poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Chapter 24 .


* oczami Harr'ego *

Obudziły mnie dość głośne dzwięki dochodzące z dołu. Przetarłem moje zaspane oczy, i wstałem kierując się na dół. To Liam który wraz z jakimiś chłopakami wnoszą do domu już chyba dziesiątą walizkę. Bez zastanowienia postanowiłem pomóc. Zostały jeszcze dwie walizki, wziąłem je i odstawiłem do pozostałych.
- To wszystko, dowidzenia! - powiedział jeden z chłopców, a my odpowiedzieliśmy tym samym.
- Serio? 12 ogromnych walizek o - spojrzałem na zegarek- 8:00 rano?!
- No tak, na każdą osobę są po dwie, a Camille już dostała.
- Idę spać.
- O nie, nie, nie! Skoro już wstałeś to teraz trzeba wszystkich obudzić!
- Lubię w tobie tego egoistę! - zasmialiśmy się.
- Nie chodzi o to, trzeba im dostarczyć walizki do pokoju, ale potem. Teraz do budzenia! Ty bierz Zayn'a i Jessie, a ja biorę Niall'a i Lou!
- Ej! Mam dwie najcięższe osoby do obudzenia!
- Ups! - zaśmiał się i rozeszliśmy się.
Najpierw poszedłem do Zayn'a. Skoro to przyjaciel to bez zastanowienia 'naskoczyłem' na niego i zacząłem po nim skakać, krzycząc:
- Time to wake up! Noooow! C'mon! Get up!
- Już... No! Wstanę, jeśli ty ze mnie zejdziesz.
- Jasne - zszedłem z niego i zabrałem mu kołdrę wychodząc z pokoju.
Coś się jeszcze darł żebym mu ją oddał a ja zostawiłem ją przed drzwiami. Liam widząc to i jednocześnie wychodząc z pokoju z Niall'em zaśmiali się. No to teraz do Jessie. I znowu ją budzę. Ale przecież nie łatwo obudzić anioła, prawda? Wszedłem po cichu do jej pokoju, a ona spała lekko skulona, owinięta w kołdrę... Mówiłem że to anioł! Przykucnąłem przy jej twarzy i zacząłem ją delikatnie szturchać. W tym momencie do pokoju wparował Zayn.
- Aha, czyli po mnie skaczesz, a ją to delikatnie? O nie, nie! - prawie krzyczał i... wskoczył na jej łóżko.
Przyglądałem się całej sytuacji.

* oczami Jessici *

Czułam ciężar na swoim ciele. Jakby ktoś po mnie skakał. Otwieram oczy i co widzę? Kurwa! Widzę jak JESZCZE żyjący pan Malik po mnie skacze! Tego jeszcze nie było! A Harry sobie tak beztrosko stoi z tyłu, i po cichu się śmieje! Boże, z kim ja żyję?
- Zayn spierdalaj! - krzyknęłam.
- Uuuu... Jaka groźna! Lubię takie! -śmiał się.
- Masz 3 sekundy na zejście, albo wylądujesz w basenie!
- Tak, tak!
Odliczyłam do trzech, ale potem wybuchłam! Zayn upadł na ziemię, a ja wstałam, i zaczęłam go ciągnąć za koszulkę na dół. On zdążył wstać, a że ja z rana nie miałam siły to wziął mnie na ręce i zaczął biec w stronę basenu! Już wiedziałam co on chce żeby mnie czekało, ale nie tak szybko! Kiedy nad basenem miał zamiar mnie wrzucić pociągnęłam go za sobą za koszulkę, i oboje wylądowaliśmy w wodzie. Ja wiedziałam że on nie umie pływać, ale mógł ze mną nie zadzierać a było płytko!
- Masz za swoje!
- A ty masz szczęście że jest tu płytko!
- Hahahahaha - pozostała czwórka ubolewała ze śmiechu.
- Poranna impreza w basenie?
- Czemu nie!
Zaraz potem nasza cała szóstka była w basenie.
- Jesteście nienormalni! - powiedziałam.
Spojrzeli się na siebie porozumiewawczo, i zaczęli się do mnie zbliżać.
- Nieeee! - krzyczałam kiedy wzięli mnie na ręce.
Wyrzucili mnie chyba na metr nad wodą i z hukiem plasnęłam do wody. Nie powiem. To strasznie bolało. Postanowiłam dać im nauczkę i nie wynurzać się z wody. Ciekawe kto pierwszy zareaguje. Słyszałam tylko z nad tafli wody.
- Ej, ona się nie wynurza - to chyba Louis.
Zaraz potem ktoś wziął mnie na ręce. Ale teraz ja już nie na żarty zakrztusiłam się wodą. Zaczęłam kaszleć, otworzyłam oczy i nad moją twarzą był Harry. Położył mnie na lądzie i sam na niego wyszedł, podobnie jak wszyscy. Ja odkaszlnęłam wodę, i w sumie to było ok.
- A co jeśli ona umrze? - spytał Niall.
- A gdzie zostawimy ciało? - zapytał Louis, a ja się głośno zaśmiałam.
- Czuję się dobrze, i Louis. Hahaha, może zakop mnie na polu marchwi? - śmiałam się.
- Udawałaś? - spytał Zayn.
- Na początku tak, bo chciałam wam dać nauczkę, ale potem na serio zakrztusiłam się wodą. A tak swoją drogą, to bardzo fajna pobudka! - powiedziałam z sarkazmem.
- Na początku myśleliśmy że się z Zayn'em pozabijacie - powiedział Harry.
- Na drugi raz dajcie mi się obudzić samodzielnie, albo chociaż za pomocą budzika!
- Ok - powiedział Harry pomagając mi wstać.
- Idę się ubrać, i jak coś to siedzę w pokoju i się pakuję - powiedziałam wychodząc z tarasu.
Z tyłu usłyszałam że dla każdego są dwie walizki, więc tyle sobie wzięłam i poszłam z nimi na górę. Ubrałam na siebie mój stary dres, otworzyłam szafę. Mam dużo roboty. Ale napewno jedną walizkę przeznaczę na buty! Taką moją, nieco mniejszą od tych. Zaczęłam pakowanie.

***

Godzina: 17:23. Stan: Prawie spakowana. Chłopcy skończyli chyba pięć godzin temu, ale nie! Ja muszę się pakować osiem godzin! Znaczy w sumie od 20 minut staram się je dopiąć. Te dwie od chłopców są zapełnione na full tylko ubraniami, jedna moja lekko mniejsza jest cała w butach, no a trzecia jest mała, i w sumie to jest torba, na kosmetyki.
- Pomocy! - krzyczałam.
- Co się s... O cholera - powiedział Harry wchodząc do pokoju z pozostałą czwórką.
- Ja mam jeszcze trochę miejsca w tej drugiej - powiedział Louis, a inni przytaknęli.
- Tak, tak. No fajnie a teraz siadać na walizkach! Tylko nie na tej! - wskazałam na walizkę z butami. - Tam są moje maleństwa!
Chłopcy się zaśmiali, Lou i Harry usiedli na jednej, a Niall i Liam na drugiej. Zayn pomagał mi zapinać.
- A o której mamy wylot wogóle? - spytał Niall.
- Andy mówił że o 02:30 mamy być na lotnisku.
- Że co?! - krzyknęłam.
- No tak, a! Zapomniałem powiedzieć... Przepraszam - powiedział Liam.
- Nie no dzięki! A Cami chociaż wie?
- Tak powiedziałem jej - odrzekł Zayn.
- Dobra, więc no.
- Co? - spytał Niall.
- No nic! - zaśmiałam się.
Poszliśmy wszyscy na dół, zrobiliśmy naleśniki, i miło spędziliśmy wieczór.

____________________________________________


Hej kochani! xx
Dodaję teraz ponieważ dzisiaj nocuję u koleżanki i nic nie dodam do jutrzejszego wieczoru ;(
Podoba się? :)
Mówiłam że jestem podniecona w cholerkę że tyle wyświetleń i obserwartorów? :3

Bye! <3

niedziela, 19 sierpnia 2012

Chapter 23 .


Do moich zaspanych oczu właśnie dotarły promienie słońca. O dziwo leżałam sama na kanapie w salonie. Duży zegar wskazywał 09:36, znowu wcześnie wstałam... Poszłam do kuchni, i na stole zauważyłam karteczkę:

"Hej Jessie! Wyszliśmy z chłopcami i z Andy'm (manager) pozałatwiać do końca sprawy związane z wyjazdem, wrócimy późno :( Ale za to umówiliśmy Cię na spotkanie 'zapoznawcze' z Camille! :) O 11:00 podjedzie po Ciebie! Miłej zabawy! :) xx - Harry, Niall, Zayn, Louis, Liam. "

Czyli menager to Andy! Dobrze wiedzieć. Nalałam sobie do szklanki soku pomarańczowego i sączyłam go powoli. Odłożyłam kartkę i poszłam na górę wziąć prysznic. Przetarłam ręką zaparowane lustro i spojrzałam na swoje odbicie. Nic ciekawego. Ruszyłam w stronę szafy po ubrania. Zdecydowałam się na szarą bluzkę oversize która przypomina sweter, białe rurki, czerwoną małą torebkę i założę moje kochane kolorowe Convers'y (klik), do tego pomalowałam się jak zwykle i zrobiłam lekkie fale na włosach. Była 10:30, wow... Dzisiaj bardzo długo mi to zajęło. No nic. Poszłam do kuchni aby zjeść śniadanie, zrobiłam sobie grzanki z nutellą i zaparzyłam kawę. Po 20 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Hej Jessie - powiedziała Camille podając mi rękę.
- Hej, poczekaj tylko założę buty - odpowiedziałam .
Założyłam buty, zamknęłam dom i wyszłyśmy w stronę auta Cami.
- Mamy dla siebie cały dzień, więc może zaczniemy dzień od miłego Starbucks'a? - spytała miło.
- Jasne. Potem możemy pojechać do Westfield'a - zaproponowałam.
- No spoko.
Wydawała się miłą dziewczyną. Nawet bardzo. Ale chciałam być ostrożną bo nie znam jej do końca, i co jeśli okaże się no sami wiecie... Jak Gwen... Ale nie będę sobie tym zaprzatać teraz głowy. Trzeba się zapoznać! Dojechałyśmy pod Starbucks.

***

Cudowny dzień! Zmęczona opadam na łóżko, jest godzina 20:06. Cami to cudowna osoba. Najpierw pojechałyśmy do Starbucks'a, potem zwiedziłyśmy cały Oxford (mam na myśli obchód sklepów), Westfield i Trocadero. Shopping na max'a! Ale nie kupiłam za dużo, znaczy w tym sensie że kupiłam w cholerę dużo ale wydałam mało. No wiecie... Primark! Ale w Top Shop'ie poszło trochę kasy... No nic, już nie ważne. Przecież kupywałam na wyjazd! Chłopców jeszcze nie ma... Rozumiem Zayn'a. Sama troszkę się boję. Wyszłam na taras i zjechałam po ścianie na ziemię. Zawsze jak tu siadałam to myślałam o swoim życiu. No i o czym miałam myśleć? Kurwa. Jestem cholerną szczęściarą! Ja i jeden z najsławniejszych zespołów na świecie w niedzielę mamy lecieć wspólnie do USA? No tak, w sumie to dla nich pracuję, ale traktuję ich jak przyjaciół. Znamy się od LEDWO pięciu dni, ale przez te pięć dni można się na nich przekonać. Nigdy nie sądziłabym że w życiu spotka mnie taka przygoda... No i Harry... Znowu zaczynam rozmyślać o nim... O tym czy to miłość czy tylko zauroczenie. Ale z moim szczęściem pewnie nie zostanie odwzajemnione. No cóż takie życie.
- Tu się chowasz! - powiedział Harry stojąc koło mnie, a ja podskoczyłam z wrażenia.
- Tak, a coś się stało? - spytałam.
- Nie, ale ciebie szukaliśmy. Mamy wieśći co do wyjazdu i chcieliśmy pogadać na dole. Idziesz? - zapytał wyciągając do mnie rękę.
- Jasne - chwyciłam ją, i miałam wstać, ale prawie znowu upadłam.
Czyli już wiem jak działa na mnie jego dotyk.
- Widzę że grube zakupy były - mówił śmiejąc się.
- No trochę - zaśmiałam się z nim.
Zeszliśmy na dół, cała pozostała czwórka już tam była.
- A ty gdzie ją znalazłeś? - spytał Zayn.
- No wiesz, siedziała na WASZYM tarasie, widać jak szukałeś - odpowiedział Harry.
Dosiedliśmy się do nich.
- No to mówcie.
- Więc - zaczął Liam - pierwszy dzień wolne, potem koncert na jakiejś hali, i będzie to w Los Angeles. Tak też się cieszę. Ogółem w L.A. będziemy przez trzy dni. W hotelu Roosevelt. Luksusy - zaśmiał się Li - no i każde z nas będzie miało osobny pokój. A jeśli chodzi o resztę trasy to Andy powiedział że powie nam jak będziemy w L.A. i... Będziemy lecieć 10 godzin. To jest najgorsze. Ale! Ostarni dzień przed wyjazdem z Hollywood mamy wolny!
- 10?! - spytałam a on tylko pokiwał głową. - Boże.
- A! I dostaniemy walizki - dopowiedział Niall.
- Zawsze je dostajemy - powiedział Zayn.
- Widzę niezłe luksusy... Roosevelt?
- Andy wie co dobre - zaśmiał się Louis.
- A Dan i El? Nie będą was chłopcy odwiedzać? - spytałam.
- Tak oczywiście! Ale Andy powiedział że dopiero jak dotrzemy do Nowego Jorku. Czyli w trzecim tygodniu trasy - powiedział szczerząc się Liam.
- Spoko.
- Zamawiamy chińszczyznę? - spytał Nialler, a wszyscy się zaśmiali.
- Jasne! - krzyknął Louis.
Tak więc zamówiliśmy chińszczyznę. Przyjechała po jakiejś godzinie, i jeszcze pani która to przywiozła chyba o mało co zawału nie dostała! A potem poszłam do pokoju, wykąpałam się i wcześnie poszłam spać.

___________________________________________________________


Witajcie :3
Przepraszam że rozdziały są z opóźnieniem, ale byłam nad jeziorem i no. :)
Podoba Wam się? xx
Wogóle ten rozdział taki jakiś brzydko krótki :(
Stwierdziłam że co 2-3 rozdziały będę pisała oczami chłopców :)
Do następnego! <3

sobota, 18 sierpnia 2012

Chapter 22 .


Chyba ktoś mi dał gazu rozśmieszającego! Nie mogę przestać się śmiać. To coś musiało być w tej pysznej sałatce... Albo w pizzy którą karmił mnie na zmianę a to Harry, a to Niall ponieważ "za mało jem". Ja właśnie sądzę że powinnam schudnąć! No ale, wracając do sytuacji. Idziemy sobie spacerkiem do domu, jest jakoś po 22 i dość cicho bo to czwartek. Spędziliśmy wspaniale ten czas! Mianowicie, najpierw byliśmy na pizzy, potem w Starbucks'ie, no i teraz wracamy. W sumie to wydaje się mało, ale to co się tam działo to dopiero coś!
- A co u Natalie? - walnął od czapy Harry.
- Wszystko dobrze. Tylko szkoda że mieszkamy tak daleko od siebie. No, ale mam nadzieję że mi ją kiedyś Jessie przywieziesz - uśmiechnął się.
- A gdzie to twoje szczęście mieszka? - spytałam.
- No... W... El... Elbl... I tam jakieś dziwne polskie litery - powiedział a ja zaczęłam się zastanawiać.
Elbl... Hmm... I polskie litery. NO TAK! ELBLĄG!
- TO ELBLĄG! - wykrzyknęłam.
- O właśnie! Ale ty to dziwnie wymawiasz...
- Po polsku. Ała! Oczy mnie już bolą.
Ci paparazzi chodzili za nami dosłownie krok w krok... Jak żołnierze lub ochroniarze! Ale bardziej denerwujący. Jednak nie denerwowałam się. Potrafiłam być bardzo cierpliwa. Mam brata w Polsce.
- Daleko jeszcze? - zaczęłam marudzić.
- Wiesz że w każdej chwili możemy wziąć taxi? - rzekł Harry.
- No to do najbliższej! - powiedziałam i wykonałam słynny ruch a'la 'Superman'.
Chłopcy się śmiali z mojego zachowania, ale ja byłam naprawdę zmęczona! Tak więc wzięliśmy taksówkę, która podwiozła nas pod dom w przeciągu 5 minut. No tak... SKRÓTY. Niall otworzył drzwi, i narazie było ciemno i pusto. Zaświeciliśmy światło i dalej pusto. Nagle usłyszeliśmy huk, ja przestraszona, odruchowo wtuliłam się w Hazzę, ale kiedy zobaczyłam o co chodzi to opanowałam się i zaczęłam się śmiać. Bo w końcu nie zawsze widzi się Zayn'a Mailk'a który zbiega ze schodów, przytula Niall'a i drze się przy tym:
- NIE ZDAJECIE SOBIE SPRAWY JAK CHOLERNIE SIĘ BAŁEM!
- Tak, tak Zayn. A wiesz co to telefon? - spytałam.
- A... No tak... Ale bogu dzięki że już jesteście! To co horrory? - spytał śmiesznie poruszając brwiami.
- Zayn przed chwilą się bałeś, a teraz chcesz horrory? Gdzie tu logika? - mówiłam.
- Kto powiedział że mam być logiczny?
- Nieważne... - powiedziałam idąc na górę.
- To zgadzasz się?
- Jasne.
Pomyślałam że lepsze to niż zaleganie samotnie na łóżku. Poszłam się przebrać w moją Cookie Monster'ową piżamę, i zeszłam na dół. Czy tylko ja się tak długo przebieram? Schodzę a na dole wszyscy ubrani, leżący na gotowej i rozłożonej kanapie, z gotowym popcorn'em wybierają filmy! Bez słowa usiadłam na środu kanapy, tak wiem. Egoistka ze mnie. I czekałam na werdykt jakie filmy dzisiaj oglądamy. Jak zwykle miały być trzy.
- No to mamy - powiedział uśmiechnięty Harry siadając koło mnie.
- Jakie? - spytałam zaciekawiona.
- Pierwszy to "Martwa cisza", drugi "Demony", a trzeci to jakiś mało znany o demonach.
- Czekaj... Martwa cisza.. O czym jest? - spytałam bo coś mi świtało.
- O laleczkach - powiedział dumny Niall który siedział wygodnie koło Hazzy.
- CO?! - wykrzyczałam.
- To tylko na rozgrzewkę - powiedział Zayn który włączał film.
- Ale... Ale... Ale ja... Ja...
- Wyduś to - powiedział Harry.
- No bo ja mam traumę z dzieciństwa na takie nawiedzone lalki i ja panicznie się ich boje. I znowu wychodzę na mięczaka - schowałam twarz w dłoniach.
- Przestań, wiesz że jakbyś się bała to masz obok siebie mnie i pana boję się być sam w domu, ale oglądam horrory - uśmiechnął się, i wystawił język Zayn'owi.
- Pfff.. - rzekł Zayn który wcisnął Play.
- Pamiętaj jak coś to wiesz robimi misiaka - szepnął mi Harry, a ja się cicho zaśmiałam.

***

Tak jak myślałam... Ponownie po godzinie filmu jestem przytulona do Hazzy niczym koala i rozciągam mu koszulkę. Mam podwójną ochronę. Z jednej strony Harry który jest znudzony filmem pozwala mi się do siebie przytulać, z drugiej Zayn który przysypia ma na mnie podparte ramię. A Niall? Niall udaje zaciekawionego. Tylko ja się boję! To nie fair. No tak! Tylko ja tu mam traumę na lalki! Moja trauma jest podobna do traumy Liam'a... Znaczy boimy się danej rzeczy tak samo... Jest! Koniec filmu! Prostuję się, teraz wszyscy są dobudzeni. Zayn odpala następny film.

***

No jasne, wszyscy się do siebie tulą i się boją. Ten film jest poprostu zajebiście straszny. Tylko że w połowie filmu robię się strasznie śpiąca. Co prawda boję się filmu, ale jestem zmęczona. Zamykam oczy i odpływam do krainy Morfeusza.

__________________________________________

Jestem na siebie zła... Znowu. Tak wiem znowu jest tu PRZESADZONY rozdział z filmami, ale nie miałam pomysłu! Powiem Wam że teraz skupiam się na tym kiedy oni wylecą do USA i muszę wymyślać aż do skutku co dalej :) ale spokojnie OBIECUJĘ że za kilka rozdziałów będzie lepiej :)

wow... 8600 WYŚWIETLEŃ? 10 OBSERWATORÓW? KOCHAMKOCHAMKOCHAMKOCHAMKOCHAMKOCHAM WAS W CH...OLERĘ MOCNO! <3.

a tak ogółem to jak Wam się podoba? wiecie że Wasze zdanie liczy się dla mnie najbardziej! <3

piątek, 17 sierpnia 2012

Chapter 21 .

Był mi potrzebny długi i relaksujący prysznic. Taki więc sobie sprawiłam. Sam prysznic zajął mi chyba z 20 minut, a jeszcze muszę wysuszyć i wymodelować włosy, pomalować się no i oczywiście się ubrać. Owinęłam się w ręcznik i poszłam po ubrania i kosmetyczkę. Wszystko położyłam na półce w łazience. Najpierw wysuszyłam włosy, modelując je przy tym. Dzisiaj postanowiłam je wyprostować. Następnie sięgnęłam po ubrania. Ubrałam się w zwykłe jeans'y, rurki oczywiście, jasny beżowy sweter i nałożyłam na siebie biżuterię. Wybrałam ten zestaw ponieważ będzie mi on pasował do moich nowych kwiatowych butów, i torby która nie jest taka nowa (klik) . Pomalowałam się tak jak zwykle tzn. podkład, odrobina różu na poliki, delikatna kreska eyeliner'em i tusz. Ogarnięta po 40 minutach wyszłam z łazienki. Zeszłam na dół i zauważyłam całą siódemkę roześmianą na kanapie. Tylko Nialler'a brakowało. 
- Hej - powiedziałam, a w odpowiedzi usłyszałam to samo tylko że 5 razy głośniej.
Podeszłam kolejno, do Eleanor, Danielle i Camille i przedstawiłam się. Potem usiadłam na fotelu naprzeciw Hazzy. 
- Mamy zamiar iść do kina - powiedział wesoły Lou.
- To ja się odłączam - powiedziałam.
- Czemu? - spytała Danielle.
- Muszę obdzwonić rodzinę - uśmiechnęłam się - no i dokończę sprzątanie, bo na górze też praktycznie przejść nie idzie.
- Jak chcesz - rzekła Eleanor.
Niall właśnie zszedł na dół.
- Jakie kino? - spytał podjerzliwie, śmiejąc się jednocześnie.
- Idziemy do kina, ale Jessie nie chce - powiedział udając smutnego Zayn.
- Oj, no pójdziemy wszyscy kiedy indziej! - mówiłam. - Ja zostaję i koniec.
- Wiec że jesteśmy na ciebie obrażeni - powiedział Harry, na co ja się zaśmiałam.
Zostałam sama w domu. Skierowałam się do kuchni i usiadłam przy stole. Wybrałam numer mamy. Przegadałam z nią chyba z godzinę! Potem babcia, i tata. Ponieważ rodzice nie byli razem musiałam dzwonić do nich osobno. Całe rozmowy zajęły mi półtora godziny. Potem zabrałam się za sprzątanie. Dom doprowadziłam do połysku o 16:00. Chłopcy z dziewczynami powinni zaraz wrócić. Postanowiłam wybrać się do sklepu, do którego miałam 10 minut drogi. Założyłam buty, wzięłam torbę do której wcześniej włożyłam portfel, dokumenty i klucze i zamykając za sobą dom wyszłam. Przez całą drogę czułam się dziwnie... Jakbym była... Obserwowana! Tak właśnie. Jakbym była obserwowana. Pośpiesznie weszłam do sklepu i kupiłam to co miałam. Zapłaciłam, i przy wyjściu jakieś dziewczyny na oko 13 lat, zaczepiły mnie.
- Czy to ty od kilku dni pokazujesz się z One Direction? - spytały pełne nadzieji.
- Jestem ich nową stylistką, więc tak - uśmiechnęłam się.
- Możemy zdjęcie?
- Ale... Ja nie jestem sławna - uśmiechnęłam się ponownie.
- Prosimy baaardzo.
- A... Ale... - niewiedziałam zabardzo co powiedzieć. Przecież nie byłam wogóle znana. Z chłopcami mogły mnie widzieć raz. 
- Jedno zdjęcie - błagały mnie.
- No... Dobra. Ale jedno - uśmiechnęłam się i stanęłam obok nich. 
Pożegnałam je i poszłam do domu. Kiedy byłam pod domem, zauważyłam wielu paparazzi. Przez ogród nie mogłam wejść, bo było wysokie ogrodzenie, więc musiałam się przez nich przebić. Zaczęli mi robić zdjęcia! Bezczelni. Bogu dzięki ktoś mi pomógł. Wybawicielem był Styles. Złapał mnie za rękę i 'przeciągnął' przez furtkę. Potem już normalnie weszliśmy do domu. O dziwo nie było tam nikogo poza mną, Hazzą i Niall'em. 
- Hej i dzięki za pomoc - powiedziałam.
- Spoko. Dzięki za posprzątanie - odrzekł Harry.
- Właśnie! - krzyknął z salonu Nialler.
- Nie ma sprawy. A... Gdzie reszta?
- Li i Dan są chyba na kolacji w jakiejś restauracji, Lou i El są znowu u El, a Zayn odprowadził Cami i poszedł się spotkać z kolegami z Bradford - tłumaczył Harry.
- Czyli prawdopodobnie na noc będzie tylko nasza trójka, tak? - chciałam się upewnić siadając w tym czasie na kanapie.
- Dokładnie - powiedział Niall który siedział koło mnie.
- To jak? Idziemy na miasto czy kisimy się w domu? - spytałam.
- MIASTO! - krzyknęli razem.
- No to już.
Harry odpalił auto i pojechaliśmy do pizzerni, na Oxford Street. Oni mają przerąbane! Na każdym kroku śledzą ich ci durni paparazzi! No ja rozumiem że taka praca, ale normalnie nie można się przez nich ruszyć... Przesada. Podeszła do nas kelnerka, Niall zamówił największą jaka była, Harry średnią, a ja sałatkę grecką.
- A ty co królik? - spytał Niall kiedy kelnerka odeszła.
- Tak! - odszczeknęłam się i zaczęłam udawać królika, a potem wszyscy się śmialiśmy.

___________________________________________


MASSIVE SORRY za niedodanie rozdziału wczoraj! :C 
Nocowałam u babci i NIE MIAŁAM NETA : /

I przepraszam że tak cholernie krótki i bezsensowny... : /

Tak wiem. Jest totalne dno. Ale postaram się poprawić! Obiecuję :)

środa, 15 sierpnia 2012

Chapter 20 .


Jeden z najpiękniejszych momentów w moim życiu. Na moich ustach poczułam jego, delikatne, ciepłe i miękkie usta. I choć wiem że nie powinniśmy, nie potrafiłam mu odmówić. Stało się i tyle. Jednak to był najlepszy pocałunek w moim całym 18-letnim życiu. Po kilku sekundach odczepiliśmy nasze idealnie pasujące do siebie usta i popatrzyliśmy sobie głęboko w oczy.
- Przepraszam... Ja... Ja nie powinienem - powiedział skruszony.
- Wina również jest po mojej stronie, ale przecież to tylko jeden niewinny pocałunek! - mówiłam uspokajając go. - Spokojnie nikt poza nami się nie dowie.
- Los chciał nas złączyć już dwa razy, i tym trzecim mu się udało - usmiechnął się, a ja się zarumieniłam. - Jesteś słodka kiedy się rumienisz.
- Nie słodź mi bo mi te buraki chyba do jutra nie zejdą - zaśmiał się.
Jak gdyby nigdy nic wzięliśmy sobie po kawałku pizzy i wróciliśmy do oglądania. Na Mtv zaczynał się właśnie maraton z Pranked, wręcz uwielbiałam ten serial! Niektóre scenki były przekomiczne, a nie które po prostu głupie... Ciągle czuję na swoich ustach, usta Harr'ego. Tak wiem to dziwne, ale bardzo przeżywam tak niewinny pocałunek, ale w końcu zauroczyłam się nim. Bardzo. Sama niewiem dlaczego... Może to przez jego przyciągające zielone spojrzenie, uwodzące dołeczki, seksowne opadające na twarz loki, wciąż uśmiechające się wargi... Chyba siedzę obok ideału. Moje piękne rozmyślenia czasem mnie przerażają... To dziwne ale chyba... Chcę znów poczuć jego ust... Zakochałam się? Oby nie... Ale w sumie jak już mówiłam jestem człowiekiem JESZCZE z uczuciami. Z moich głębokich rozmyśleń wyrwał mnie jego punkt czyli Harry.
- Hahahaha! Błagam powiedz że to widziałaś! - krzyczał śmiejąc się.
- Zamyśliłam się - odpowiedziałam.
- To nie myśl tylko oglądaj powtórkę - skierował moją twarz ku telewizorowi.
Rzeczywiście dość śmieszne. Tak więc resztę wieczoru oglądaliśmy maraton z Pranked, a około 01:00 usnęliśmy. Oczywiście nie obyło się bez sprzeczki, i Harry siłą zaniósł mnie do sypialni, ponieważ niewypada aby dama spała na kanapie! Co za facet.

* z perspektywy Niall'a *
Powoli otwieram moje oczy. Chyba znajduję się na podłodze... To by wyjaśniało dlaczego jest tak twardo. Strasznie boli mnie głowa. Podnoszę się na wysokość łokci i widzę dookoła TYLKO Zayn'a który śpi koło basenu. On koło wody? Rekord. No tak! Po za nim jest tylko wielki bałagan. Może reszta jest na górze... Tak więc wstaję, i idę po schodach na górę. Lecz na mój pech zastałem tam tylko Liam'a i Danielle w pokoju Li. Tak więc ponownie udałem się na dół, i zauważyłem Zayn'a w kuchni który już sączył wodę.
- Siema stary - powiedział zachrypnięty.
- Cześć pijaku - zaśmiałem się.
- To nie jest śmieszne! O mało co tam nie wpadłem!
- Nie, nie. Wogóle nie powinienem się śmiać! - starałem się być poważnym.
- Gdzie wszyscy?
- Więc, Li i Dan są w pokoju Li, Lou i El niewiem, ale zgaduję że u Eleanor, a Harry i Jessie... Cóż...
- Ostatni raz widziałem ich wczoraj wychodzących z domu koło 22.
- A reszta uczestników imprezy poszła do domu, i wszystko wyjaśnione.
- Tak teraz trzeba tylo sprowadzić resztę do domu!
- To ty to zrób, ponieważ dochodzi 11:00, a ja o 11:30 jestem umówiony na skype'a z Natalie.
- Nialler cóż za romantyczność.
- Tak wiem - powiedziałem udając wyrafinowanego obywatela.
Zayn poszedł ze mną na górę, ponieważ podobnie jak ja miał telefon w swoim pokoju. Wszedłem do swojego i pierwsze co zrobiłem to odpaliłem laptopa.

* z perspektywy Zayn'a *
Poległem na swoim wygodnym materacu i sięgnąłem po telefon który znajdował się na etażerce. Moja głowa odmawiała posłuszeństwa. Wybrałem numer Louis'a.
- Cześć Lou, jak tam po imprezie?
- Hej, no wiesz. Kac. A tam?
- Ta, ta. Również. Gdzie jesteś? I kiedy wracasz?
- Tak więc mamo jestem u swojej dziewczyny i jako przyzwoici wrócimy za godzinę - powiedział poważnym tonem, a potem oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Oczywiście synu, dowiedzenia.
- Do zobaczenia rodzicielko!
Dlaczego zawsze rozmowy z Louis'em są pojechane? Nieważne. Wybieram numer Hazzy.
- Hej Zayn mów szybko - powiedział szepcząc.
- Ok, kiedy wrócisz i jak tam po imprezie, gdzie ty wogóle jesteś?
- Panie półkowniku będę za półtora godziny, bardzo miło spędziłem czas i jestem u panny Jessici Starwood.
- Dlaczego wy mnie tak traktujecie?! - powiedziałem udając płacz.
- Jak? - spytał.
- Louis wziął mnie za mamę, a ty jak mniemam za policjanta!
- Bo zadajesz tyle pytań.
- Ale przynajmniej wszystko wiem! - przechwaliłem się.
- Racja, ja kończę narazie.
- Trzymaj się, pa.
Pan półkownik rodzicielka wykonał swoje zadanie i ma fajrant. Odłożyłem telefon i zamknąłem oczy.

* z perspektywy Liam'a *
Moje tęczówki powoli oswajały się ze światłem. Jak zwykle włosy Dan gilgotały mnie w szyję. Jednak ona nie spała, ona czekała aż się obudzę.
- Witaj śpiochu - powiedziała obracając się w moją stronę.
- Hej skarbie - odpowiedziałem delikatnie całując ją na powitanie.
- Chyba wszyscy jeszcze śpią nie bądźmy gorsi - powiedziała wtulając się w moją koszulkę.
Objąłem ją ramieniem i zamknąłem oczy.

* z perspektywyLouis'a *
- Hahahaha! Ciotaaa! - krzyczała Eleanor.
- Ooo, jeszcze tego pożałujesz! - powiedziałem biorąc do ręki kolejną koszulkę. - Łap to gadzino!
- Patrz co maaam! A ha ha ha!
- Ooo nieee! - niemalże rzuciłem się na nią. - Oddajesz po dobroci czy siłą mam ci to wyrwać!
-  No co? Louis'ek się boji o swój telefon? - spytała robiąc minę zbitego szczeniaczka.
- Przypominam ci że na tobie leżę i teraz to ja mam przewagę.
- Cholera... - zacząłem ją gilgotać i odrazu oddała telefon.
- I co Eleanor'cia? - spytałem dumny z tego co zrobiłem.
- Nic, ale jeszcze pożałujesz - powiedziała po czym mnie pocałowała.
- Chodź zbieramy się - powiedziałem pomagając jej wstać.
Ubraliśmy się, zjedliśmy śniadanie i wyszliśmy z jej domu kierując się w stronę auta.

* z perspektywy Harr'ego *
Naleśniki prawie gotowe, teraz jeszcze tylko herbata. Cholera! Pusto. Czyli zostaje nam woda... No nic. Przygotowałem stół, pościeliłem łóżko i czekałem na Jessie. Napisałem do Zayn'a sms'a czy mógłby po nas przyjechać za jakąś godzinę, zgodził się. Poszedłem do sypialni aby ją obudzić.Tak jak myślałem! Spała jak zabita. Nachyliłem się nad nią lekko, aby ją przebudzić, ale kiedy tylko dotknąłem jej ramion coś wybełkotała i jakby chciała mnie przytulić przez sen. Niestety wylądowałem na niej. Jednak się obudziła.
- Em... Harry dlaczego na mnie leżysz? - spytała zaspana.
- Wiesz w sumie to ty chciałaś mnie przytulić przez sen ale coś ci nie wyszło - zaśmiałem się i podniosłem z niej.
- Ale dlaczego jesteś w mojej sypialni, czy my...
- Nie, nie! Coś ty! Chciałem cię obudzić bo za godzinę Zayn po nas przyjedzie, a śniadanie gotowe.
- Ok, już wstaję - powiedziała podnosząc się.
Przepuściłem ją w drzwiach.
- Kto to zrobił? - powiedziała wskazując na stolik.
- Gremliny wiesz?
- Ooo... Harry nie musiałeś! Skąd wziąłeś jajka i mleko?
- Masz sklep blisko domu.
- No tak... To... O KTÓREJ TY WSTAŁEŚ CZŁOWIEKU?!
- O 09:00 - zaśmiałem się.
Zaczęliśmy konsumować, a potem doszliśmy do wniosku że musimy jechać w tymczym jesteśmy ponieważ nie mamy tu żadnych innych rzeczy. Mi to tam pasuje, ponieważ mam na sobie białą koszulkę i szare dresowe spodnie, ale Jess ma za dużą koszulkę i króciusieńkie spodenki a jest zimno. Damy radę! Teraz kiedy byliśmy gotowi do przejścia z klatki do samochoduposłusznie czekaliśmy na Zayn'a.

* z perspektywy Louis'a *
Skoro Zayn'a, Hazzi i Jessie nie ma, Niall skype'uje z Natalie, to Liam z Danielle musi być w pokoju Li! Ha! Sherlock Holmes ze mnie! Skierowałem się z El do pokoju Li i wparowaliśmy tam drząc się:
- WSTAWAĆ LENIE!
- Zaraz zejdziemy na dół - powiedział zaspany i jednocześnie przestraszony Liam.
Nie mogąc powstrzymać śmiechu zeszliśmy z Ellie na dół, i zaczęliśmy sprzątać bo nie było tu nawet przejść!

* z perspektywy Zayn'a *
- Jak tam noc wam minęła? - spytałem.
- Emocjonalnie! - odpowiedziała Jessie.
- Dlaczego? - spytałem.
Dowiedziałem się całej historii z włamywaczem, niedoszłym spacerkiem, wargą Hazzy i o reszcie wieczoru.
- A tak od czapy, to rozmawiałem z Camille i wpadnie do nas dzisiaj.
- No to fajnie, nareszcie się poznacie - powiedział harry i popatrzył na Jessie.
Dojechaliśmy pod dom. Louis i El sprzątali, a kiedy weszliśmy zauważyliśmy również schodzących na dół Liam'a i Danielle. Tamta ogarnięta czwórka sprzątała, Hazz i Jess poszli do swoich pokoji się przebrać i umyć, a ja zaprosiłem do domu Cami która właśnie stała w progu drzwi.
- Pomożecie? - spytał błagalnym głosem Lou.
Spojrzałem na Cami, i oboje odpowiedzieliśmy 'tak'. Tak więc cała szótska sprzątała ten syf.

______________________________________________

Kolejna bohaterka!

Camille Armstrong (19 l.) 

Cały rozdział zrobiłam z perspektywy chłopców jak zauważyłyście. Mam nadzieję że choć troszkę przypadnie Wam do gustu! xx. Następny rozdział pojawi się jutro najprawdopodobniej koło 20:00 :)

wtorek, 14 sierpnia 2012

Chapter 19 .


Kiedy wyszliśmy z mojego domu uswiadomiłam sobie że jeszcze kilka minut temu mogłam zginąć. Doszłam do tego dopiero teraz kiedy zaczęła cholernie boleć mnie szyja. Może w sumie mogłam się bardziej przejąć? Taa... Szkoda tylko że ten facet był cały zamaskowany w jakieś czarne maski, płaszcze i takie inne. No tak! Odciski! Cholera! Miał rękawiczki... Mam nadzieję że cała sprawa się jakoś wyjaśni. Może to sprawka Gwen? Ale po co miałaby to robić? Sama już niewiem... Wiem tyle że muszę mieć bardzo zryty charkter ponieważ nie każdy robi tak jak ja! A mianowicie kiedy ktoś go dusi on ma na to wywalone i zaraz po tym jak 'oprawca' ucieka z jego domu ona zaczyna swój uroczy flirt. Jestem żałosna. Od jutra się zmieniam. Ta. Pewnie wyjdzie z tego to samo co z moim odchudzaniem... Potem o tym pomyślę... Londyn nocą był pięknie oświetlony, a szczególnie w środowy wieczór. Dlaczego środowy? Ponieważ w Londynie to w środę są organizowane dyskoteki w najpopularniejszym o nazwie " Sunshine ". Byliśmy kilka metrów od mojego domu. Czekała na nas jakaś godzina drogi. Zawsze się dziwiłam jak z ich domu dojeżdżamy do mojego w zaledwie 5 minut... Ach tak! Skróty. Ale teraz nie mogliśmy nimi iść gdyż była to tak zwana ulica 'dyskotek'. Wszędzie na niej były dyskoteki i... Paparazzi. No i znowu ktoś mógł mnie napaść... Otaczała nas cisza i spokój, no i szum drzew. Jednak było tylko jedno ale. Jakie? A takie że było straznie zimno, a ja nie miałam ze sobą kutrki, ani nic takiego. Zaczęłam lekko dygotać z zimna.
- Zimno ci? - spytał Harry.
- Obserwujesz mnie? - spytałam z żartem.
- Czemu?
- Ponieważ kiedy tylko zaczęłam leciusieńko dygotać z zimna, to już się mnie spytałeś czy jest mi zimno - powiedziałam.
- Czyli jest ci zimno! - niemalże krzyknął.
- Cholera! - przęklnęłam pod nosem, a Harry zaczął ściągać marynarkę - Nie, Harry dam sobie radę - powiedziałam łapiąc go za ramię.
- Jak na gentelman'a przystało muszę oddać damie kurtkę - powiedział z mocnym angielskim akcentem, okrywając moje ramiona.
- Harry, teraz tobie będzie zimno - powiedziałam chcąc ściągnąć z siebie kurtkę.
- Przeżyję - powiedział szybko mnie obejmując czym jednocześnie 'zabronił' mi zdjąć z siebie jego marynarkę.
- Co ty tu masz? - spytałam wskazując na jego zranioną wargę.
- Nic takiego - otarł z niej krew i chciał odwrócić moją uwagę .
- Nia tak szybko! Widziałam! Pokaż to - powiedziałam przystając naprzeciw jego twarzy.
Musiał się zranić kiedy bił się z tym facetem. Ale w całej tamtej sytuacji zdziwiło mnie to że tak szybko oddał klucz...
- Aaaauu! - szepnął Harry kiedy lekko dotknęłam rany.
- Chodź wracamy do mnie zaopatrzę cię - powiedziałam zawracając.
- Po co? Przecież i tak będziemy musieli się wracać do willi. Nie mamy w czym tam spać, czego jeść - wymieniał.
- Zawsze w domu mam jakieś stare rozciągnięte dresy, a po drodze jest spożywczak całodobowy, no i odrazu kupimy plastry - powiedziałam ciągnąc go za sobą.
- Raaaanyyy - mruknął.
-Nie marudź! - skarciłam go śmiejąc się.
Szliśmy ramię w ramię. Nie powiem było mi trochę ciężko w tych szpilkach się normalnie poruszać, ale nie mieliśmy daleko.

***

Kiedy Harry przebierał się w łazience w mój stary dres, ja postanowiłam odpalić piekarnik aby potem zrobić w nim pizzę którą wcześniej kupiliśmy w sklepie. Do wargi miał już przyczepiony mini plasterek więc było dobrze. Nastawiłam odpowiednio piekarnik, i włożyłam pizzę. Skierowałam się w stronę salonu aby rozłożyć sobie narożnik, i włączyć telewizor. Z narożnikiem uporałam się szybko, a Harry w sypialni łóżko miał pościelone, na TV włączyłam Mtv i poszłam wyłączyć piekarnik. Następnie skierowałam się w stronę sypialni aby wziąć sobie poduszkę i kilka kocy do spania. Kiedy odstawiłam sobie 'pościel' na narożnik Hazza wyszedł z łazienki.
- Jeśli możesz to wyjmij pizzę z piekarnika na talerz i połóż ją na stoliku w salonie, a ja pójdę się przebrać, dobrze? - spytałam.
- Jasne - usmiechnął się.
Wzięłam sobie białe krótkie spodenki do spania i za dużą koszulkę z logiem Coca Coli, skierowałam się w stronę łazienki. Zmyłam makijaż i ogółem zrobiłam taką mini wieczorną toaletkę. Kiedy miałam wychodzić zauważyłam że na szyi robi mi się siniak. Nie dziwię się... Zaraz, zaraz... W pojemniczku na biżuterię czegoś mi brakuje... No tak! Naszyjnik od Gwen! Teraz byłam pewna że to jej sprawka. Czyli jednak jutro czeka mnie wizyta na policji.Wyszłam z łazienki. Sukienkę odłożyłam do prawie pustej szafy i poszłam do salonu. Harry w tym momencie usiadł na kanapę, chwilę potem dołączyłam do niego.
- To jak, zostawiamy Mtv czy poszukujemy jakichś filmów? - spytałam.
- Mtv - odparł.
Chciałam sięgnąć po kawałek pizzy w tym samym momencie co Harry. Nasze ręce się dotknęły. Jego dotyk był najcudowniejszym w moim życiu. Spojrzeliśmy sobie w oczy, jego zielone tęczówki przyprawiły mnie o mini zawał. Niestety nasze twarze dzieliło te cholerne 5 centymetrów! Chyba skamieniałam. Tylko ja... Harry bardzo powoli zbliżał swoją twarz do mojej.

________________________________________

Hej, hej!
Wróciłam :)
Na obozie było bosko, ale jednak brakowało mi tego co nocnego pisania dla Was rozdziałów które są beznadziejne! A jak Wam życie mija? :)

Powiem jeszcze że to NIE koniec sprawy z 'włamywaczem'. xx

Buziaki. xx

środa, 1 sierpnia 2012

Chapter 18 .


Chłopcy szykowali dom i siebie do imprezy, Dan i El pojechały się już szykować, a ja skończyłam rozmawiać z mamą przez telefon. Dochodziła 18:30, a goście mieli być na około 19:30 więc poszłam się wykąpać. Wzięłam około 20 minutowy prysznic, wysuszyłam i lekko podkręciłam włosy i wyszłam z łazienki. Przypomniało mi się że wczoraj kupiłam sobie śliczną sukienkę. Tak więc ubrałam się w sukienkę, która miała czarny tiulowy dół i mieniącą się górę, czarne szpilki, połyskującą kopertówkę, bransoletkę i pierwsze lepsze kolczyki (klik). Podkreśliłam oczy eyeliner'em, prawie niewidocznym cieniem do powiek i tuszem do rzęs. Na twarz nałożyłam podkład, lekko rozjaśniający puder, i troszkę różu na policzki, a usta pomalowałam malinowym błyszczykiem. Poszłam do pokoju obejrzeć się w lustrze i zadowolona z efektu spojrzałam na zegarek w telefonie, 19:12. Czyli cudem się wyrobiłam. W tym momencie ktoś zapukał do moich drzwi.
- Proszę - powiedziałam odkładając telefon.
- Hej, ja chciałem powiedzieeeee... - Harry zatrzymał na mnie wzrok.
- Że? - spytałam chichocząc.
- Że... No ten że... - ciągle wodził mnie wzrokiem, podeszłam do niego i szturchnęłam go lekko w ramię i w tym momencie spojrzał mi w oczy - o mój boże, ale jesteś pięk... Znaczy pięknie wyglądasz! - zarumienił się, a ja się uśmiechnęłam - A miałem powiedzieć że goście zaczęli się schodzić.
- Ok, to chodźmy na dół - powiedziałam a Harry wystawił łokieć tak żebym go chwyciła na co się uśmiechnęłam i go złapałam. Muszę przyznać że Hazza umiał się ubrać, miał na sobie zwykłą białą koszulkę, czarne spodnie, czerwone Convers'y i dodającą do wszystkiego smaku czarną marynarkę. Zeszliśmy na dół.
- O boże Jessie! - krzyknął Zayn.
- Co? - spytałam zdezorientowana i chyba z 10 osób wpatrywało się we mnie.
- Wyglądasz... Oszałamiająco... - mówił Niall.
- Dzięki - powiedziałam rumieniąc się.
- Kocham jak się rumienisz, wiesz? - szepnął mi na ucho Harry, a ja się do niego uśmiechnęłam.
Liam i Louis poszli do swoich towarzyszek, a ja w towarzystwie Hazzy, Niall'a i Zayn'a, jeszcze oczekiwaliśmy na gości.  Nie trwało to długo ponieważ po dosłownie 10 minutach było tu chyba z 50 osób. Na szczęście zamknęłam swój pokój... Ale przy sobie i tak na wszelki wypadek mam kilka kosmetyków, telefon, klucze do tego i tamtego mieszkania, i kluczyki do auta Harr'ego który sam mi je dał. Kiedy salon był praktycznie pełny każdy ruszył w swoją stronę. Zayn poszedł do Dj'a, Niall do jedzenia, a Harry gdzieś w środek parkietu. Ja nadal opierałam się o blat stołu kuchennego. Ale pomyślałam sobie że w końcu jest impreza! Trzeba się zabawić. Ruszyłam na środek parkietu i zaczęłam się ruszać, po chwili zatraciłam się w tańcu z Zayn'em.

***

Impreza trwała już jakieś dobre dwie i pół godziny, i choć bez alkoholu to i tak bawiłam się świetnie. Jednak na chwilę wyszłam na taras ponieważ dzwonił mi telefon. Dziwne... Dzwoniła moja sąsiadka pani Jensen.
- Dobry wieczór pani Jensen, czy coś się stało? - spytałam.
- Dobry, sama nie wiem czy taki dobry... Stało się stało. Kilka minut temu jakiś pan wchodził do pani mieszkania!
- O jezu... Dziękuję bardzo za informację, zaraz przyjadę! Dobranoc.
- Dobranoc.
Sprawdziłam szybko czy mam klucze, mam. Nikt nie miał moich kluczy poza mną! Musiałam iść do Hazzy spytać się czy mogę pożyczyć auto. Znalazłam go koło stolika z jedzeniem, i wyciągnęłam przed dom.
- Coś się stało? - spytał widząc moją zmartwioną minę.
- Tak, ale nie w tym rzecz. Mógłbyś pożyczyć mi samochód? - spytałam.
- Ale, chcę wiedzieć co się stało - powiedział robiąc słodkie oczka.
- Ktoś jest w moim mieszkaniu! A tylko ja mam klucze! - powiedziałam prawie ze łzami w oczach.
- No to jadę z Tobą! Przecież jest już ciemno - powiedział kierując się w stronę auta.
- Ale Harry.
- Co?
- Napewno piłeś - powiedziałam idąc za nim.
- A tu się mylisz! Nic a nic! Jestem czysty.
- Ale... Przecież Ty lubisz alkohol...
- Ale po ostatniej imprezie wolałem przystopować - otworzył mi drzwi do auta.
- Ok - powiedziałam wsiadając.
Jechaliśmy dość szybko, ale teraz nie martwiłam się o to. Pod mój dom dojechaliśmy w przeciągu 5 minut.
- Poczekaj na dole - powiedziałam wychodząc.
- Czekaj, czekaj! - pociągnął mnie za rękę - Idę z Tobą, a co jeśli coś Ci się stanie?
- Jak chcesz - nie chciało mi się z nim kłócić bo byłam i tak dość zdenerwowana tym że ktoś jest w moim domu.
Weszliśmy po schodach na dane piętro i wyjęłam klucze z torebki. Podeszliśmy pod drzwi mojego mieszkania, a ja zaczęłam je otwierać. Poszło mi to szybko. Odrazu zapaliłam światło, Harry szedł za mną.
- Idź do salonu i kuchni, ja sprawdzę łazienkę i sypialnię - powiedziałam.
Harry przytaknął i rozeszliśmy się w swoje strony. Powolnym ruchem kierowałam się w stronę łazienki. Zapaliłam światło. Czysto. Wyszłam z łazienki i już prawie wyszłam z sypialni, kiedy nagle ktoś złapał mnie za szyję i zaciągnął pod ścianę.
- Jeśli krzykniesz, uduszę Cię - szepnął mi do ucha nieznajomy męski głos.
Oczy zaleciały mi łzami i czekałam na Harr'ego. Ten facet chyba niewiedział że z kimś przyszłam. Albo wiedział, lecz niewiedział z kim. Kiedy się totalnie rozkleiłam Harry krzyknął z salonu:
- Tu jest czysto, a jak u Ciebie?
W tym momencie nieznajomy zaczął mnie dusić. Po chwili zakaszlnęłam. Harry przybiegł tu jak najszybciej kiedy usłyszał mój kaszel i gdy zobaczył że ktoś mnie dusi, miał wzrok dosłownie 'zabójcy'.
- Łapy precz od niej - powiedział Harry z zaciśniętymi zębami, a nieznajomy mnie puścił. Osunęłam się z kaszlem i z łzami na ziemię, a Harry zaczął się bić z tym facetem. W sumie to Harry go okładał, a tamten usiłował się bronić.
- ODDAJ KLUCZE - krzyknął groźnie Harry łapiąc go za koszulkę.
Facet najwyraźniej stchórzył bo oddał klucze i wybiegł z mieszkania jak najszybciej, Harry poszedł zamknąć drzwi i 'przyleciał' tu do mnie, przytulił mnie, a ja wtuliłam się w niego i płakałam głośno.
- Nie bój się, już dobrze, on już Cię nie skrzywdzi - mówił starając się mnie uspokoić.
Wtuliłam się w niego mocniej, a on wziął mnie na ręce i posadził na łóżku. Nadal nie uwalniając z uścisku.
- Jessie, mała nie bój się, obiecuję że już nikt Cię nigdy nie skrzywdzi - powiedział.
- Skąd wiesz? - powiedziałam nadal go przytulając.
- Bo ja tego dopilnuję - chwycił mnie za policzki i tym sposobem spojrzałam w jego oczy.
Jego oczy które były przepełnione bardzo głębokim współczuciem, pocieszeniem i... Miłością? Co ja bredzę... Pomasowałam sobie szyję i ledwo powiedziałam:
- Dziękuję.
- Za co? Za to że prawie dopuściłem do Twojej śmierci? - powiedział smutny.
- Nie, bo to nie Twoja wina. Dziękuję za to że potrafisz mnie pocieszyć - powiedziałam gładząc jego ramię.
- Nie ma sprawy, zawsze do usług - powiedział obejmując mnie.
- Chodź wracajmy na imprezę, ale poczekaj tylko poprawię makijaż.
- Idę z Tobą!
- Do łazienki? - spytałam uśmiechając się, a on przytaknął.
Poszłam do łazienki, wyciągnęłam z torebki tusz i puder, umyłam twarz pod oczami, i poprawiłam makijaż. Harry ciągle się mi przyglądał.
- Co tak oczy wytrzeszczasz? - spytałam.
- Bo to jest magia co Wy kobiety potraficie zrobić!
- No wiem - powiedziałam cwaniacko.
Wyszłam z łazienki, i to co zobaczyłam przyprawiło mnie o mini-zawał.
- Harry... Gdzie masz klucze od samochodu? - spytałam.
- W kiesze... Um...
- Proszę powiedz że to nie one - wskazałam na rozdeptane kluczyki.
- Okłamałbym Cię gdybym powiedział że to nie one.
- Czyli mamy do wyboru taxi, zostanie tu całą noc, dłuuuuugi powót do willi spacerkiem, lub próbowanie się dodzwonienia do chłopców.
- Nie mam kasy na taxi.
- Ja też.
- A wiem tyle że chłopcy mają telefony w swoich pokojach - powiedział.
- Czyli zostajemy tu na noc?
- Na to wygląda...
- Możemy porozmawiać - zaproponowałam.
- Z wielka chęcią - uśmiechnął się i poszliśmy do salonu.
- Chcesz coś do picia? Mam tylko herbatę - zaśmiałam się.
- Narazie dziękuję.
Poszłam do niego na kanapę i włączyłam MTV Hits.
- Wiesz zachowałeś się dzisiaj jak prawdziwy gentelman - uśmiechnęłam się.
- Tak, tak. Gentelmeni doprowadzają do czegoś takiego masz rację.
- Przestań się obwiniać!
- Ale to moja wina!
- Nie!
- Tak!
- Nie i koniec.
- Tak i ja mam rację.
- Pff... Nie.
- Zobaczymy, zobaczymy - uśmiechnął się.
Zaśmialiśmy się. Była dopiero 22:02. Cała noc przed nami.
- Harry, chcę się przejść - walnęłam - do willi.
- To chodź - powiedział pomagając mi wstać.
Bardzo dobrze zamknęłam dom i wyszliśmy. Przed nami dłuuuga droga.

_________________________________________


Się rozpisałam! :D
To jest OSTATNI rozdział przed wyjazdem :(
Będzie mi Was brakować, choć Was nie znam <3.
Następny rozdział dam 13 sierpnia, i musicie poczekać :)
Wiem, wiem. Trochę akcji dałam :)
Ale sądzę że znowu coś przesładzam... :\

No nic... See you soon! <3. Kocham Was i miłych wakacji! :)
Mądra jestem... 1 sierpnia, a ja życzę miłych wakacji >.<