niedziela, 16 grudnia 2012

Chapter 46 .

Obudziłam się w jego ramionach. Dzisiaj to ja postanowiłam go obudzić, zawsze musi być ten pierwszy raz. Obróciłam się delikatnie i zaczęłam się bawić jego lokami, jednocześnie, całując go. 
- Mmm - zamruczał - podoba mi się taki sposób mówienia dzieńdobry, kochanie.
Pocałował mnie.
- To co, jakieś plany na dzisiaj? - spytał.
- Łóżko, filmy, pizza, no i ty.
- Podoba mi się taki plan. A tak właściwie, to która jest godzina?
- Czekaj - spojrzałam na telefon - 13:02.
- O kurwa.
Wtuliłam się w niego.
- Czyli to ja mam zamówić pizzę, tak? - zapytał.
- No ej! Ja włączam telewizor, tak?
- Hahaha, leń.
- Powiedział Harry Styles.
- Weź bo zaraz się zdenerwuję.
- No i co? Zrobisz mi coś?
- Oj żebyś się nie zdziwiła.
No tak, łatwo mogłam się domyślić. Zaczął mnie łaskotać.
- Dobra, dobra, dobra. Przestań proszę! 
- A magiczne słowa?
- Kocham cię?
- Harry Styles!
- Hahahahaha.
Po 5 minutach, przestał.
- Ładnie wyglądasz i wogóle taka dzisiaj jakaś inaczej uczesana jesteś - mówił z sarkazmem.
- Zaraz ci...
- No co?
- Zaraz cię uderzę - uśmiechnęłam się sarkastycznie.
Droczyliśmy się jeszcze przez chwilę no i w końcu udało mi się go namówić na zamówienie pizzy. Weszłam w wypożyczalnię i zaczęłam przeglądać komedie. Po chwili wszedł do mnie Harry. Położył się koło mnie i zabrał mi pilota. Nawet się nie kłóciłam, patrzyłam tylko co wybiera. No tak, jak zwykle horrory. Ustawił kolejkę 5 horrorów, dość znanych, i nigdy przezemnie nie oglądanych i i poszedł odebrać pizzę. Minęło jakieś 5 minut i wszedł do pokoju z 2 kartonami pizzy, i chyba 4 zapakowanymi różnymi makaronami. Kiedy to odłożył automatycznie powiedziałam żeby szedł bo jakieś baniaki z wodą. Więc cofnął się po nie, zasłonił rolety więc w pokoju była całkowita ciemność no i położył się koło mnie.
- Po co ci tyle jedzenia? - spytałam.
- Głodny jestem.
Zgasił lampkę i włączył pierwszy film. 

W przeciągu 60 minut zjadłam zaledwie 2 kawałki pizzy, a on 2 kartony pizzy. No cóż. Jak się boję to jakoś mnie do jedzenia nie ciągnie. Postanowiłam zjeść lazanię.Tylko najpierw usiadłam Hazzie pomiędzy nogami. Jakoś tak mi wygodniej było. Wróciliśmy do oglądania filmu. Zbytnio nie byłam nim przejęta, ponieważ nie był straszny. Bardziej się przejmowałam tym że pokłóciłam się z rodzicami i tym czy dobrze postąpiłam wracając do Harr'ego...

__________________________________________

Dobra, no to ten. Wiem że długo nie dodawałam ale mam powody:
*wystawianie ocen
*brak czasu
*kompletny brak weny

No, ale po rozdziale widać że kiepsko mi idzie. Jest krótki i nie jestem z niego zadowolona, ale gdyby mnie Wośko i Kalina pewnie skończyłabym go pisać, więc dziękuję laski ;*

No, obiecuję że jak w piątek wrócę do domu to coś napiszę! W tygodniu nic nie dodam bo praktycznie cały tydzień mam konsultacje no i troche chujnia.

BARDZO przepraszam że zaniedbałam bloga i rozdziały są coraz krótsze, ale naprawdę, z dnia na dzień mam coraz mniej weny, i coraz trudniej jest mi cokolwiek napisać, więc proszę zrozumcie mnie kochani! xx 

niedziela, 2 grudnia 2012

Chapter 45 .

możecie włączyć: http://www.youtube.com/watch?v=Uj1AOKUPYTY

Siedziałam skulona pod drzwiami i słuchałam jak mój chłopak którego kocham nad życie, błaga żebym go wpuściła. Jednak nie chciałam go widzieć. Zranił mnie. Bardzo mnie zranił. Po 30 minutach, nie poddawał się. Ciągle mówił żebym dała mu to wyjaśnić. Jednak dla mnie sprawa była jasna. Gdybym weszła minutę potem pewnie zobaczyła bym ich całujących się. Oczywiście nie miałam pewności czy to był ktoś z jego rodziny, ale kurwa mać, czy całował by kogoś z jego rodziny w taki sposób? Nie, no właśnie. Było więc dla jasne, że mój chłopak mnie zdradza. Jednak prędzej czy później muszę z nim porozmawiać. Zakończyć to wszystko. Bardzo tego nie chcę, jednak... Muszę to zrobić. Muszę zakończyć nasz związek, który jak teraz wyszło, opierał się na kłamstwie. Wstałam, i otworzyłam drzwi. Harry był zapłakany i miał czerwone oczy. 
- Masz 5 minut - powiedziałam oschle, jednak najchętniej rzuciłabym się mu na szyję i wszystko wybaczyła w sekundę.
- Wiem że mogłaś wiele pomyśleć, ale prawda jest taka że kocham cię nad życie. Ona to przeszłość...
- Do której wróciłeś - przerwałam mu.
- Tak... Niestety. Ale między nami do niczego nie doszło! To znaczy... Dzięki tobie. Nie chcę cię okłamywać więc powiem wprost. Kiedy przyjechałem do domu, ona, Caroline, czekałam pod twoimi drzwiami. Powiedziałem żeby weszła do środka, sam nie wiem dlaczego. Zaczęła mi opowiadać o tym co się dzieje u niej, i zauroczyła mnie. I tyle. Nie chcę i nigdy nie chciałem wracać do jej tematu, ale stało się i tyle.
- Następnym razem, kiedy zobaczę was w łóżku też powiesz stało się i tyle?
- Nie będzie następnego razu.
- Nie masz pewności.
- Nie chcę cię ponownie zranić. Jessie, bardzo cię kocham. Nie chcę cię stracić. Wiesz, ile razem przeszliśmy.
- A ty to zniszczyłeś. 
- Nie pocałowałem jej.
- Ale pocałował byś.
- Ale tego nie zrobiłem.
- Harry, nie potrafisz się opamiętać! Nie pierwszy raz to się zdarza. Przypomnij sobie sytuację choćby nawet z tej pierdolonej dyskoteki!
- Wiem, popełniam bardzo dużo błędów. Ale każdy je popełnia. Proszę, wybacz mi. Błagam - uklęknął.
- Harry, boję się, że znowu mnie zranisz. Nie chcę tego. Nie chcę znowu cierpieć, nawet przez tak krótki okres czasu. 
- Wiem, jestem pierdolonym debilem, idiotą który wszystko spierdolił, ale proszę daj mi drugą szansę.
- Boję się.
Popłakałam się. Tak bardzo go kochałam. Zakryłam twarz dłońmi. Harry wstał i przytulił mnie. Wtuliłam się w niego. Oboje płakaliśmy. 
- Przepraszam... - powiedział.
- Jesteś pierdolonym skurwysynem, ale bardzo cię kocham. Jeśli jeszcze raz tak zrobisz, to obiecuję że koniec z nami...
Spojrzeliśmy sobie w oczy. Załzawione oczy. Pocałowaliśmy się. Wiedziałam że się ugnę, ale tak szybko? Po zaledwie godzinie? To pokazało że nie mogę bez niego żyć. Jest jak narkotyk. 

__________________________________________________

Kurwa, to nawet rozdział nie jest. Sorki że takie krótkie gówno, ale to jest taka zlepka wątków z całego tygodnia, dzisiaj nic nie napiszę. Nie mam weny poprostu. 

Zostałam nominowana do Liebster Awards, i takie mam pytania :D :

1. Co lubisz robić w wolnym czasie ?
Przeważnie, to lubię pisać. Chociaż nie zawsze mam na to czas. Lubię też czytać książki, i KOCHAM słuchać muzyki :D

2. Lubisz One Direction , jak nie to dlaczego ?

Jestem Directionerką od 1,5 roku :)

3.Twoje zainteresowania.
Pisarstwo :D



4. Życiowe motto , którym się głównie kierujesz ?
You Only Live Once :)



5.Od jak dawna prowadzisz bloga ?
Swojego pierwszego bloga zaczęłam pisać w styczniu tego roku, ale Blogger go usunął, a ten blog prowadzę od połowy lipca.



6. Dlaczego postanowiłaś założyć bloga ? 
Ponieważ poprostu lubię pisać :)



7. Jakie jest Twoje marzenie ? 
Jak każdy, mam wiele marzeń które zostawić dla siebie :)

8. Kim chciałabyś/chciałbyś by jak dorośniesz ?

Psychiatrą XD

9.Ulubiona piosenka (może by max.3)

Nicki Minaj - Freedom

One Direction - Over Again
Justin Bieber - Beauty and the beat.

10. Ulubiony rodzaj filmu ? 

Horror :)

11.Grasz na jakimś instrumencie ? 

Gram, ale się z tym nie ujawniam :D

No, to tyle :)

piątek, 23 listopada 2012

Chapter 44 .

Weszliśmy szczęśliwi do domu. Nie mogłam sobie nawet wyobrazić że za dwa tygodnie będę na najpiękniejszej wyspie świata!
- Robimy kolację? - spytał Harry.
- Zamówmy chińszczyznę - uśmiechnęłam się.
- Skąd taka zmiana u ciebie?
- Ponieważ wiem że lubisz chińszczyznę - pocałowałam go. 
Złożyliśmy zamówienie. Położyłam się na kanapie. Kilka sekund potem nademną znalazł się Harry. 
- Ciężki jesteś wiesz?
- A na tobie się fajnie leży.
Zaczęliśmy się całować. Po chwili sięgnęłam po pilota. Włączyłam MTV. Akurat leciało What makes you beautiful.
- Ooo, patrz kogo ja tu widzę! 
- Przełącz to.
- You don't know you're beautiful! - śpiewałam.
- Przełącz albo zrobi się niemiło.
- That's what makes you beautiful!
- Przegięłaś.
Zaczął mnie łaskotać. Widział że działa to na mnie jak na prąd, ale że na mnie siedział i był o 100 razy silniejszy, miał przewagę.
- Dobra, przełączam! Widzisz piosenka się już skończyła, błagam przestań! - krzyczałam przez śmiech.
- Teraz to wiesz, kara musi być.
Po 5 minutach uratował mnie dzwonek do drzwi. Harry poszedł otworzyć. To jedzenie. Zapłacił, podziękował i zamknął drzwi. 
- Tym razem ci się udało, ale następnym razem tak szybko nie odpuszczę.
Harry podał mi jedzenie, rozsiedliśmy się na kanapie. Postanowiliśmy oglądnąć jakiś film który wybierał Harry. Wybrał "Chernobyl Diaries" ponieważ żadne z nas jeszcze tego nie oglądało. 

Narazie nic ciekawego się nie dzieje. Weszli do budynku w którym "coś jest". Harry mnie objemował, choć wiedział że się nie boje. Zaraz zas...
- Aaa! - krzyknęłam.
Wtuliłam się w Harr'ego.
- No co, przecież nudne - zaśmiał się.
- No ale jak mi takie gówno kurwa wyskakuje nagle, to się nie dziw!
- Ale to był zwykły niedźwiedź - nadal się śmiał.
Ogarnęłam się i wtulona w Hazzę, nadal oglądałam film.


Dobra, całkowicie zmieniam zdanie o tym filmie. Jest dosłownie, zajebisty. Ubrałam się moją piżamę (klik), i poszłam do łóżka. Harry miał u mnie swoją piżamę, więc nie było z tym problemu. Przyszedł po 10 minutach.
- Jessie, widziałaś moją koszulkę?
- Nie, jeśli nie ma jej w szafie, to nie ma jej wogóle. 
- No to śpię bez koszulki - zabawnie poruszył swoimi brwiami.
Położył się koło mnie. Przytuliłam się do niego. Zasnęłam w jego objęciach.


Obudziłam się o 10:30. Tym razem Hazzy koło mnie nie było. Choć dało się usłyszeć jego głos z kuchni. Nucił "Busy" Olli'ego Murs'a. Wstałam, i skierowałam się do kuchni. Okazało się że robił naleśniki.
- Dzieńdobry kucharzu.
- Hej kochanie.
Pocałował mnie. 
- Idź się ubrać i wogóle, a potem tu przyjdź, dobrze?
- Okej.
Nie mam pojęcia o której on wstał, ponieważ już kończył smażyć naleśniki, a był ubrany. Śpioch ze mnie. Dzisiaj nie robiłam nic z włosami, więc miałam złote fale. Ubrałam się w moje azteckie leggins'y, jeans'ową koszulę, czarna biżuteria, i do tego postanowiłam założyć czarne Campbell'ki, i czarny skórzany plecak (klik). Pomalowałam się tak jak zwykle, tzn. róż na policzki, podkład, kreska, tusz i pomadka z Channel. Wybiła 11:00. Poszłam do kuchni gdzie przy stole czekał na mnie Harry z naleśnikami.
- Ślicznie wyglądasz.
- Dzięki - odpowiedziałam na komplement.
Zajęłam się jedzeniem tych pyszności. Potem jeszcze się trochę powygłupialiśmy, i Harry odwiózł mnie na spotkanie z mamą. Czekała na mnie wraz z tatą i moim bratem. Podeszłam do nich i dosiadłam się do stolika.
- Hej wszystkim.
- Cześć, słuchaj chodzi o to że chcielibyśmy abyś skończyła studia.
- No wiem, mówiliście mi to już.
- Więc od września zaczynasz chodzić na Uniwersytet Cambrige i studiujesz psychologię - dokończył mój ojciec.
- CO?! Nie mam zamiaru stąd wyjeżdżać! I co? Psychologia? Nigdy w życiu, a pozatym mam już 18 lat i sama mogę decydować o moim życiu!
- Mówiłem ci - powiedział Max do mamy.
- Nie zniszczysz sobie życia jakimś chłopakiem i byciem stylistką!
- Jakimś chłopakiem?! Harry to chłopak którego kocham nad życie! A to kim będę w życiu nie powinno cię interesować aż tak bardzo ponieważ to moje życie! - odszczeknęłam się ojcu.
- Nie kłóćcie się - wtrąciła mama.
- Tylko to chcieliście mi powiedzieć?
- Tak.
- W takim razie miłego lotu, pozdrówcie rodzinę i nie będzie żadnego Cambridge. Żegnam.
Powiedziałam wychodząc z restauracji. Wzięłam taxi i pojechałam do domu. Przekluczyłam drzwi. To co tam zobaczyłam było jednym z najgorszych widoków. Harry... On... Trzymał jakąś dziewczynę za policzki, prawie ją pocałował... Póki nie zobaczył mnie...
- Jessie...
- Nie... Wyjdź. Ty też - powiedziałam do dziewczyny.
- Daj mi wyjaśnić - prosił.
Wypchnęłam ich za drzwi i zamknęłam dom. Osunęłam się po drzwiach z płaczem. 
- Jess! Proszę otwórz! Daj mi to wyjaśnić! Błagam! - krzyczał waląc w drzwi.
Moje życie powoli zamieniało się w piekło.

______________________________________________

Tak jak mówiłam, jest rozdział! :D

Ba dum!

Nienawidzę być chora. x_x

ASK <--jeśli macie jakieś pytania ;)

czwartek, 22 listopada 2012

Chapter 43 .

* oczami Jessici *

Nie wiedziałam za bardzo co mam robić. Czy stracić dziewictwo teraz, z Harry'm, czy jeszcze poczekać... Spojrzałam mu w oczy. Iskrzyły niczym fajerwerki. Zagryzłam wargę i wróciliśmy do dzikich pocałunków...

No cóż... Grzeczną dziewczynką to ja już nie jestem. Jeśli wiecie o czym mówię. Leżę wtulona w jego tors. Jestem trochę zmęczona.

Obudził mnie Harry który jak zwykle bawił się kosmykami moich włosów. Byłam w świetnym humorze. Pewnie ze względu na wczorajszy wieczór.
- Dzień dobry - powiedziałam zachrypniętym głosem.
- Ooo, kogo ja słyszę! Panią śpię do 11 i nie pozwalam się ruszyć z łóżka! - zaśmiał się.
- Co?
- No właśnie to! Jest godzina 11, a ja nie mogę wstać!
- Czemu?
- Bo jak chciałem to tak mocno zaciskałaś ręce że nie dało się ruszyć - zaśmialiśmy się.
- Co dzisiaj robimy?
- Cóż jak się sprężysz to możemy pojechać w bardzo interesujące miejsce poza Londynem.
- Daj mi 15 minut - zerwałam się z łóżka prosto do łazienki, ale po chwili namysłu wychyliłam głowę zza drzwi - no dobra, 20.
- Mam u ciebie jakieś rzeczy?
- Tak, poszukaj w szafie.
Wzięłam szybki prysznic, wyprostowałam włosy, ubrałam się w moje jedne z najkrótszych, kremowe szorty, bluzkę z długim rękawem która odsłania 1/3 brzucha, vansy w panterkę, biżuterię, moją ulubioną torebkę z Channel i Ran Bany (klik). Pomalowałam dzisiaj tylko rzęsy. Gotowa wyszłam z łazienki. Harry już był gotowy do wyjścia. Stwierdziliśmy że zjemy w Mc, czy czymś takim.
- A gdzie mnie wywozisz? - spytałam wchodząc do jego czarnego BMW.
- Niespodzianka kochanie - uśmiechnął się.
Odjechaliśmy. Po jakichś 10 minutach drogi zajechaliśmy do Mc, kupując tam kawę i sporo przekąsek. Zawsze byłam przeciwna takiego typu jedzeniu, ale jak Styles się uprze, to nie ma odwrotu. Pojechaliśmy dalej. Kiedy byliśmy już na przedmieściach Londynu wyciągnęłam mojego IPhone'a i zaczęłam robić nam zdjęcia. Harry robił naprawdę zabawne miny więc zdjęcia wyszły wprost świetnie. Potem zadzwonił mi telefon. Ściszyliśmy radio i odebrałam.
- Hej mamo.
- No cześć córcia, słuchaj, przełożyli nam lot. Za dwa dni wylatujemy, mogłabyś się z nami jutro spotkać?
- Jasne! Może o 12:00 przyjedz...
- Nie, ty przyjedź do naszego hotelu, dobrze?
- Okej, to do jutra, pozdrów wszystkich, pa!
- Pa, kochanie, buziaki!
Nacisnęłam czerwoną słuchawkę.
- Coś się stało? - spytał Harry.
- Nie, mama chce się ze mną jutro spotkać.
- To chyba dobrze - uśmiechnął się.
- No wiem.
Harry ponownie podgłośnił radio. Właśnie leciała piosenka Nicki Minaj Pound The Alarm. Oboje mieliśmy świra na punkcie tej piosenki. Z odsłoniętym dachem, regulatorem na full i moim telefonem w ręce jechaliśmy przez pola. Po godzinnej drodze dojechaliśmy do jakiegoś lasu. Wjechaliśmy w jego głąb. Zamknęłam na chwilę oczy i odchyliłam głowę do tyłu. Miałam ciemno przed oczami, jednak po zaledwie kilku sekundach nastało przed nimi "wielkie oświecenie". Otworzyłam oczy i moje oczy ujrzały jeden z najpiękniejszych widoków w całym życiu. Wielkie jezioro, łąka... Oaza spokoju. Nie było tam nikogo poza nami. Odstawiliśmy auto tuż koło jeziorka, wysiedliśmy z niego i wyjęliśmy z auta koce. Ogółem urządziliśmy sobie piknik. Położyłam się na kocu, po chwili poczułam na sobie Harr'ego. Zdjęłam okulary, otworzyłam oczy i moim oczom ukazał się mój chłopak szczerzący się do mnie. Zaczęliśmy się całować. 
- Wiesz, że bardzo cię kocham? - powiedział.
- Harry... Ja ciebie też. Po tym co razem przeszliśmy - uśmiechnęłam się gładząc go po policzku. 
Pocałował mnie. Ale tak zupełnie inaczej, jakby moje usta były stworzone z najdelikatniejszej tkaniny na świecie.
- Czas na... JEDZENIE! - zaśmiałam się.
Harry poszedł po fast food'a i zaczęliśmy się objadać w towarzystwie telefonów. A raczej aparatów w telefonach. Co chwila jedno z nas robiło sobie zdjęcie. Przeważnie głupie. Jednak jedno wyszło nam ślicznie i postanowiliśmy że je wywołamy. Kiedy zjadłam McFlurry, położyłam się na kocu, mówiąc że już się najadłam. Podwinęłam rękawy w bluzce. Było dzisiaj wyjątkowo gorąco. Poczułam jak Harry na mnie siada.
- Co ty wyprawiasz? - spytałam.
Podwinął mi bluzkę i powiedział:
- Jeśli nie umiesz się sama żywić muszę ci w tym pomóc! Zobacz jaka z ciebie chudzina! 
Zaśmiałam się głośno.
- No już! Aaaammm! - mówił starając się nakarmić mnie frytką. 
Zjadłam jedną, a drugą zjedliśmy wspólnie. Całując się. Potem wróciliśmy do strzelania sobie głupich fotek. Moja ulubiona ze wszystkich, którą mam na tapecie, to ta na której Harry i ja jesteśmy złączeni w pocałunku. Po 30 minutach Harry stwierdził że idziemy się pokąpać do jeziora. Oczywiście zaprzeczyłam. Ale że jest ode mnie silniejszy nie miałam zbyt wiele do gadania.
- Daj mi chociaż ściągnąć ubrania! - powiedziałam, a on tylko zrobił minę "pedofila".
Zostałam w samej czarnej, koronkowej bieliźnie.
- Mmm... Podoba mi się taki zestawik - zaśmiał się.
- Weź się nawet nie odzywaj! Sam prawie goły latasz! - był w samych bokserkach.
Wziął mnie na ręce i wbiegł ze mną do jeziora. Bogu dzięki było bardzo płytkie. Sięgało mi do kolan. 
- Zimno!
Ochlapał mnie.
- No i dobra.
Było mi strasznie zimno. Wyszłam z wody, i owinęłam się kocem. Słyszałam jak Harry do mnie idzie. Oczywiście nie byłam na niego obrażona, bo nie ma o co, ale troszkę zła owszem.
- Kochanieeee...
Ukucnął przy mnie i podniósł mnie za podbródek.
- Wiesz jak mi zimno przez ciebie?
- No przestań.
Przytulił mnie i pocałował w czoło.
- Jesteś głupi.
- Też cię kocham - pocałował mnie.
Ubraliśmy się i ponownie położyliśmy na kocu. Spojrzałam na zegarek. Wybiła 15:00. Usiadłam na moim chłopaku okrakiem.
- A ty co? - zapytał.
- A co nie mogę?
Uśmiechnął się szarmancko i zniżyłam się aby go pocałować.
- Co powiesz żebyśmy wyjechali na wspólne wakacje?
- Ale... Kiedy? A trasa?
- Nie wiem, za 2 tygodnie? O to się nie martw, to moje życie, i też mam prawo do urlopu.
- Jeśli tak, to pewnie że chcę!
- Gdzie, kochanie, gdzie?
- Zaskocz mnie.
- Hmm... Malediwy? 2 tygodnie?
- S.. Serio?
- No tak - zaśmiał się.
- Aaaa! Harry! Boże! Tak, tak, tak!
Pocałowałam go. 2 tygodnie na najpiękniejszej wyspie świata?! To takie... Nierealne!
- To jak, wracamy i rezerwujemy?
Skinęłam głową. Zapakowaliśmy rzeczy, i popędziliśmy w stronę Londynu.

Gdy wybiła 17:00, dosłownie wbiegliśmy do biura E-Dreams. Bogu dzięki, w ofercie były Malediwy. Zadzwonił mi telefon. Poszłam odebrać.
- Halo?
- Hej Jessie, tu Camille.
- Oo, hej! Jak tam w stanach?
- Cudownie! Wiesz kto jest moim chłopakiem?
- Niewi...
- ZAYN!
- Naprawdę?! No co gratulacje kochana!
- Dzięki! A jak tam u ciebie? Wiesz, zdrowie?
- A też dobrze, i wszystko fajnie.
- Dobra, ja muszę lecieć, Zayn wzywa, trzymajcie się, pozdrów Harr'ego pa!
- Pa!
Podeszłam do Hazzy, który już trzymał w ręce jakieś papiery.
- Załatwione - powiedział - dziękujemy, dowidzenia.
Wyszliśmy z biura.
- Tak szybko?
- A jak!
- Za 2 tygodnie raj będzie nasz!
Pocałowaliśmy się i pojechaliśmy do mnie do domu.

__________________________________________


Hej! x

Mam nadzieję że rozdział przypadnie wam do gustu! Jeszcze jutro coś NAPEWNO napiszę, bo nie wybieram się do szkoły i mam dzień wolny :D

See ya xx


niedziela, 11 listopada 2012

Chapter 42 .

* oczami Zayn'a *

Byłem dość skacowany po wczorajszej imprezie... Naprawdę... Było nieźle. Teraz mój mózg stara się zidentyfikować moje położenie. Leżę w łóżku, w samych bokserkach, a koło mnie... Camille?! Mój boże... Już sobie wyobrażam co musiało się zdarzyć poprzedniej nocy... Głowa mnie boli... I praktycznie nic nie pamiętam! Mój umysł przestał kontrolować wszystko od kiedy wszedłem do klubu nocnego. Potem już było z górki. Ponownie spojrzałem na Cams. Tym razem nie spała. Patrzyła się na mnie swoimi dużymi oczami.
- Dzień dobry - uśmiechnąłem się i pocałowałem ją. W końcu... Spaliśmy ze sobą...
- Zayn... Wiem że nic nie pamiętasz... Pociesze cię że ja też, ale wnioskując po tym - wskazała palcem na zużytą prezerwatywę na środku pokoju - chyba sam wiesz co musiało się stać...
- Cóż... Przynajmniej się zabezpieczyliśmy - zaśmialiśmy się.
- Głowa mi pęka - powiedziała łapiąc się za nią.
Nie byłem pewny czy wyznać jej teraz miłość czy nie... Nigdy nie wiedziałem czy to będzie odpowiedni moment, no ale cóż trzeba zaryzykować...
- Cami...
- Tak?
- Wiesz... Ja... Wiem że możesz mnie potraktować niepoważnie, ale... Nie chcę aby to był "jednorazowy numerek"... Camille... Zakochałem się w tobie.
- Zayn, jesteś na kacu. Pieprzysz głupoty - zaśmiałem się.
- To że mówię niewyraźnie, nie znaczy że mój umysł nie jest trzeźwy - uśmiechnąłem się spoglądając na nią. 
Uśmiechnęła się do mnie, ukazując jej białe jak perełka ząbki. 
- Jesteś ślepy czy tylko udajesz? - spytała.
- Dlaczego? 
- Zayn... Serio myślisz że przespała bym się z byle kim, nawet po pijaku? Od samego początku naszej znajomości jestem w tobie zakochana po uszy!
Było mi lżej na sercu. Położyłem się tak jakby, na niej i zaczęliśmy się całować. 
- Czyli, że zgodziłabyś się...
- Tak - przerwała mi.
- Zrobić mi kanapkę? - zaśmiałem się, a ona spojrzała na mnie piorunująco - Żartowałem, czy zgodziłabyś się zostać moją dziewczyną? - uśmiechnąłem się.
- Hmm... Nie - zdziwiłem się - żartowałam! Ale minę to ty miałeś przednią!
- Będzie kara.
Zacząłem ją łaskotać. Wiedziałem że to zawsze działa. Przynajmniej na Cami.

______________________________________________


wiem, znienawidzicie mnie ale jestem zmęczona i nie chce mi sie pisać ._. <szczerawika>

ZA KRÓTKI, ale następny będzie megamegamega długi, #ipromise

love ya all!

piątek, 2 listopada 2012

Chapter 41 (2 części) .

Po kilku godzinnych zakupach Harry odwiózł mnie do domu. Weszłam do niego obładowana torbami. Byłam naprawdę zmęczona. Poszłam się przebrać w piżamę, i w między czasie gadałam z mamą. Wyjeżdżają pojutrze, jakieś sprawy w pracy. Zrobiłam sobie kolację i poszłam spać.

***

Promienie słońca kazały mi wstać już o 10:00. Jak co ranek sięgnęłam po telefon, i czekała w nim na mnie miła niespodzianka. Czyli sms od Harr'ego.

" Hej Jessie! Mam wielką prośbę, otóż. Bądź dzisiaj o 20:00 na dachu mojego budynku. To naprawdę ważne, proszę potraktuj to jako... Romantyczną kolację? Jeśli można to tak nazwać. Mam nadzieję że do zobaczenia :) xx "

No to jestem ustawiona na wieczór. Teraz jedyne czego pragnę to dalszy sen. Jednak znając mój umysł, już nie zasnę. 

***

Godzina 18:00. Co robię? Właśnie się obudziłam. Jestem przerażona, jak mogłam aż tyle spać? Jednak mój telefon, nie daje znaku życia. Nikt (na szczęście) nie dzwonił. Idę się kąpać. Przecież nie spotkam się z Hazzą, jak jakaś brudaska. Chyba lekko przesadzam, no ale cóż... Czym prędzej wymodelowałam włosy, i zabrałam się za strój. Postanowiłam ubrać moją biało złotą sukienkę, i białe dodatki do tego(klik,). Pomalowałam się wyjściowo i wybiła 19:30. Zaczął dzwonić mi telefon. Nieznany numer. Postanowiłam odebrać.
- Halo?
- Dobry wieczór, czy panna Starwood przy telefonie?
- Tak.
- Wspaniale! Chciałem spytać, czy na prośbę pana Styles'a mogłaby pani o godzinie 19:55 zejść na dół, aby udać się ze mną, do niego?
- Dobrze...
- Dziękuję, i dozobaczenia.
- Tak.
Dziwny facet... No ale cóż. To pewnie sprawka Harr'ego. Wzięłam ostatniego łyka wody, zadzwoniłam do mamy i zeszłam na dół, gdzie czekała na mnie... Limuzyna? Tak. To naprawdę była limuzyna. Wsiadłam do niej, i odjechaliśmy.

Wjechałam na dach i bezproblemowo tam weszłam. To co zobaczyłam... To było piękne. Cały dach w różach i świeczkach, a na środku, stolik, szampan, jedzenie, a po boku... On... Harry. Uśmiecha się do mnie nieśmiale. Stoję jak słup, nie mogąc nic powiedzieć, a on się do mnie zbliża...

http://www.youtube.com/watch?v=HLphrgQFHUQ <--- włączcie sobie ;)

- Jessie, ja... - zaczął.
- Tak?
- Wiem, że może przesadzam, ale... Ale bardzo mi na Tobie zależy... I... Kocham cię. Bardzo. Wiem że pewnie tego nie odwz...
- Nie wiesz - przerwałam mu - Harry... Ja, ja powoli odzyskuje pamięć. Zaczynają mi się przypominać, te wszystkie chwile spędzone właśnie z tobą! Oczywiście nie wszystkie, ale jak narazie moja pamięć zatrzymała się... Na koncercie, kiedy wyznałeś mi swoje uczucia - uśmiechnął się.
- Ale... W jaki sposób możesz to sobie przypominać?
- Śni mi się wiele rzeczy, i miewam przebłyski pamięci.
- Czyli że... Czyli że mam jeszcze szanse, na odzyskanie ciebie?
- Bardzo duże - uśmiechnęłam się.
Zbliżył się do mnie, i pocałował mnie. Ale nie tak zwyczajnie. Tak... Tak z uczuciem. Wielkim tryskającym uczuciem. Usiedliśmy do stołu w celu zjedzenia tego co przygotował Harry. Było tego sporo.

Harry i ja postanowiliśmy się przejść. W sumie, to Harry chciał mnie odprowadzić do domu... No więc. Już pod nim jesteśmy. Chyba obawiam się tego że zaraz będę musiała się z nim rozstać.
- No to... Mam nadzieję że do zobaczenia, jutro - uśmiechnął się.
- Harry...
- Tak?
- Może wejdziesz na kawę? - uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Jasne - odwzajemnił uśmiech.
Tak więc, weszliśmy na górę, zdjęliśmy buty i poszliśmy do kuchni. Stał oparty o blat, a ja do niego tyłem, sięgałam po kawę. Odwróciłam się. Byłam kilka milimetrów oddzielona od niego. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Kawa wypadła mi z rąk. Harry ujął moje policzki w swoje dłonie, i zaczęliśmy się namiętnie całować. Przenieśliśmy się na kanapę. Jego ręka jeździła po moim ciele powodując przyjemne dreszcze. Zaczęłam mu rozpinać koszulę, zaczynając od kołnierzyka...

___________________________

Siemka xx

Jestem trochę wkurzona, ponieważ wczoraj cały wieczór pisałam rozdział, a dzisiaj okazało się że ani się nie dodał, ani nie zapisał, więc musiałam napisać od nowa...

No ale nic! Dziękuję Wośko że mi to uświadomiłaś <3 xxx

Jutro poniedziałek :c Ale zbytnio się tym nie przejmuję, ponieważ miałam tak zajebistą niedzielę że kurde przejdzie do historii! :)

Postaram się coś nabazgrać w tygodniu, bywajcie! <3 xxxxx

czwartek, 1 listopada 2012

#important

Heeeeeeeeeeeeeeeeeej xx.

JUTRO ROZDZIAŁ bo śpie przed laptopem x.x

Little Things *.* OH GOD I LOVE THAT.

http://ask.fm/stylesbitch pytajcie, i wogóle :3

niedziela, 28 października 2012

Chapter 40 .

- Najlepiej zacznij od początku - zaśmiał się, patrząc mi w oczy.
- Masz rację, a więc zaczęło się od tego że wpadłam na pomysł, aby przeglądnąć zdjęcia i sms'y i... I tam było tyle rzeczy związanych z tobą... Praktycznie każda.
- Czyli...
- Wierzę ci we wszystko co mówiłeś. No w końcu, raczej w przeciągu kilku godzin, nie zhackował być mojego telefonu, prawda?
- Prawda - zaśmiał się.
- Harry... 
- Tak?
Raz się żyje. Pocałowałam go. Nie protestował, wręcz przeciwnie. Przez pocałunek dało się wyczuć że się uśmiechał.
- Ja, przepraszam, chyba... Nie powinnam - powiedziałam.
- Przestań, tęskniłem za tym.
Zaśmialiśmy się. Zapominając o sytuacji postanowiliśmy spędzić miło czas. Włączyliśmy jakąś komedię, i tak zleciały nam dwie godzinki. Potem jeszcze gadaliśmy, i w sumie wyszłam od niego o 22. Oczywiście nie pozwolił mi jechać samej, więc zawiózł mnie pod sam dom. Sam fakt że wiedział gdzie mieszkam, jeszcze bardziej dawał mi do zrozumienia że kiedyś coś musiało nas łączyć.
- No to... Do jutra? 
- Do jutra - powiedziałam, pocałowałam go w policzek i wyszłam.
Kiedy byłam pod drzwiami dostałam od Harr'ego sms'a o treści "Tęsknię xx". Zaśmiałam się do telefonu i weszłam do domu. Nikogo nie było, tylko na stole w kuchni była kartka.

" Kochana córciu! Pojechaliśmy do hotelu, przecież Ty też masz swoje sprawy :) Nami się nie przejmuj, jutro się zobaczymy. Kochamy Cię! x "

Poszłam się wykąpać, i poszłam spać.


* następnego dnia *

Obudziły mnie poranne promienie słońca. Otworzyłam oczy i spojrzałam na zegar. 09:32, niedziela. Nie mam ochoty na dalsze ślęczenie w łóżku. Wstaję, i idę do łazienki. Myję głowę i ubieram się w moje legginsy w norweski wzorek, białą koszulę bez rękawów, szare Vans'y, czarną torebkę ozdabianą ćwiekami i bransoletki (klik). Pomalowałam się troszkę mocniej niż zwykle i postanowiłam wyjść na zakupy. Pojechałam na Oxford Street, moim pierwszym celem był Primark. Nie znalazłam tam nic ciekawego, i postanowiłam pojechać do Westfield'a. Tam zawsze jest ciekawie. Ponownie zamówiłam taxi, i skierowałam kierowcę do mojej ulubionej galerii. Zapłaciłam i wysiadłam. Zaczął dzwonić mi telefon. To mama. Odebrałam.
- Hej mamo.
- Cześć córciu, co robisz?
- W Westfieldzie jestem, a wy?
- My dopiero wstaliśmy - zaśmiała się - a ty już na zakupach.
- No wiem, wiem. 
- Dobra, to potem się zdzwonimy, a tymczasem szalej!
- Ok, pa mamo.
- Pa.
Ona zawsze poprawiała mi humor. Ruszyłam w głąb sklepów. 

Po dwóch godzinach buszowania, postanowiłam zajrzeć do Starbucks'a po kawę. Tam spotkałam Harr'ego.
- Hej - powiedziałam.
- O Jessie! Hej - przytulił mnie.
Pogadaliśmy, i stwierdziliśmy że przejdziemy się razem po galerii. Czas, bardzo miło spędzony.

______________________________________

Heeej :3
40 dyszki! I tyle wyświetleń i wszystkiego, medżik, medżik, medżik!

Dobra, ode mnie to tyle, jestem umówiona na randkę z matematunią :)

paa xx .

niedziela, 21 października 2012

Chapter 39 .

Obudziła mnie pielęgniarka która właśnie weszła do sali oznajmiając mnie że dzisiaj mnie wypuszczą. Chwyciłam telefon i spojrzałam na godzinę. 06:07. Po chwili do sali wszedł lekarz.
- Dzieńdobry pacjentko! Za 10 minut przewieziemy panią na ostatnie badania kontrolne i potem jest pani wolna! Jednak w każdą niedzielę musi pani się udawać do psychologa tu w szpitalu. Ale pani mama pani wszystko przekaże.
- A gdzie ona jest? I gdzie mój brat? I tata?
- Wszyscy czekają na panią w poczekalni.
Uśmiechnął się i wyszedł. Ponownie sięgnęłam po telefon. Niewiem jakim cudem był żywy... Po tym wypadku. No ale cóż! Działał i miał się dobrze. Coś mnie olśniło... ZDJĘCIA! W ten sposób mogę sobie wszystko przypomnieć! te wszystkie sms'y, nagrania... Początkowo weszłam w zdjęcia. Pierwsze jakie było to ja i Harry... Całujący się. Reszta zdjęć była podobna. Obejrzałam wszystkie nagrania, lecz jedno było wyjątkowe. Powiedział tam jak bardzo mnie kocha i że mnie nie opuści. Przejrzałam już wszystkie zdjęcia i nagrania, weszłam w wiadomości. Od mamy, taty, Camille swoją drogą nie wiem kim jest, postanowiłam je przejrzeć. Chyba się przyjaźniłyśmy... Przeglądałam dalej. Nagle natknęłam się na wątek z Harry'm. Dużo tego było... Zaczęłam od początku. To było jak historyjka z wybrakowanymi elementami. Po 10 minutach czytania weszła pielęgniarka, aby skierować mnie na badania kontrolne. Odłożyłam telefon i poszłam za nią. Tam pobrali mi krew, dali ostatnią dawkę leków, odłączyli kroplówkę, i ponownie mogłam udać się do sali, jednak musiałam się już spakować. Dokończyłam czytać sms'y z których wynikało że rzeczywiście byliśmy razem. I było również widać że bardzo mu na mnie zależało. Postanowiłam się ubrać. Wyjęłam z mojej torby mój sweterek w azteckie wzory, czarne rurki, białe Martens'y, i czarne dodatki (klik). Pomalowałam się tak jak dawniej, i wyprostowałam włosy. Dopakowałam ostatnie rzeczy, podziękowałam lekarzom i skierowałam się do rodziny.
- Witajcie kochani!
- Jessie! - krzyknęli wszyscy. - Jakie plany?
- A wasze?
- My? My pewnie pojedziemy do hotelu, rozpakujemy się i pojedziemy na zakupy a ty?
- Jaki hotel? Tu macie klucze do mojego mieszkania, a adres znacie, ja w sumie nie mam pla... Albo... Muszę dzisiaj załatwić jedną sprawę, więc wrócę jakoś wieczorem, a jutro urządzimy sobie "rodzinny dzień", dobrze?
- Oczywiście, ale napewno nie będziemy przesz...
- Weź przestań mamo, jesteśmy rodziną!
Uściskałam ich mocno, i rozdzieliliśmy się. Co miałam do załatwienia? Musiałam wyprostować sprawę ze Styles'em. Tak bezdusznie go potraktowałam... I choć narazie nic sobie nie przypominam to wiem że bardzo się kochaliśmy. Wzięłam taksówkę i podałam mu adres który miałam w sms'ie. Nieważne że była 07:00 rano! Musiałam jak najszybciej z nim porozmawiać. Zapłaciłam, podziękowałam i wyszłam z auta. Bogu dzięki klatka była otwarta! Teraz tylko po schodach na czwarte piętro i mieszkanie 17! Pukam do drzwi. Nic. Pewnie śpi. Ponownie. Nic. Dzwonię dzwonkiem który zauważam. Nic. Dzwonię ponown... O ktoś otwiera! No tak to pewnie on... Chyba że pomyliłam drz...
- Hej Harry - uśmiechnęłam się.
- Hej J.. Jes... Jessie.
Był w samych bokserkach i koszulce. I dość zaspany.
- Ja chciałam pogadać.
- Tak, jasne, proszę, wejdź. Usiądź na kanapie ja zaraz przyjdę.
Zrobiłam jak powiedział i czekałam myśląc od czego zacząć. Przyszedł po zaledwie minucie.
- Co się stało?
- Więc, ten.. No.. Ja.. Kurcze nie wiem od czego zacząć...

____________________________________


No i jest 39! 
Wiem, wiem lubicie kiedy przerywam w takich momentach :D

Cóż! MOŻE ten tydzień będzie fajny ponieważ nie mam fizyki :) I może coś w tygodniu napiszę jednak nic nie obiecuje! 

Jak już sami odkryliście, dałam funkcję "anonimowych komentarzy" czyli teraz może komentować KAŻDY :) (i hejtować :D)

Do następnego <3

piątek, 12 października 2012

Chapter 38 .

Przenieśli ją do samolotu na noszach. Wciąż musiała być pod opieką kroplówki. Byliśmy w dość zadbanym samolocie. Znaczy, był nowoczesny, lecz typowo "szpitalny"... Czeka nas teraz 5 godzinna podróż. 


***

Rodzina Jessie czekała na nas w szpitalu St. Thomas. Nareszcie mogłem ich poznać. Tylko szkoda że w takich okolicznościach... Kiedy dotarliśmy na miejsce, odwieźli Jess do jej sali. Poczekałem z jej rodzicami na korytarzu. Na szczęście jej mama umiała angielski...
- Dzieńdobry, ja jestem Harry. Chłopak Jessici - powiedziałem podając dłoń.
- Bardzo mi miło - uśmiechnęła się jej mama.
Potem przywitałem się z jej ojcem i bratem. Byli bardzo mili. Po 15 minutach wpuścili nas do sali. Postanowiłem jeszcze poczekać na korytarzu. Przez szybę obserwowałem łzy. Sam nie wiedziałem czy szczęścia z zobaczenia jej, czy nieszczęścia z powodu wypadku... Który w sumie sam spowodowałem... Jak ja mogłem do czegoś takiego dopuścić? Dlaczego mnie nie mogło to spotkać? Dlaczego ona? Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos mamy Jessici. 
- Harry wejdź, Jessie chciała z Tobą porozmawiać - uśmiechnęła się.
Odwzajemniłem uśmiech i wszedłem do sali. Zobaczyłem ją śmiejącą się wraz se swoim bratem. Bardzo ucieszył mnie taki widok. Widok jej uśmiechu. Spojrzeli na mnie, po czym mama, ojciec i brat Jessie wyszli z sali co sprawiło że zostałem z nią sam na sam. W sumie to byłem trochę zdziwiony że nie chciała teraz spędzić czasu z rodziną... Usiadłem na krześle obok łóżka. 
- Więc... - zaczęła.
- Tak?
- Harry... Ja nie chcę cię ranić ale... Ja ciebie poprostu nie pamiętam... - była smutna, ja również.
- Czyli...
- Chyba tak...
Uśmiechnąłem się przez łzy i wyszedłem z sali rzucając tylko ciche dowidzenia do niej i do jej rodziców. Postanowiłem odebrać auto i pojechać do domu... Moje życie poległo. Mam dość. Wszystkiego i wszystkich. Była, jest i będzie miłością mojego życia. To się nie zmieni. Nigdy. Lekarze pozwolili mi wyjść tylnym wyjściem ze względu na paparazzi. Odrazu skierowałem się do taksówki. Podałem ulicę i w ciszy przemierzaliśmy deszczowy Londyn. Dojechaliśmy na miejsce, szybko odebrałem auto i ze szklankami w oczach pojechałem do domu. Otworzyłem dom i z płaczem usiadłem na kanapie. Może to frajerstwo ale naprawdę teraz gówno mnie to obchodzi. Tak bardzo chcę ją odzyskać... Choć nie mam szans. Boże Styles! Pozbieraj się! Jesteś facet a nie cipa! Napisałem do chłopaków że u mnie wszystko "ok" i nalałem sobie szklankę wody. Włączyłem laptopa. Jessie i ja na tapecie. Łzy znowu napłynęły do moich oczu. Ona... Ona była dla mnie wszystkim... Wszystkim co dotychczasowo dawało mi szczęście. Oczywiście poza fanami i zespołem. Ona była najważniejsza. Choć znaliśmy się tak krótko... Ja... Ja poprostu MUSZĘ ją odzyskać. Nie wiem jak. Nie wiem kiedy i nie wiem gdzie. Ale muszę.

___________________________________

Hej kochani. Pewnie znienawidzicie mnie za te rozdziały, i ogółem że nie dodaje, ale przelewam myśli na... W tym przypadku do internetu. No. Gimnazjum jak zwykle jest straszne. Co tam u Was? Zastanawiam się czy nie kończyć bloga... Cóż. Do następnego rozdziału! x

http://ask.fm/stylesbitch

niedziela, 30 września 2012

Chapter 37 .

Obudził mnie ból głowy.  Byłam tak strasznie senna, i ten ciągły natłok myśli w mojej głowie... Coś strasznego. Otworzyłam oczy i zauważyłam chłopaka. Leżał głową na moich udach, to był Harry. Chłopak z którym wczoraj spędziłam dzień. Mówił że jestem jego dziewczyną, ale ja go nie pamiętam. Znaczy znam go bo jest bardzo popularny, i Gwen za nimi szaleje. W UK są bardzo popularni. Po XFactorze naprawdę udało im się wybić. Lekarz wszedł do sali i przywitał mnie.
- Jak się pani czuje? - zapytał i popatrzył się na Harr'ego.
- Bardzo boli mnie głowa... Co dalej ze mną będzie? Właściwie co mi dolega?
- Ma pani amnezję, wczoraj potrącił panią samochód i cudem pani przeżyła. Jednak nie odniosła pani większych szkód poza utratą pamięci i zadrapaniami. Otóż dzisiaj helikopter przeniesie panią do Londynu. Z tego co mi wiadomo ten pan - wskazał na Harr'ego - poleci z panią. Jeśli nie ma pani nic przeciwko.
- Ja... Nie, ale co z moją rodziną? Czy oni wiedzą?
- Tak, będą na panią czekać w Londynie. Zaraz pielęgniarka przyniesie leki, a ja jeszcze powiadamiam że helikopter przybędzie po panią za godzinę - uśmiechnął się, pożegnał i wyszedł.
Zaczęłam budzić Harr'ego. Szybko poszło.
- Jeszcze pięć minut mamo - zaśmiałam się.
- Harry, ale tu nie ma twojej mamy - podniósł się.
- Ałaaa moje plecy! Jessie hej kochanie - chciał mnie pocałować, ale ja odsunęłam się - a... No tak, przepraszam zapomniałem...
- Nic nie szkodzi - uśmiechnęłam się - za godzinę wylatujemy, znaczy ja... Nie wiem czy ty też...
- Jeśli mogę, to bardzo chętnie - uśmiechnął się.
- Gwen się ucieszy że ciebie przywiozę.
- Zaraz... Gwen? Pamiętasz ją?
- No tak to moja przyjaciółka. Pracujemy w jednej firmie, jestem początkującą stylistką.
- Pamiętasz to?
- No tak...
Harry uradowany wybiegł z sali mijając w drzwiach pielęgniarkę.
- Jezu, jaki struś pędziwiatr - powiedziała - przyniosłam pani śniadanie i lekarstwa.
- Dziękuję.
Podała leki, i wyszła z sali. Zaraz po tym wszedł tu Harry z lekarzem.
- Czy nie miałaby pani nic przeciwko temu, aby psycholog z panią porozmawiał?
- Nie, oczywiście że nie.
Byłam lekko zdezorientowana.

* oczami Harr'ego *

Ona pamiętała więcej niż wczoraj! To niemożliwe... Może sobie przypomni? Może będę miał szansę aby znowu ją pocałować? Może znowu będziemy razem? Tak bardzo bym tego chciał... Chłopcy przynieśli mi czyste ubrania. Poszedłem się wykąpać w szpitalnym prysznicu i przebrałem się. Moi przyjaciele przywieźli mi również moje walizki. Wiedzieli że prędko nie wrócę. Kiedy się ogarnąłem poszedłem pod salę Jessie. Właśnie wyszedł z niej psycholog. Kierował się do lekarza. Wszedłem do jej sali. Pochłonęła nas rozmowa. Po 15 minutach wszedł lekarz. 
- Nie wiem czy to dobra czy zła wiadomość, ale panna Starwood, jak to określić... Odzyskuje pamięć!
- Ale... Naprawdę?! To wspaniale! Ale... Jak to możliwe?
- Jak mówiłem, jest to dość specyficzny rodzaj amnezji. Nie wiadomo jak, ale według naszych badań ona w ciągu tygodnia wszystko sobie przypomni. Jednak musi pan jej dużo, dużo opowiadać. I nie kłamać - uśmiechnął się - za 30 minut państwo wylatują - uśmiechnął się i wyszedł.
Byłem tak bardzo szczęśliwy! Czeka mnie i resztę co prawda dużo pracy, ale co tam! Ważne że mamy szansę na odzyskanie Jessie!

________________________________

Hej miśki xx. 
No to jest! Obiecuję że w rozdziale 40 będzie coś MEDŻIK *.* :D
Narazie, jest krótko i dupnie i woogle spieprzyłam , ale kij! :D
No, a co tam u Was? :)
Może dałybyście radę dobić choć do 10 komentarzy proszę? :)

Do następnego xxxxxx

niedziela, 23 września 2012

Chapter 36 .

możecie włączyć: http://www.youtube.com/watch?v=WNIPqafd4As

Wtedy moje życie tak jakby runęło. Auto ją uderzyło. Łzy stanęły w moich oczach. Podbiegłem do niej krzycząc o pomoc. Sam nie byłem w stanie teraz gdzieś dzwonić. Poległem na kolanach przy mojej nieprzytomnej dziewczynie i zacząłem płakać. Może i to żałosne, ale miałem to w dupie. Liczyła się ona. Świat mi się zawalił. Nie wiem dzięki komu, ale nadjechała karetka. Odrazu ją zabrali. Pozwolili mi jechać z nimi. Chłopcy dzwonili, ale nie chciałem teraz z nimi rozmawiać. Chciałem odzyskać najważniejszą osobę w moim życiu. Kiedy zabrali ją na jakieś sale, czekałem w poczekalni. Chłopcy się tu zjawili. Opowiedziałem im całą historię, i czekaliśmy. Czekaliśmy na 'wyrok'. Godziny mijały. Ja czekałem. Chłopcy pojechali załatwić sprawy takie jak koncerty i ogółem. Lekarz wyszedł z sali. Poderwałem się z krzesła i zapytałem:
- Co z nią? - głos mi się załamywał.
- Powiadomiliśmy rodzinę, jutro będzie przewożona do Londynu, ponieważ jest tam zameldowana, jej rodzin...
- Ale co z jej stanem zdrowia? - przerwałem.
- Jest stabilny, jednak ma amnezję. Musi pan wybadać jak bardzo jest 'zacofana'. 
- Czyli mogę do niej wejść?
- A kim właściwie pan dla niej jest?
- Ja... Jestem jej chłopakiem. Ale błagam, niech pan pozwoli mi ją zobaczyć! - łzy ponownie pojawiły mi się w oczach.
- Nie powinienem, ale jeśli bardzo ją kochasz to wejdź. Staraj się nie zamęczać jej pytaniami.
Wszedłem do sali i widząc ją poprzyczepianą do różnojakich przyrządów, kabelków, i tak osłabioną zacząłem płakać. Usiadłem na krześle obok. Otworzyła oczy.
- Kim jesteś? - spytała.
- Ty... Ty... Mnie nie pamiętasz? - zacząłem bardziej płakać.
- Jesteś z tego popularnego zespołu... Z XFactora... Ale... Wyglądałeś inaczej. Znaczy w BootCamp'ie.
- Aż tak...
- Ale co?
- Aż tak długo niczego nie pamiętasz - chciałem ją chwycić za dłoń, jednak ją zabrała.
- O czym ty mówisz? Wogóle gdzie ja jestem? Gdzie moja rodzina?
- Opowiem ci całą historię, dobrze? - skinęła głową. - Od czego zacząć... No tak. Jesteś moją dziewczyną - zrobiła dziwną minę i chciała coś powiedzieć - daj mi dokończyć. Mieszkasz w Londynie i jesteś stylistką. Teraz znajdujesz się w Las Vegas, w szpitalu jak widzisz. Trafiłaś tu bo jestem cholernym idiotą... - płakałem. Płakałem bo bałem się że jej nie odzyskam. -Jesteśmy parą co prawda od nie dawna bo od tygodnia, ale... Ale kochamy się całym sercem. I chodź ty mnie teraz nie pamiętasz, ja wiem że gdzieś głęboko w tobie jest cząstka mnie! Błagam... Przypomnij sobie... Błagam... - myślała. Widziałem.
- Harry, tak? - skinąłem głową. - Ja... Ja pamiętam tylko kiedy wychodziłam do pracy... Myślałam że to chwilę temu... Naprawdę nic nie pamiętam... Przepraszam...
- Ja... Nie szkodzi... Ale... - płakałem.
- Nie płacz- pogładziła mnie po ramieniu. 
- Mogę jutro jechać z tobą do Londynu?
- Ale... Simon...
- No tak! Wiesz, One Direction tak się nazywamy jesteśmy odrobinę bardziej popularni niż za czasów bootcampu - usmiechnąłem się.
- One Direction! No tak. Ale.. Ja cię prawie nie znam prawda?
- Nie pamiętasz... Na ogół to jesteś moją dziewczyną, ale... Chyba przepadło - spuściłem głowę.
- Nic nie przepadło! Może sobie przypomnę - uśmiechnęła się. Lekarz wszedł na salę.
- I jak jest?
- Nie pamięta niczego z poprzedniego roku...
- Czyli źle... Ale jest jedna dobra wiadomość! Jest to taki rodzaj amnezji, że jeśli poczuje się tak jak wcześniej była traktowana, jeśli będzie robić to co poprzednio, odzyska choć połowę pamięci z poprzedniego roku. Chciałem również przekazać że koledzy czekają na korytarzu, a pełno fanek jest pod szpitalem.
- Dziękuję.
- Nie ma sprawy.
- Wy jesteście bardzo popularni, prawda?
- Odrobinkę. Jessie... Czy... Mogę cię przytulić?
- Tak, przecież jesteś moim chłopakiem - uśmiechnęła się. 
Objąłem ją delikatnie, i poczułem choć trochę tej mojej Jessie. 
- Dusisz.
- Przepraszam ja...
- Nie szkodzi. 
Pogadałem z nią i wyszedłem na chwilę na korytarz do chłopców. Oznajmiłem że jutro lecę z Jessie do Londynu, nie wiem na ile i wróciłem do niej. Siedziałem z nią, gadałem... Aż usnęła. Ja również.

__________________________________________________

Heej! :*
Wiem, wiem. Dramacik mały :)

Rozdziały wiem że dodaję z poślizgiem, ale wiecie... Szkoła! ._.
Ale na szczęście przez poniedziałek, wtorek i środę mam rekolekcje więc postaram się coś nabazgrać! A tym czasem see ya! xx

wtorek, 18 września 2012

Chapter 35 .

Obudziłam się wtulona w mojego chłopaka. Choć ten jeden raz ja obudziłam się pierwsza! Rozejrzałam się dookoła. Wszędzie jasno. Za drzwiami było słychać lekki harmider, ale zbytnio mi to nie przeszkadzało. Ponownie, położyłam głowę na piersi mojego chłopaka. Zamykając oczy poczułam jego usta na mojej głowie.
- Dzień dobry - powiedział.
- Hej kochanie - podniosłam głowę i go pocałowałam.
- Która godzina? - zapytał zaspany.
- Jest - spojrzałam na zegarek - 10:08.
- Wcześnie.
- No wiem, ale musimy się ogarnąć. No wiesz. O 14:00 macie podpisywanie, a od 19:00 do 22:00 koncert!
- Pięć godzin przerwy?
- Nie, dwie godziny podpisywania, potem spotkanie z fanami z biletem VIP, a następnie przygotowania do koncertu.
- Skąd ty to wszystko wiesz?
- Słucham waszego menager'a! - zaśmiałam się.
- No tak...
- Dobra, ty leż, a ja idę do siebie.
- Czemu chcesz mnie opuścić? - spytał udając płacz.
- Ponieważ muszę się umyć, przebrać i no tak jak mówiłam ogarnąć! A teraz mnie puść.
- Nie - powiedział nadal trzymając mnie za szyję.
- Bo zacznę łaskotać!
- No dobra... - odparł zrezygnowany.
Pocałowałam go jeszcze i wyszłam z pokoju. Tam przywitałam się z Camille i Liam'em, i udałam się do pokoju. Wzięłam szybki prysznic, i ubrałam się w kremową sukienkę, i podobnego koloru balerinki, jeansową katankę i beżowe dodatki (klik). Umalowałam się zwyczajnie, a włosy pofalowałam. Dopakowałam ostatnie rzeczy do walizki i wyszłam z pokoju. 

* oczami Zayn'a *

Przywitałem się z Camille, która również była teraz na śniadaniu. W sumie była tylko ona, z naszej "grupy". 
- Hej - odpowiedziałem i usłyszałem to samo w odpowiedzi - jak tam ostatnia noc w Las Vegas?
- Normalnie, a raczej jestem niewyspana.
- To wyjaśnia te worki pod oczami.
- Serio?
- Żartuję - zaśmiałem się.
- To nie w ten sposób! - lekko uderzyła mnie w ramię.
Każdy jej ruch sprawiał że moje ciało przechodziły dreszcze, każde jej słowo było melodią dla moich uszu, a każde jej...
- ZAYN! - prawie krzyknęła.
- Tak? - spytałem zdezorientowany.
- No nareszcie! Myślałam że masz stan hibernacji - zaśmiała się.
- Zamyśliłem się.
- A o czym?
- A tak wiesz, ogółem - uśmiechnąłem się.
Po chwili doszła do nas reszta. Zjedliśmy śniadanie i każdy poszedł swoją drogą. Ja jako jedyny pozostałem w apartamencie i zacząłem pisać piosenkę.

* oczami Harr'ego *

Poszliśmy w głąb Las Vegas. Co prawda nie mieliśmy za wiele czasu, ale zawsze coś! Odwiedziliśmy duuuuużo sklepów z pamiątkami, i niestety niewiele w nich kupiliśmy. Teraz naszym kierunkiem był McDonald's. Byliśmy głodni pomimo że byliśmy jakąś godzinę temu na śniadaniu! Przechodziliśmy przez pasy, nagle Jessie upuściła portfel, zatrzymała się i wtedy nadjechało auto...

___________________________________

Heeeeeeeeeeeeeeeeeej! <3
Tak, wiem. Linczujcie! ._.
Przepraszam że z takim opóźnieniem, że taki krótki i że taki głupi! :(
Wyjaśniam: z opóźnieniem ponieważ w weekend miałam urodziny no i jakoś tam spędziłam te dni, krótki, ponieważ musze się uczyć!
Jednak gimnazjum jest straszne... 

No! A jak Wam się ten (króciuteńki) rozdział podoba? :)

Do następnego! xx


sobota, 8 września 2012

Chapter 34 .

* oczami Harr'ego *

Obudziły mnie poranne promienie słoneczne. Jessie leżała wtulona w mój tors. No może, raczej spała. Jakby tak pomyśleć że tydzień temu praktycznie marzyłem, aby była moją dziewczyną, a teraz nią jest... Ona... Ona jest poprostu idealna. Nie wyobrażam sobie bez niej życia, choć nasza znajomość trwa krótko. Jednak kiedy ją pierwszy raz ujrzałem, poczułem ten ucisk w sercu, no wiecie. Taki przyjemny. Moje przemyślenia, przerwało pukanie do drzwi. Ktoś wszedł bez pytania.
- Hej Hazza - powiedział Louis.
- Cześć.
- Masz gościa?- zaśmiał się, a ja przytaknąłem - To budź ją, bo jest 12:00 - wyszedł z pokoju śmiejąc się.
- Hej, kochanie, Jessie... - mówiłem jej po cichu do ucha - Pora wstawać.
- Nie wcale nie.
- Ależ oczywiście, już 12:00!
- Która?! - poderwała się z łóżka.
- No... 12:00, leż a nie farmazony odstawiasz - zaśmiałem się, kładąc ją.
- Ale, ja muszę wstać... 
- Potem się wykąpiesz. 
- Potem to teraz? - zaśmiała się.
- Nawet mi porannego buziaka nie dałaś - zrobiłem smutną minkę. 
- Oj no - uśmiechnęła się i pocałowała mnie - a teraz idę się umyć.
- Będę tęsknił.
- Serio? Przez 30 minut? - zaśmiała się słodko.
- Mhm - pokiwałem głową na tak.
- Masz bonusa - uśmiechnęła się, pocałowała mnie i wyszła.
Poszedłem w jej ślady, tuż pod prysznic. 

* oczami Jessici *

Wyprostowałam moje długie blond włosy, i ubrałam się w cytrynową spódniczkę, białą bluzkę w czarne kropki, biżuterię i obowiązkowo czarne koturny (klik). Pomalowałam się i wyszłam z pokoju. W apartamencie nikogo nie było. Spojrzałam na godzinę. 13:28?! Biegnę do pokoju Harr'ego i bez pytania otwieram drzwi. Zastaję tam Styles'a bez koszulki w niezapiętych spodniach który się śmieje.
- Prze... Przepraszam - wydukałam.
- Nie ma sprawy, przecież jesteś moją dziewczyną - uśmiechnął się zapinając spodnie.
- Chciałam powiedzieć że jest w pół do drugiej... Ubierz tą! - dałam mu koszulkę. 
- Dobra, dobra - zaśmiał się.
Ubrał koszulkę, i zeszliśmy na dół. Tam już czekał podstawiony autobus który miał nas zawieźć do hali. Chłopcy mieli mieć tam podpisywanie, spotkanie z fanami z biletami VIP no i koncert.

***

Właśnie byliśmy w drodze do hotelu. Chłopcy jak zwykle dali z siebie wszystko. Kiedy są na scenie są magiczni. Poprostu. Skierowaliśmy się w stronę apartamentu, gdzie ja się wykąpałam i przebrałam w piżamę. Wtem do pokoju zawitała Camille. 
- Hej, można?
- Jasne, siadaj - wskazałam na łóżko.
- No więc... Chyba się zakochałam.
- Haha, ok. Więc kim jest twój wybranek?
- No właśnie tu jest problem... To Zayn.
- Z... Nasz Zayn?!
- Tak, nasz Zayn.
- Ale fajnie!
- No właśnie nie!
- Dlaczego?
- No bo... Uh... Już sama nie wiem... A jak się tobie układa?
- Ale w jakim sensie?
- No że ty i Harry.
- A dobrze, dobrze. Jest uroczy, opiekuńczy, wrażliwy...
- Dobra ej! - zaśmiała się. - To słodkie, ale znając ciebie to możesz tak z kilka godzin!
- Racja...
- Hej Jess.. - nie dokończył Harry który wbiegł do pokoju - No to ja nie przeszkadzam - zaśmiał się.
- Harry, nie. Ja pójdę. Spędź trochę czasu ze swoją dziewczyną - uśmiechnęła się, pożegnała i wyszła.
- No witaj kochanie - powiedział Harry całując mnie.
- Hej misiek.
- Mamy dla siebie cały wieczór, co robimy?
- Spać!
- Ale...
- Spać!
- A moż...
- Spać!
Położyłam go na siłę, wtuliłam się i zasnęłam z prędkością światła.

__________________________________________

Heeeeeeeeeeeeeeej <3
Jak Wam życie mija? xxx 
U mnie zaczęło się winobranie XD . Zaliczyłam dzisiaj dwa razy Top Spina, Extreme i Breakdancer'a... I! Nie zwymiotowałam! W przeciwieństwie do babki obok mnie... No ale łoteva! Massive sorry, za nie dodanie rozdziału wczoraj x.x . Forgive :3

Następny postaram się dodać jak najszybciej :)