Lekarz wszedł do sali i przywitał mnie.
- Jak się pani czuje? - zapytał i popatrzył się na Harr'ego.
- Bardzo boli mnie głowa... Co dalej ze mną będzie? Właściwie co mi dolega?
- Ma pani amnezję, wczoraj potrącił panią samochód i cudem pani przeżyła. Jednak nie odniosła pani większych szkód poza utratą pamięci i zadrapaniami. Otóż dzisiaj helikopter przeniesie panią do Londynu. Z tego co mi wiadomo ten pan - wskazał na Harr'ego - poleci z panią. Jeśli nie ma pani nic przeciwko.
- Ja... Nie, ale co z moją rodziną? Czy oni wiedzą?
- Tak, będą na panią czekać w Londynie. Zaraz pielęgniarka przyniesie leki, a ja jeszcze powiadamiam że helikopter przybędzie po panią za godzinę - uśmiechnął się, pożegnał i wyszedł.
Zaczęłam budzić Harr'ego. Szybko poszło.
- Jeszcze pięć minut mamo - zaśmiałam się.
- Harry, ale tu nie ma twojej mamy - podniósł się.
- Ałaaa moje plecy! Jessie hej kochanie - chciał mnie pocałować, ale ja odsunęłam się - a... No tak, przepraszam zapomniałem...
- Nic nie szkodzi - uśmiechnęłam się - za godzinę wylatujemy, znaczy ja... Nie wiem czy ty też...
- Jeśli mogę, to bardzo chętnie - uśmiechnął się.
- Gwen się ucieszy że ciebie przywiozę.
- Zaraz... Gwen? Pamiętasz ją?
- No tak to moja przyjaciółka. Pracujemy w jednej firmie, jestem początkującą stylistką.
- Pamiętasz to?
- No tak...
Harry uradowany wybiegł z sali mijając w drzwiach pielęgniarkę.
- Jezu, jaki struś pędziwiatr - powiedziała - przyniosłam pani śniadanie i lekarstwa.
- Dziękuję.
Podała leki, i wyszła z sali. Zaraz po tym wszedł tu Harry z lekarzem.
- Czy nie miałaby pani nic przeciwko temu, aby psycholog z panią porozmawiał?
- Nie, oczywiście że nie.
Byłam lekko zdezorientowana.

* oczami Harr'ego *

Ona pamiętała więcej niż wczoraj! To niemożliwe... Może sobie przypomni? Może będę miał szansę aby znowu ją pocałować? Może znowu będziemy razem? Tak bardzo bym tego chciał... Chłopcy przynieśli mi czyste ubrania. Poszedłem się wykąpać w szpitalnym prysznicu i przebrałem się. Moi przyjaciele przywieźli mi również moje walizki. Wiedzieli że prędko nie wrócę. Kiedy się ogarnąłem poszedłem pod salę Jessie. Właśnie wyszedł z niej psycholog. Kierował się do lekarza. Wszedłem do jej sali. Pochłonęła nas rozmowa. Po 15 minutach wszedł lekarz. 
- Nie wiem czy to dobra czy zła wiadomość, ale panna Starwood, jak to określić... Odzyskuje pamięć!
- Ale... Naprawdę?! To wspaniale! Ale... Jak to możliwe?
- Jak mówiłem, jest to dość specyficzny rodzaj amnezji. Nie wiadomo jak, ale według naszych badań ona w ciągu tygodnia wszystko sobie przypomni. Jednak musi pan jej dużo, dużo opowiadać. I nie kłamać - uśmiechnął się - za 30 minut państwo wylatują - uśmiechnął się i wyszedł.
Byłem tak bardzo szczęśliwy! Czeka mnie i resztę co prawda dużo pracy, ale co tam! Ważne że mamy szansę na odzyskanie Jessie!

________________________________

Hej miśki xx. 
No to jest! Obiecuję że w rozdziale 40 będzie coś MEDŻIK *.* :D
Narazie, jest krótko i dupnie i woogle spieprzyłam , ale kij! :D
No, a co tam u Was? :)
Może dałybyście radę dobić choć do 10 komentarzy proszę? :)

Do następnego xxxxxx

niedziela, 23 września 2012

Chapter 36 .

możecie włączyć: http://www.youtube.com/watch?v=WNIPqafd4As

Wtedy moje życie tak jakby runęło. Auto ją uderzyło. Łzy stanęły w moich oczach. Podbiegłem do niej krzycząc o pomoc. Sam nie byłem w stanie teraz gdzieś dzwonić. Poległem na kolanach przy mojej nieprzytomnej dziewczynie i zacząłem płakać. Może i to żałosne, ale miałem to w dupie. Liczyła się ona. Świat mi się zawalił. Nie wiem dzięki komu, ale nadjechała karetka. Odrazu ją zabrali. Pozwolili mi jechać z nimi. Chłopcy dzwonili, ale nie chciałem teraz z nimi rozmawiać. Chciałem odzyskać najważniejszą osobę w moim życiu. Kiedy zabrali ją na jakieś sale, czekałem w poczekalni. Chłopcy się tu zjawili. Opowiedziałem im całą historię, i czekaliśmy. Czekaliśmy na 'wyrok'. Godziny mijały. Ja czekałem. Chłopcy pojechali załatwić sprawy takie jak koncerty i ogółem. Lekarz wyszedł z sali. Poderwałem się z krzesła i zapytałem:
- Co z nią? - głos mi się załamywał.
- Powiadomiliśmy rodzinę, jutro będzie przewożona do Londynu, ponieważ jest tam zameldowana, jej rodzin...
- Ale co z jej stanem zdrowia? - przerwałem.
- Jest stabilny, jednak ma amnezję. Musi pan wybadać jak bardzo jest 'zacofana'. 
- Czyli mogę do niej wejść?
- A kim właściwie pan dla niej jest?
- Ja... Jestem jej chłopakiem. Ale błagam, niech pan pozwoli mi ją zobaczyć! - łzy ponownie pojawiły mi się w oczach.
- Nie powinienem, ale jeśli bardzo ją kochasz to wejdź. Staraj się nie zamęczać jej pytaniami.
Wszedłem do sali i widząc ją poprzyczepianą do różnojakich przyrządów, kabelków, i tak osłabioną zacząłem płakać. Usiadłem na krześle obok. Otworzyła oczy.
- Kim jesteś? - spytała.
- Ty... Ty... Mnie nie pamiętasz? - zacząłem bardziej płakać.
- Jesteś z tego popularnego zespołu... Z XFactora... Ale... Wyglądałeś inaczej. Znaczy w BootCamp'ie.
- Aż tak...
- Ale co?
- Aż tak długo niczego nie pamiętasz - chciałem ją chwycić za dłoń, jednak ją zabrała.
- O czym ty mówisz? Wogóle gdzie ja jestem? Gdzie moja rodzina?
- Opowiem ci całą historię, dobrze? - skinęła głową. - Od czego zacząć... No tak. Jesteś moją dziewczyną - zrobiła dziwną minę i chciała coś powiedzieć - daj mi dokończyć. Mieszkasz w Londynie i jesteś stylistką. Teraz znajdujesz się w Las Vegas, w szpitalu jak widzisz. Trafiłaś tu bo jestem cholernym idiotą... - płakałem. Płakałem bo bałem się że jej nie odzyskam. -Jesteśmy parą co prawda od nie dawna bo od tygodnia, ale... Ale kochamy się całym sercem. I chodź ty mnie teraz nie pamiętasz, ja wiem że gdzieś głęboko w tobie jest cząstka mnie! Błagam... Przypomnij sobie... Błagam... - myślała. Widziałem.
- Harry, tak? - skinąłem głową. - Ja... Ja pamiętam tylko kiedy wychodziłam do pracy... Myślałam że to chwilę temu... Naprawdę nic nie pamiętam... Przepraszam...
- Ja... Nie szkodzi... Ale... - płakałem.
- Nie płacz- pogładziła mnie po ramieniu. 
- Mogę jutro jechać z tobą do Londynu?
- Ale... Simon...
- No tak! Wiesz, One Direction tak się nazywamy jesteśmy odrobinę bardziej popularni niż za czasów bootcampu - usmiechnąłem się.
- One Direction! No tak. Ale.. Ja cię prawie nie znam prawda?
- Nie pamiętasz... Na ogół to jesteś moją dziewczyną, ale... Chyba przepadło - spuściłem głowę.
- Nic nie przepadło! Może sobie przypomnę - uśmiechnęła się. Lekarz wszedł na salę.
- I jak jest?
- Nie pamięta niczego z poprzedniego roku...
- Czyli źle... Ale jest jedna dobra wiadomość! Jest to taki rodzaj amnezji, że jeśli poczuje się tak jak wcześniej była traktowana, jeśli będzie robić to co poprzednio, odzyska choć połowę pamięci z poprzedniego roku. Chciałem również przekazać że koledzy czekają na korytarzu, a pełno fanek jest pod szpitalem.
- Dziękuję.
- Nie ma sprawy.
- Wy jesteście bardzo popularni, prawda?
- Odrobinkę. Jessie... Czy... Mogę cię przytulić?
- Tak, przecież jesteś moim chłopakiem - uśmiechnęła się. 
Objąłem ją delikatnie, i poczułem choć trochę tej mojej Jessie. 
- Dusisz.
- Przepraszam ja...
- Nie szkodzi. 
Pogadałem z nią i wyszedłem na chwilę na korytarz do chłopców. Oznajmiłem że jutro lecę z Jessie do Londynu, nie wiem na ile i wróciłem do niej. Siedziałem z nią, gadałem... Aż usnęła. Ja również.

__________________________________________________

Heej! :*
Wiem, wiem. Dramacik mały :)

Rozdziały wiem że dodaję z poślizgiem, ale wiecie... Szkoła! ._.
Ale na szczęście przez poniedziałek, wtorek i środę mam rekolekcje więc postaram się coś nabazgrać! A tym czasem see ya! xx

wtorek, 18 września 2012

Chapter 35 .

Obudziłam się wtulona w mojego chłopaka. Choć ten jeden raz ja obudziłam się pierwsza! Rozejrzałam się dookoła. Wszędzie jasno. Za drzwiami było słychać lekki harmider, ale zbytnio mi to nie przeszkadzało. Ponownie, położyłam głowę na piersi mojego chłopaka. Zamykając oczy poczułam jego usta na mojej głowie.
- Dzień dobry - powiedział.
- Hej kochanie - podniosłam głowę i go pocałowałam.
- Która godzina? - zapytał zaspany.
- Jest - spojrzałam na zegarek - 10:08.
- Wcześnie.
- No wiem, ale musimy się ogarnąć. No wiesz. O 14:00 macie podpisywanie, a od 19:00 do 22:00 koncert!
- Pięć godzin przerwy?
- Nie, dwie godziny podpisywania, potem spotkanie z fanami z biletem VIP, a następnie przygotowania do koncertu.
- Skąd ty to wszystko wiesz?
- Słucham waszego menager'a! - zaśmiałam się.
- No tak...
- Dobra, ty leż, a ja idę do siebie.
- Czemu chcesz mnie opuścić? - spytał udając płacz.
- Ponieważ muszę się umyć, przebrać i no tak jak mówiłam ogarnąć! A teraz mnie puść.
- Nie - powiedział nadal trzymając mnie za szyję.
- Bo zacznę łaskotać!
- No dobra... - odparł zrezygnowany.
Pocałowałam go jeszcze i wyszłam z pokoju. Tam przywitałam się z Camille i Liam'em, i udałam się do pokoju. Wzięłam szybki prysznic, i ubrałam się w kremową sukienkę, i podobnego koloru balerinki, jeansową katankę i beżowe dodatki (klik). Umalowałam się zwyczajnie, a włosy pofalowałam. Dopakowałam ostatnie rzeczy do walizki i wyszłam z pokoju. 

* oczami Zayn'a *

Przywitałem się z Camille, która również była teraz na śniadaniu. W sumie była tylko ona, z naszej "grupy". 
- Hej - odpowiedziałem i usłyszałem to samo w odpowiedzi - jak tam ostatnia noc w Las Vegas?
- Normalnie, a raczej jestem niewyspana.
- To wyjaśnia te worki pod oczami.
- Serio?
- Żartuję - zaśmiałem się.
- To nie w ten sposób! - lekko uderzyła mnie w ramię.
Każdy jej ruch sprawiał że moje ciało przechodziły dreszcze, każde jej słowo było melodią dla moich uszu, a każde jej...
- ZAYN! - prawie krzyknęła.
- Tak? - spytałem zdezorientowany.
- No nareszcie! Myślałam że masz stan hibernacji - zaśmiała się.
- Zamyśliłem się.
- A o czym?
- A tak wiesz, ogółem - uśmiechnąłem się.
Po chwili doszła do nas reszta. Zjedliśmy śniadanie i każdy poszedł swoją drogą. Ja jako jedyny pozostałem w apartamencie i zacząłem pisać piosenkę.

* oczami Harr'ego *

Poszliśmy w głąb Las Vegas. Co prawda nie mieliśmy za wiele czasu, ale zawsze coś! Odwiedziliśmy duuuuużo sklepów z pamiątkami, i niestety niewiele w nich kupiliśmy. Teraz naszym kierunkiem był McDonald's. Byliśmy głodni pomimo że byliśmy jakąś godzinę temu na śniadaniu! Przechodziliśmy przez pasy, nagle Jessie upuściła portfel, zatrzymała się i wtedy nadjechało auto...

___________________________________

Heeeeeeeeeeeeeeeeeej! <3
Tak, wiem. Linczujcie! ._.
Przepraszam że z takim opóźnieniem, że taki krótki i że taki głupi! :(
Wyjaśniam: z opóźnieniem ponieważ w weekend miałam urodziny no i jakoś tam spędziłam te dni, krótki, ponieważ musze się uczyć!
Jednak gimnazjum jest straszne... 

No! A jak Wam się ten (króciuteńki) rozdział podoba? :)

Do następnego! xx


sobota, 8 września 2012

Chapter 34 .

* oczami Harr'ego *

Obudziły mnie poranne promienie słoneczne. Jessie leżała wtulona w mój tors. No może, raczej spała. Jakby tak pomyśleć że tydzień temu praktycznie marzyłem, aby była moją dziewczyną, a teraz nią jest... Ona... Ona jest poprostu idealna. Nie wyobrażam sobie bez niej życia, choć nasza znajomość trwa krótko. Jednak kiedy ją pierwszy raz ujrzałem, poczułem ten ucisk w sercu, no wiecie. Taki przyjemny. Moje przemyślenia, przerwało pukanie do drzwi. Ktoś wszedł bez pytania.
- Hej Hazza - powiedział Louis.
- Cześć.
- Masz gościa?- zaśmiał się, a ja przytaknąłem - To budź ją, bo jest 12:00 - wyszedł z pokoju śmiejąc się.
- Hej, kochanie, Jessie... - mówiłem jej po cichu do ucha - Pora wstawać.
- Nie wcale nie.
- Ależ oczywiście, już 12:00!
- Która?! - poderwała się z łóżka.
- No... 12:00, leż a nie farmazony odstawiasz - zaśmiałem się, kładąc ją.
- Ale, ja muszę wstać... 
- Potem się wykąpiesz. 
- Potem to teraz? - zaśmiała się.
- Nawet mi porannego buziaka nie dałaś - zrobiłem smutną minkę. 
- Oj no - uśmiechnęła się i pocałowała mnie - a teraz idę się umyć.
- Będę tęsknił.
- Serio? Przez 30 minut? - zaśmiała się słodko.
- Mhm - pokiwałem głową na tak.
- Masz bonusa - uśmiechnęła się, pocałowała mnie i wyszła.
Poszedłem w jej ślady, tuż pod prysznic. 

* oczami Jessici *

Wyprostowałam moje długie blond włosy, i ubrałam się w cytrynową spódniczkę, białą bluzkę w czarne kropki, biżuterię i obowiązkowo czarne koturny (klik). Pomalowałam się i wyszłam z pokoju. W apartamencie nikogo nie było. Spojrzałam na godzinę. 13:28?! Biegnę do pokoju Harr'ego i bez pytania otwieram drzwi. Zastaję tam Styles'a bez koszulki w niezapiętych spodniach który się śmieje.
- Prze... Przepraszam - wydukałam.
- Nie ma sprawy, przecież jesteś moją dziewczyną - uśmiechnął się zapinając spodnie.
- Chciałam powiedzieć że jest w pół do drugiej... Ubierz tą! - dałam mu koszulkę. 
- Dobra, dobra - zaśmiał się.
Ubrał koszulkę, i zeszliśmy na dół. Tam już czekał podstawiony autobus który miał nas zawieźć do hali. Chłopcy mieli mieć tam podpisywanie, spotkanie z fanami z biletami VIP no i koncert.

***

Właśnie byliśmy w drodze do hotelu. Chłopcy jak zwykle dali z siebie wszystko. Kiedy są na scenie są magiczni. Poprostu. Skierowaliśmy się w stronę apartamentu, gdzie ja się wykąpałam i przebrałam w piżamę. Wtem do pokoju zawitała Camille. 
- Hej, można?
- Jasne, siadaj - wskazałam na łóżko.
- No więc... Chyba się zakochałam.
- Haha, ok. Więc kim jest twój wybranek?
- No właśnie tu jest problem... To Zayn.
- Z... Nasz Zayn?!
- Tak, nasz Zayn.
- Ale fajnie!
- No właśnie nie!
- Dlaczego?
- No bo... Uh... Już sama nie wiem... A jak się tobie układa?
- Ale w jakim sensie?
- No że ty i Harry.
- A dobrze, dobrze. Jest uroczy, opiekuńczy, wrażliwy...
- Dobra ej! - zaśmiała się. - To słodkie, ale znając ciebie to możesz tak z kilka godzin!
- Racja...
- Hej Jess.. - nie dokończył Harry który wbiegł do pokoju - No to ja nie przeszkadzam - zaśmiał się.
- Harry, nie. Ja pójdę. Spędź trochę czasu ze swoją dziewczyną - uśmiechnęła się, pożegnała i wyszła.
- No witaj kochanie - powiedział Harry całując mnie.
- Hej misiek.
- Mamy dla siebie cały wieczór, co robimy?
- Spać!
- Ale...
- Spać!
- A moż...
- Spać!
Położyłam go na siłę, wtuliłam się i zasnęłam z prędkością światła.

__________________________________________

Heeeeeeeeeeeeeeej <3
Jak Wam życie mija? xxx 
U mnie zaczęło się winobranie XD . Zaliczyłam dzisiaj dwa razy Top Spina, Extreme i Breakdancer'a... I! Nie zwymiotowałam! W przeciwieństwie do babki obok mnie... No ale łoteva! Massive sorry, za nie dodanie rozdziału wczoraj x.x . Forgive :3

Następny postaram się dodać jak najszybciej :)