Opowiadanie, z One Direction w roli głównej. Zapraszam do czytania i komentowania! :) xx
niedziela, 19 sierpnia 2012
Chapter 23 .
Do moich zaspanych oczu właśnie dotarły promienie słońca. O dziwo leżałam sama na kanapie w salonie. Duży zegar wskazywał 09:36, znowu wcześnie wstałam... Poszłam do kuchni, i na stole zauważyłam karteczkę:
"Hej Jessie! Wyszliśmy z chłopcami i z Andy'm (manager) pozałatwiać do końca sprawy związane z wyjazdem, wrócimy późno :( Ale za to umówiliśmy Cię na spotkanie 'zapoznawcze' z Camille! :) O 11:00 podjedzie po Ciebie! Miłej zabawy! :) xx - Harry, Niall, Zayn, Louis, Liam. "
Czyli menager to Andy! Dobrze wiedzieć. Nalałam sobie do szklanki soku pomarańczowego i sączyłam go powoli. Odłożyłam kartkę i poszłam na górę wziąć prysznic. Przetarłam ręką zaparowane lustro i spojrzałam na swoje odbicie. Nic ciekawego. Ruszyłam w stronę szafy po ubrania. Zdecydowałam się na szarą bluzkę oversize która przypomina sweter, białe rurki, czerwoną małą torebkę i założę moje kochane kolorowe Convers'y (klik), do tego pomalowałam się jak zwykle i zrobiłam lekkie fale na włosach. Była 10:30, wow... Dzisiaj bardzo długo mi to zajęło. No nic. Poszłam do kuchni aby zjeść śniadanie, zrobiłam sobie grzanki z nutellą i zaparzyłam kawę. Po 20 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Hej Jessie - powiedziała Camille podając mi rękę.
- Hej, poczekaj tylko założę buty - odpowiedziałam .
Założyłam buty, zamknęłam dom i wyszłyśmy w stronę auta Cami.
- Mamy dla siebie cały dzień, więc może zaczniemy dzień od miłego Starbucks'a? - spytała miło.
- Jasne. Potem możemy pojechać do Westfield'a - zaproponowałam.
- No spoko.
Wydawała się miłą dziewczyną. Nawet bardzo. Ale chciałam być ostrożną bo nie znam jej do końca, i co jeśli okaże się no sami wiecie... Jak Gwen... Ale nie będę sobie tym zaprzatać teraz głowy. Trzeba się zapoznać! Dojechałyśmy pod Starbucks.
***
Cudowny dzień! Zmęczona opadam na łóżko, jest godzina 20:06. Cami to cudowna osoba. Najpierw pojechałyśmy do Starbucks'a, potem zwiedziłyśmy cały Oxford (mam na myśli obchód sklepów), Westfield i Trocadero. Shopping na max'a! Ale nie kupiłam za dużo, znaczy w tym sensie że kupiłam w cholerę dużo ale wydałam mało. No wiecie... Primark! Ale w Top Shop'ie poszło trochę kasy... No nic, już nie ważne. Przecież kupywałam na wyjazd! Chłopców jeszcze nie ma... Rozumiem Zayn'a. Sama troszkę się boję. Wyszłam na taras i zjechałam po ścianie na ziemię. Zawsze jak tu siadałam to myślałam o swoim życiu. No i o czym miałam myśleć? Kurwa. Jestem cholerną szczęściarą! Ja i jeden z najsławniejszych zespołów na świecie w niedzielę mamy lecieć wspólnie do USA? No tak, w sumie to dla nich pracuję, ale traktuję ich jak przyjaciół. Znamy się od LEDWO pięciu dni, ale przez te pięć dni można się na nich przekonać. Nigdy nie sądziłabym że w życiu spotka mnie taka przygoda... No i Harry... Znowu zaczynam rozmyślać o nim... O tym czy to miłość czy tylko zauroczenie. Ale z moim szczęściem pewnie nie zostanie odwzajemnione. No cóż takie życie.
- Tu się chowasz! - powiedział Harry stojąc koło mnie, a ja podskoczyłam z wrażenia.
- Tak, a coś się stało? - spytałam.
- Nie, ale ciebie szukaliśmy. Mamy wieśći co do wyjazdu i chcieliśmy pogadać na dole. Idziesz? - zapytał wyciągając do mnie rękę.
- Jasne - chwyciłam ją, i miałam wstać, ale prawie znowu upadłam.
Czyli już wiem jak działa na mnie jego dotyk.
- Widzę że grube zakupy były - mówił śmiejąc się.
- No trochę - zaśmiałam się z nim.
Zeszliśmy na dół, cała pozostała czwórka już tam była.
- A ty gdzie ją znalazłeś? - spytał Zayn.
- No wiesz, siedziała na WASZYM tarasie, widać jak szukałeś - odpowiedział Harry.
Dosiedliśmy się do nich.
- No to mówcie.
- Więc - zaczął Liam - pierwszy dzień wolne, potem koncert na jakiejś hali, i będzie to w Los Angeles. Tak też się cieszę. Ogółem w L.A. będziemy przez trzy dni. W hotelu Roosevelt. Luksusy - zaśmiał się Li - no i każde z nas będzie miało osobny pokój. A jeśli chodzi o resztę trasy to Andy powiedział że powie nam jak będziemy w L.A. i... Będziemy lecieć 10 godzin. To jest najgorsze. Ale! Ostarni dzień przed wyjazdem z Hollywood mamy wolny!
- 10?! - spytałam a on tylko pokiwał głową. - Boże.
- A! I dostaniemy walizki - dopowiedział Niall.
- Zawsze je dostajemy - powiedział Zayn.
- Widzę niezłe luksusy... Roosevelt?
- Andy wie co dobre - zaśmiał się Louis.
- A Dan i El? Nie będą was chłopcy odwiedzać? - spytałam.
- Tak oczywiście! Ale Andy powiedział że dopiero jak dotrzemy do Nowego Jorku. Czyli w trzecim tygodniu trasy - powiedział szczerząc się Liam.
- Spoko.
- Zamawiamy chińszczyznę? - spytał Nialler, a wszyscy się zaśmiali.
- Jasne! - krzyknął Louis.
Tak więc zamówiliśmy chińszczyznę. Przyjechała po jakiejś godzinie, i jeszcze pani która to przywiozła chyba o mało co zawału nie dostała! A potem poszłam do pokoju, wykąpałam się i wcześnie poszłam spać.
___________________________________________________________
Witajcie :3
Przepraszam że rozdziały są z opóźnieniem, ale byłam nad jeziorem i no. :)
Podoba Wam się? xx
Wogóle ten rozdział taki jakiś brzydko krótki :(
Stwierdziłam że co 2-3 rozdziały będę pisała oczami chłopców :)
Do następnego! <3
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz