Kiedy wyszliśmy z mojego domu uswiadomiłam sobie że jeszcze kilka minut temu mogłam zginąć. Doszłam do tego dopiero teraz kiedy zaczęła cholernie boleć mnie szyja. Może w sumie mogłam się bardziej przejąć? Taa... Szkoda tylko że ten facet był cały zamaskowany w jakieś czarne maski, płaszcze i takie inne. No tak! Odciski! Cholera! Miał rękawiczki... Mam nadzieję że cała sprawa się jakoś wyjaśni. Może to sprawka Gwen? Ale po co miałaby to robić? Sama już niewiem... Wiem tyle że muszę mieć bardzo zryty charkter ponieważ nie każdy robi tak jak ja! A mianowicie kiedy ktoś go dusi on ma na to wywalone i zaraz po tym jak 'oprawca' ucieka z jego domu ona zaczyna swój uroczy flirt. Jestem żałosna. Od jutra się zmieniam. Ta. Pewnie wyjdzie z tego to samo co z moim odchudzaniem... Potem o tym pomyślę... Londyn nocą był pięknie oświetlony, a szczególnie w środowy wieczór. Dlaczego środowy? Ponieważ w Londynie to w środę są organizowane dyskoteki w najpopularniejszym o nazwie " Sunshine ". Byliśmy kilka metrów od mojego domu. Czekała na nas jakaś godzina drogi. Zawsze się dziwiłam jak z ich domu dojeżdżamy do mojego w zaledwie 5 minut... Ach tak! Skróty. Ale teraz nie mogliśmy nimi iść gdyż była to tak zwana ulica 'dyskotek'. Wszędzie na niej były dyskoteki i... Paparazzi. No i znowu ktoś mógł mnie napaść... Otaczała nas cisza i spokój, no i szum drzew. Jednak było tylko jedno ale. Jakie? A takie że było straznie zimno, a ja nie miałam ze sobą kutrki, ani nic takiego. Zaczęłam lekko dygotać z zimna.
- Zimno ci? - spytał Harry.
- Obserwujesz mnie? - spytałam z żartem.
- Czemu?
- Ponieważ kiedy tylko zaczęłam leciusieńko dygotać z zimna, to już się mnie spytałeś czy jest mi zimno - powiedziałam.
- Czyli jest ci zimno! - niemalże krzyknął.
- Cholera! - przęklnęłam pod nosem, a Harry zaczął ściągać marynarkę - Nie, Harry dam sobie radę - powiedziałam łapiąc go za ramię.
- Jak na gentelman'a przystało muszę oddać damie kurtkę - powiedział z mocnym angielskim akcentem, okrywając moje ramiona.
- Harry, teraz tobie będzie zimno - powiedziałam chcąc ściągnąć z siebie kurtkę.
- Przeżyję - powiedział szybko mnie obejmując czym jednocześnie 'zabronił' mi zdjąć z siebie jego marynarkę.
- Co ty tu masz? - spytałam wskazując na jego zranioną wargę.
- Nic takiego - otarł z niej krew i chciał odwrócić moją uwagę .
- Nia tak szybko! Widziałam! Pokaż to - powiedziałam przystając naprzeciw jego twarzy.
Musiał się zranić kiedy bił się z tym facetem. Ale w całej tamtej sytuacji zdziwiło mnie to że tak szybko oddał klucz...
- Aaaauu! - szepnął Harry kiedy lekko dotknęłam rany.
- Chodź wracamy do mnie zaopatrzę cię - powiedziałam zawracając.
- Po co? Przecież i tak będziemy musieli się wracać do willi. Nie mamy w czym tam spać, czego jeść - wymieniał.
- Zawsze w domu mam jakieś stare rozciągnięte dresy, a po drodze jest spożywczak całodobowy, no i odrazu kupimy plastry - powiedziałam ciągnąc go za sobą.
- Raaaanyyy - mruknął.
-Nie marudź! - skarciłam go śmiejąc się.
Szliśmy ramię w ramię. Nie powiem było mi trochę ciężko w tych szpilkach się normalnie poruszać, ale nie mieliśmy daleko.
***
Kiedy Harry przebierał się w łazience w mój stary dres, ja postanowiłam odpalić piekarnik aby potem zrobić w nim pizzę którą wcześniej kupiliśmy w sklepie. Do wargi miał już przyczepiony mini plasterek więc było dobrze. Nastawiłam odpowiednio piekarnik, i włożyłam pizzę. Skierowałam się w stronę salonu aby rozłożyć sobie narożnik, i włączyć telewizor. Z narożnikiem uporałam się szybko, a Harry w sypialni łóżko miał pościelone, na TV włączyłam Mtv i poszłam wyłączyć piekarnik. Następnie skierowałam się w stronę sypialni aby wziąć sobie poduszkę i kilka kocy do spania. Kiedy odstawiłam sobie 'pościel' na narożnik Hazza wyszedł z łazienki.
- Jeśli możesz to wyjmij pizzę z piekarnika na talerz i połóż ją na stoliku w salonie, a ja pójdę się przebrać, dobrze? - spytałam.
- Jasne - usmiechnął się.
Wzięłam sobie białe krótkie spodenki do spania i za dużą koszulkę z logiem Coca Coli, skierowałam się w stronę łazienki. Zmyłam makijaż i ogółem zrobiłam taką mini wieczorną toaletkę. Kiedy miałam wychodzić zauważyłam że na szyi robi mi się siniak. Nie dziwię się... Zaraz, zaraz... W pojemniczku na biżuterię czegoś mi brakuje... No tak! Naszyjnik od Gwen! Teraz byłam pewna że to jej sprawka. Czyli jednak jutro czeka mnie wizyta na policji.Wyszłam z łazienki. Sukienkę odłożyłam do prawie pustej szafy i poszłam do salonu. Harry w tym momencie usiadł na kanapę, chwilę potem dołączyłam do niego.
- To jak, zostawiamy Mtv czy poszukujemy jakichś filmów? - spytałam.
- Mtv - odparł.
Chciałam sięgnąć po kawałek pizzy w tym samym momencie co Harry. Nasze ręce się dotknęły. Jego dotyk był najcudowniejszym w moim życiu. Spojrzeliśmy sobie w oczy, jego zielone tęczówki przyprawiły mnie o mini zawał. Niestety nasze twarze dzieliło te cholerne 5 centymetrów! Chyba skamieniałam. Tylko ja... Harry bardzo powoli zbliżał swoją twarz do mojej.
________________________________________
Hej, hej!
Wróciłam :)
Na obozie było bosko, ale jednak brakowało mi tego co nocnego pisania dla Was rozdziałów które są beznadziejne! A jak Wam życie mija? :)
Powiem jeszcze że to NIE koniec sprawy z 'włamywaczem'. xx
Buziaki. xx
Super rozdział, super blog!;)
OdpowiedzUsuńMam prośbę, niech oni w reszcie się pocałują!
http://nextonedirectionstory.blogspot.com/
Podoba mi się.
OdpowiedzUsuńCzekam na następny.
Zapraszam do mnie : http://1d-zakazanamilosc.blogspot.com/
twój blog jest świetny , bardzo ładnie piszesz , czekam na kolejny :)
OdpowiedzUsuńdodasz dzis jakiś jeszcze
OdpowiedzUsuńhaha rozumiem że te dopiski są speszyl for mi ! :)
OdpowiedzUsuńtu mi sie podobało , naprawdę :D
ale widzę , że chciałaś mnie usatysfakcjonować i wyjaśniłaś wszystko o czym pisałam , w sumie dobrze ! bardzo fajny rozdział.
buzole :)
Wiecznie Nieogarnięta
(zapomniałam hała men. x.x )