czwartek, 30 sierpnia 2012

Chapter 30 .

Otworzyłam oczy. Zegar pokazywał 05:58. Chyba obudziły mnie jakieś szarpnięcia. No tak, bus stanął. Wstałam z łóżka. Wszyscy jeszcze spali. Wyjrzałam przez okno, byliśmy pod jakimś motelem. Andy mi pomachał, a ja odwzajemniłam gest. Pokazał że mam podejść, więc wyszłam z busa.
- Dzieńdobry - powiedział, a ja odpowiedziałam tym samym - sprawa wygląda tak. W tym motelu jesteśmy przez kilka godzin, macie czas aby się odświeżyć, i no wiesz. O 17:00 opuszczamy motel i jedziemy do Comerica Theatre gdzie o 19:00 odbędzie się koncert. Teraz moja prośba! Idź i obudź wszystkich z waszego busa! Mój bus jest już obudzony, a te śpiochy jeszcze śpią - zaśmiał się.
- Jasne, to do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Poszłam do busa, i pierwszą obudziłam Cami, potem padło na Josh'a, nie stawiał oporu, przeciwnie do Zayn'a którego budziłam jakieś pięć minut. Potem Liam i Louis którzy obudzili się po tym jak zaczęłam się drzeć na Zayn'a że ma wstać. Niall również jakoś nie był taki oporny, został mi Harry. Z tym to będzie problem. Zaczęłam nim "kołysać" mówiąc przy tym jego imię, ten uśmiechnął się i przyciągnął mnie do siebie w celu pocałowania. Tego to się fajnie budzi. Kiedy się od siebie oderwaliśmy powiedziałam.
- Dobra, dobra! A teraz marsz do stołu bo mam ważne wieści! - zaśmiałam się.
Kiedy wszyscy już usiedli zaczęłam mówić.
- Jest teraz godzina szósta. Macie teraz wziąć potrzebne rzeczy, iść do recepcji po klucze, znaleźć swój pokój, iść do niego, wykąpać się, potem macie czas wolny, a o 17:00 wymeldowujemy się z hotelu i jedziemy do Comerica Theatre gdzie o 19:00 nasze gwiazdy mają koncert, zrozumiano?
- TAK JEST! - wykrzyknęli chórem.
Zaśmialiśmy się, i potem wszyscy rozeszli się po potrzebne ubrania, i ogółem rzeczy. Dostałam pokój numer 35. Czym prędzej do niego weszłam, zamknęłam i poleciałam pod prysznic. Zrobiłam to co zwykle ludzie robią pod prysznicem, wysuszyłam włosy, i ubrałam się w jasne jeans'y, czarno-biały sweter we wzorki, jak zwykle biżuteria i Vans'y (klik). Umalowałam się zwyczajnie i wybiła siódma. Schowałam "brudy" do torby, i poległam na łóżku. Telefon nie pokazywał żadnych wiadomości. Zamknęłam oczy. Cholera. Ktoś sobie znalazł czas na odwiedziny, chyba nawet wiem kto. No jasne! Harry.
- Hej - powiedział przytulając mnie, i jednocześnie wpraszając się do pokoju.
- Jasne wejdź - zaśmiałam się, zamykając drzwi.
- Przepraszam, stęskniłem się.
- Przez godzinę? - zapytałam a Harry słodko pokiwał głową. - Awww, słodko.
Harry podszedł i mnie pocałował.
- Uzależniłeś się od moich ust? - spytałam chichocząc.
- Od ciebie raczej - zarumieniłam się - nawet nie wiesz jak słodko wyglądasz kiedy masz rumieńce.
- Ej, no przestań tak mówić bo one nie zejdą - zaśmiałam się.
Znowu mnie pocałował. Ja też byłam od niego w jakimś stopniu uzależniona. Nigdy nie miałam takiej osoby jak on, co prawda nie znaliśmy się zbyt długo, ale chyba między nami od początku było jakieś uczucie. 
- Jessica...
- Tak, Harry?
- Kocham cię.
- Wiesz że żaden chłopak, oprócz mojego brata i taty jeszcze nigdy mi tego nie powiedział? - uśmiechnęłam się. - Harry, ja ciebie też.
Znowu się pocałowaliśmy, ale tak jakoś bardziej, no wiecie... Bardziej namiętnie. Kiedy skończyliśmy, położyliśmy się na łóżku przytuleni do siebie. 
- Jessie... Ja mam takie nietypowe pytanie.
- Wal śmiało.
- Czy... No... Czy ja będę mógł z tobą jechać do Polski, po trasie?
- Oczywiście że tak - poczochrałam go po loczkach - moja rodzina napewno chce poznać mojego chłopaka.
- No to już nie mogę się doczekać! - obrócił się do mnie i mnie pocałował.

***

Niezłe zamieszanie. Przydzielono mi Zayn'a i Hazzę. Teraz to Camille miała trójeczkę! 
- Zayn zdecyduj się!
- No dobra, chcę tę granatową!
Zayn już miał przydzielone ubranie, został Harry. Szedł się przebrać. Po chwili wpadłam na niego.
- Dałaś mi nie moją koszulkę - zaśmiał się.
- No tak przepraszam! To jest twoja.
Zaglądnęłam do przymierzalni Zayn'a, było ok. Tak jak chciał ubrał się tradycyjnie, zajrzałam do Hazzy.
- Przepraszam - powiedziałam odrazu wychodząc.
- Nie szkodzi - zaśmiał się zza kotary.
Widziałam jego klatę. Mój boże... Dobra, ogar. Wyszedł. Wszystko ok. Usiadłam na kanapie. Chłopcy weszli na scenę, zaczęli robić to co kochali, a ja poszłam zadzwonić do mamy. Powiedziała że już nie może się doczekać kiedy pozna Harr'ego. No i że tęskni. Resztę występu przegadałam to z Cami, to z Angie, to z Jen. No ogółem to co poprzednio. Kieyd chłopcy skończyli, jeszcze szybko lecieli się przebrać, i na spotkanie, z fanami z biletem VIP, a potem normalne trwające pół godziny spotkanie z fanami. Z Phoenix wyjechaliśmy koło dwunastej w nocy. Teraz przed nami siedmio godzinna podróż do LAS VEGAS! Tam na szczęście spędzimy 3 dni! Chłopcy również wydadzą tam dwa koncerty i odbędą się tam dwa podpisywania płyt. Przebieram się w to co poprzedniej nocy, postanowiliśmy oglądnąć film. Horror, jak zwykle nie wiem jaki. Ale jestem zbyt zmęczona na takie coś, wtulam się w Hazzę, i zasypiam.

______________________________


Hej :3 .
TWITCAM NAPIERW! :)
Pierwszy będzie jutro o 12:00 (podam link jutro), a drugi w niedzielę o 21:00 :)
Mam nadzieję że Wam pasuje, a robię dwa ponieważ nie wszyscy mogą byc jutro o 12 :D .

Blog! Jak jest? Następny rozdział piszę oczami Zayn'a i Camille :)

BTW.. Nie mogę się doczekać premiery Live While We're Young <3 . A Wy ? :) xx

środa, 29 sierpnia 2012

Chapter 29 .

Obudził mnie dźwięk sms'a. Od... Andy'iego. 

" Witaj, chciałem tylko powiadomić że o 10:00 wyjeżdżamy do San Diego, o 19:00 jest tam koncert trwa 3 godziny, potem jedziemy do Phoenix. Nie spóźnij się! :) (tyczy się Zayn'a i Harr'ego) "

Spojrzałam na zegarek w telefonie: 08:00. Jak piorun wyskoczyłam z łóżka prosto pod prysznic. Umyłam głowę, i wysuszyłam ją. Ubrałam się w kremową sukienkę z kokardką, okoronkowaną, czarne koturny, czarną biżuterię i listonoszkę. No i oczywiście Ray-Ban'y (klik)! Umalowałam się. Brudne rzeczy zabrałam z suszarki i zapakowałam. Byłam spakowana. Szybko wiem. To tylko dlatego że nie wyjmowałam wszystkich kosmetyków. No i ubrań. I butów. Zbiegłam na śniadanie. Nałożyłam cokolwiek na talerz i usiadłam sama. Po jakichś 10 minutach dosiedli się do mnie chłopcy. 
- Dzieńdobry - powiedzieli.
- Hej - odpowiedziałam.
- Masz worki pod oczami - powiedział Zayn.
- Wiem - spojrzałam na Harr'ego i się zaśmiałam.
Zjadłam, odniosłam talerz, pożegnałam się i poszłam na górę. Była 09:30. Napisałam sms'a do mamy że mam urwanie głowy, i że dzisiaj jedziemy do San Diego. Sprawdziłam czy wszystko wzięłam, i zeszłam na dół na recepcję. Tam oddałam klucze i postanowiłam z bagażami poczekać na chłopaków. Zdążyłam zauważyć że Tour Bus'y już są. Przyszedł Andy wraz z chłopcami. Coś tam gadali, chyba mnie nie zauważyli. Wstałam i podeszłam do nich, rozmawialiśmy co dalej z trasą abyśmy wiedzieli co i jak. Chwilę przed 10 staliśmy już w całym składzie. W każdym Tour Bus'ie było po osiem łóżek. Do pierwszego zapakował się Andy, ochrona czyli Paul i Andy, basista, Angie, Jen, kosmetyczka i fryzjerka, a do tego drugiego ja, Camille, chłopcy i Josh. Tour Bus'y były śliczne w środku, może nie zbyt przestrzenne, ale przytulne. Zajęliśmy sobie łóżka, ja miałam na pół z Camille, a chłopcy musieli spać w "klitkach". No bo my miałyśmy "łoże małżeńskie" czyli to największe. Ale w sumie dziewczynom się ustępuje! Kiedy odbyliśmy małą bitwę kto gdzie śpi, usiedliśmy przy takim jakby stoliku. 
- To co, gramy tradycyjnie w butelkę? - zapytał Louis.
- Ja to bym poszła spać - powiedziałam.
- Nie, nie, nie! Już idę po butelkę! - powiedział 'oburzony' Louis.
Zmuszona do gry przeczesałam włosy ręką. 
- To co, ja zaczynam?- zaśmiał się Tommo.
Wypadło na Hazzę, chyba to źle wróżyło.
- O! Hazzunio, Loczuś mój kochany!
- O boże... - załamał się Harry.
- Więc, pytanie czy wyzwanie?
- Am...
- Wyzwanie! Rozumiem twój wybór - zaśmialiśmy się - więc... Musisz... - rozejrzał się i zatrzymał wzrok na mnie - wiem! Musisz pocałować Jessie! Ale nie tak normalnie, tak wiesz... Mrau.
- Mój boże Louis... - powiedziałam.
W sumie jakaś tam część mojego ciała się cieszyła bo nigdy bym nie odmówiła jego ustom. Siedzieliśmy koło siebie, więc to nie był jakiś zbyteczny problem, aby się TAK pocałować. Harry objął mnie, potem jedną ręką chwycił za policzek. Jego usta dotknęły moich, potem już szło nam dobrze. Po jakichś 30 sekundach oderwaliśmy się od siebie z uśmiechem na ustach.
- Nie było widać jakbyście chcieli przestać - powiedział Zayn, a inni przytaknęli, ale potem zaczęliśmy się śmiać.
Kontynuowaliśmy grę.

***

Chłopcy i scena to coś idealnego. Zawsze dają z siebie wszystko. Niestety czasem to trwa za krótko. Koncert w San Diego właśnie się skończył. Pożegnali fanów i zeszli ze sceny. Przybiliśmy im piątki, no znaczy przybiłam piątkę tylko czterem, Harry mnie pocałował. To słodkie. Ale nie było czasu na takie rzeczy. Automatycznie udaliśmy się do autobusów. Przed nami Phoenix! W tour busach umyliśmy się na tyle ile to było możliwe, i przebraliśmy w luźniejsze rzeczy. Tzn. nie piżamy, ale też nie stroje na codzień. Ja chyba jako jedyna pożegnałam się z Harry'm buziakiem i poszłam spać. Byłam w y k o ń c z o n a.

____________________________________________

Yaay! ;3

Jest taka sprawa. Więc, zabardzo nie ogarniam w jakich miastach i w jakiej kolejności chłopcy mieli koncerty, więc będzie troszkę po mojemu, jednak ostatni koncert opiszę w Dallas <3 .

twitcam! No więc planuję na jutro około 21 :). Jeszcze dodam dokładnie informacje ;)

Jak Wam się podoba? :) . Proszę komentujcie xx .

Wiem rozdział krótki, ale jestem strasznie zmęczona x_x

btw. HAPPY BIRTHDAY DADDY! <3 . Macie jeszcze śmiesznego Liam'a ( dziewiętnastolatka ) a co! :) xx


wtorek, 28 sierpnia 2012

Chapter 28 .

Rozdział pisałam przy piosence Justin'a Bieber'a - Pray ♥ .


- Harry...Ja... - pierwszy raz w życiu tak się jąkałam. 
Jeszcze w dodatku tyle osób mnie obserwowało... Co do... JEST! Awaria jak na zawołanie. Ciemność w całej hali to coś czego potrzebowałam. Zbliżyłam się bliżej uszu Harr'ego i otworzyłam się.
- Harry, ja też cię kocham - wyszeptałam.
Było słychać jakieś głosy, ludzi starających się to naprawić jednak dla mnie liczył się Harry.
- Czy mogę cię pocałować? - spytał uwodzicielsko.
- Tak.
Harry wyłączył mikrofon, a następnie rzucił go na podłogę, ujął moją twarz w jego magiczne dłonie, i złożył na moich ustach najsłodszy pocałunek w życiu. Żyliśmy chwilą. Zawiesiłam moje ręce na jego szyi, i przysunęłam się bliżej niego, oboje pragnęliśmy tego pocałunku straszliwie mocno. Światła się zapaliły, a my dalej tkwiliśmy w tym przecudownym pocałunku. Po kilku sekundach, usłyszeliśmy gwizdanie, wiwatowanie i jak zwykle piski fanek. Odkleiliśmy się od siebie, popatrzyliśmy sobie w oczy, uśmiechnęliśmy się. Podniosłam mikrofon z ziemi, i włączyłam go.
- Chciałam bardzo przeprosić za całe zamieszanie, ale jednocześnie wam podziękować że dajecie im - wskazałam na chłopców - szczęście. 
Uśmiechnęłam się, pożegnałam i kulturalnie zeszłam ze sceny. Potem usłyszałam jeszcze brawa.
- Dziewczyno! To było piękne! - krzyknęła Camille.
- Przestań, ciekawe co powie Andy. Sama wiesz jaki jest w stosunku do dziewczyn chłopaków.
- Nie przejmuj się tym! Teraz wiesz, czekasz do końca koncertu i... BUM! Romantyczny wieczór z twoim nowym chłopakiem!
- Ale... On nie jest moich chłopakiem.
- Tak, tak. Zobaczymy - zaśmiała się.
Resztę koncertu przegadałam z moją mamą przez telefon. Potem zeszli ze sceny. Dostałam "gratulacje" od chłopców, Harry wziął mnie na stronę w cztery oczy.
- Więc... Zostałabyś moją dziewczyną? - spytał podając mi różę, która swoją drogą nie wiedziałam jak się tu znalazła.
- Ja... Ja... Oczywiście - uśmiechnęłam się najpiękniej jak potrafiłam.
Przycisnął mnie bardziej do ściany, i pocałował. Moje życie stawało się teraz bardziej kolorowe niż było.
- A jak myślisz co powie na to Andy?
- Nie przejmuj się nim, przeżyje - uśmiechnął się.
- Harry! Musimy iść! Za godzinę w hotelu macie dla siebie całą noc - krzyknął Liam.
- Teraz muszę iść, ale dzisiaj nie zaśniesz, kochana - pocałował mnie szybko, wręczył różę, i pobiegł.
Poszłam do pokoju w którym na chłopców czekała ekipa. Był tam sam... Andy. Nikogo poza nim. Chciałam się wycofać, ale...
- Zostań proszę i porozmawiaj ze mną.
- Dobrze.
Usiadłam przy stole, i czułam się niczym na przesłuchaniu.
- I znowu to robisz...
- Ale co?
- Boisz się mnie! - przemilczałam to. - Nie ma czego! Chciałem tylko powiedzieć, że narazie do końca trasy musisz nadal pracować, no i oczekuj nie miłych opinii na twój temat, ale to minie. A pozatym to gratulacje! 
- Dziękuję... - byłam troszkę zmieszana.
- Chyba nikt cię nie powiadomił, pod halą czeka auto, które ma was zawieźć do hotelu, ja i chłopcy przyjedziemy potem, narazie! I do jutra.
- Dowidzenia.
Skierowałam się do wyjścia, wsiadłam do auta i w żwawym towarzystwie dojechaliśmy pod hotel. Automatycznie skierowałam się do mojego pokoju. Rzuciłam wszystko i poszłam wziąć prysznic. Ubrałam się moje paskowe, leggins'y,  przykrótką koszulkę, no i moje piękne królikowe papcie (klik), umyłam zęby, zmyłam makijaż, i poszłam się położyć. Co prawda nie miałam zamiaru spać, ale chciałam poczytać. W tem ktoś zapukał do pokoju. No tak! Harry obiecał że nie da mi spać... Cieszyłam się. Poszłam otworzyć.
- O widzę że nie tylko ja tu jestem w piżamie - powiedział przytulając mnie i zamykając za sobą drzwi - mamy całą noc, zacznijmy od tego że chcę ciebie pożądnie wycałować - zaśmialiśmy się.
Usiedliśmy na moim łóżku.
- Rozmawiałeś z Andy'm? - spytałam.
- Tak, powiedział że on już się nie miesza w nasze życie prywatne i że z tobą gadał, ale teraz nie o tym. Moje usta marzyły o tym aby cię pocałować, od dobrych dwóch tygodni, i jeszcze im mało więc daj im te szczęście - zaśmiałam się.
Harry lekko przyparł mnie swoim ciałem i zaczął całować. Z początku delikatnie, ale potem pogłębiał. Ja nie protestowałam, w końcu też tego chciałam.
- Obejrzyjmy jakiś film - zaproponowałam.
- Ale będę mógł cię całować kiedy chcę!
- Niech ci będzie.
Harry chwycił pilota, a ja usiadłam mu pomiędzy nogami, szukaliśmy czegoś w telewizji. Postanowiliśmy wypożyczyć film z hotelowej wypożyczalni. Oczywiście horror. Harry wziął jakiś mało znany z bardzo dobrymi opiniami. Zaczęliśmy oglądać. Ja jak zwykle się bałam, ale teraz to inna bajka. Non stop mnie całował, po polikach, czole, nieraz kiedy się odwracałam to w usta. Resztę nocy, przegadaliśmy. Około 05:00 stwierdziliśmy że przyzwoicie będzie jeśli Harry pójdzie do swojego pokoju, więc pożegnaliśmy się i bardzo szybko zasnęłam.

________________________________________

Uf! <3 .
Macie, są nareszcie razem :3 . Powiem Wam że sama się cieszę >.< . Haha, a Wy co myślicie? :)

Kiedy proponujecie abym zrobiła TC? :)

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Chapter 27 .

Harry był chyba zdenerwowany równie tak jak ja. Jednak mimo wszystko odważnie patrzył mi w oczy. On nie wiedział jakimi uczuciami go darzę, on nie wiedział jak bardzo mi na nim zależy. Każdy jego dotyk przyprawiał mnie o przyjemne dreszcze, każde jego słowo było melodią dla moich uszu, każdy jego ruch był idealny podobnie jak on. Chyba się trochę rozmarzyłam...
- Jessie... - zaczął bardzo niepewnie.
- Tak?
- Chciałem ci coś powiedzi...
- Tu jesteście! A myśmy was szukali! - powiedział pijany Niall wchodząc do pokoju.
Teraz mogłam spokojnie powiedzieć że byłam wkurwiona. Tak mało mnie dzieliło aby poznać jego zdanie. 
- Co chcecie? - zapytał oschle przjaciół.
- Idziemy spać, już późno.
Wyciągnęli go z mojego pokoju, a on wychodząc cicho wypowiedział tylko "I'm sorry".  Poszłam wziąć szybki prysznic, nastawiłam budzik na 10:30 i zasnęłam.

***

Znienawidzony przeze mnie dźwięk budzika właśnie przestał dzwonić. Otworzyłam oczy i podparłam się na łokciach. Lekko bolała mnie głowa, aczkolwiek nie było aż tak źle. Przypomniał mi się wczorajszy wieczór. Było tak pięknie... Muszę wziąć prysznic! Ta... Nagłe olśnienie. A więc, poszłam wziąć ten cholerny prysznic który u mnie był nieunikniony. Owinęłam się w biały hotelowy ręcznik i poszłam po ubrania. Zaniosłam rzeczy do łazienki i zaczęłam suszyć moje długie blond włosy, które potem dokładnie wyprostowałam. Ubrałam się w moją jeans'ową sukienkę do połowy ud  długim rękawem, potem miałam zamiar założyć moje ukochane czarne koturny, obowiązkowo czarna torebka i biżuteria (klik). Czas na make-up. Korektor, podkład, rozjaśniające cienie do oczu, eyeliner, kredka, tusz i kokosowy błyszczyk. Jestem gotowa. Spoglądam na mój telefonowy zegarek: 11:32. Szybko schodzę na śniadanie. Szwedzki stół. To lubię. Na pierwszy rzut oka nie zauważyłam nikogo z 1DHQ. Wzięłam sobie talerz na który potem nałożyłam chleb, masło i pomidora, wzięłam szklankę soku pomarańczowego i zaczęłam szukać stolika. Zauważyłam Josh'a. Postanowiłam się do niego dosiąść.
- Dzień dobry - powiedział.
- No witaj zacny obywatelu. Nikogo poza nami nie ma?
- Była Camille, ale poszła porozmawiać z mamą.
- O właśnie! Poczekaj tylko ja napiszę do swojej.
Wyjęłam telefon, i napisałam do rodzicielki że u mnie wszystko dobrze i że dzisiaj będę po raz pierwszy przygotowywać One Direction do koncertu. 
- Już.
- No to fajnie, bo właśnie idą nasze gwiazdy - uśmiechnął a ja się obróciłam.
Rzeczywiście nasza piąteczka śpiewaków właśnie się do nas dosiadła.
- Hej - powiedzieli, a my im odpowiedzieliśmy.
Zjedliśmy, i skierowaliśmy się do And'iego który czekał przy recepcji. 

***

Dojechaliśmy już do Gibson Amphithearte. Tu miałyśmy wystilizować chłopców, a Angie i Jen które były ich makijażystkami miały im wszystko ładnie obrobić. Tu też miała się odbyć próba generalna. Była godzina 15:00. Weszliśmy za kulisy ogromnej sali. Zaczęło się. Ja miałam ubrać Louis'a, Hazzę i Niall'a, a Cami Zayn'a i Liam'a. Wszystko szło szybko i sprawnie. Zostało na tym że Lou będzie w czerwonych spodniach i białej bluzce w granatowe paski, do tego całe białe Convers'y, Harry pozostał w białych Convers'ach, beżowych spodniach, białej koszulce i marynarce którą uwielbia, Niall jak zwykle czerwone polo, beżowe spodnie i granatowe Supry, no a Cam ubrała Zayn'a czerwono-białe Nike, również beżowe spodnie, biały t-shirt i jego ulubioną baseball'ówkę, a Liam'a w beżowe spodnie, koszulę w kratę i czerwone Convers'y. Ubiór gotowy. Teraz Jen i Angie, zajęły się ich włosami i twarzami. Również gotowe. Była 16:00. Zaczęły się próby. Andy kazał całej ekipie, poza muzykami, pozostać tuż za kulisami. W razie "w". Do koncertu pozostało 15 minut. Fani zaczęli się schodzić na salę. Chłopcy teraz również byli za kulisami. Byli dość zdenerwowani. A najgorsze było to że nawet ich własnego menager'a tu nie było ponieważ pojechał załatwiać inne sprawy z nimi związane. 
- Ej, wiecie przecież że jak zwykle świetnie wam pójdzie - mówiłam.
- Dzięki - odpowiedzieli. 
- Dobra na nas czas- powiedział Liam.
Wyszli na scenę i zaczęli koncertować.

***

Koncert trwał już 3,5 godziny. Mieli za sobą, wszystkie piosenki z ich albumu, wybrane przez fanów covery, zostały im jeszcze tylko pytania od fanów. Oni naprawdę świetnie się czuli na scenie, uśmiech nie schodził z twarzy żadnemu, widać było że kochają to co robią. Zapatrzona w nich, i rozmarzona w pewnym momencie stanęłam jak wryta. Harry powiedział moje imię. On... On...
- No Jessie, proszę tylko na chwilę. 
Wskazałam na siebie palcem, a on pokiwał głową. Ja tylko pokręciłam na nie. Cami, Angie i Jen mnie tam pchały, Harry też mnie prosił, ale ja byłam strasznie nieśmiała.
- Kochani poproście ją aby do nas wyszła! - krzyknął do mikrofonu.
Fani zaczęli krzyczeć moje imię. To chyba sen, po co ja im tam? Camille dopięła swego. Wypchnęła mnie tam. Harry do mnie podszedł, i zaciągnął na sam środek sceny, reszta zespołu, uważnie się przyglądała temu co Harry wyprawia.
- Jessie, sama wiesz że los zrządza nas tak że nigdy nie możemy w spokoju normalnie porozmawiać, więc powiem to teraz - byłam oszołomiona - drodzy fani - powiedział do publiczności - Jessica Starwood, to osoba którą darzę wyjątkowym uczuciem. Jednak wcześniej nie byłem na tyle odważny, aby powiedzieć jej to prosto w jej piękne oczy. Kochani, oto dziewczyna w której się zakochałem. Oto dziewczyna którą... Którą kocham.
Łzy zaczęły mi lecieć po policzku, a fani oczekiwali mojej reakcji podobnie jak Harry, chłopcy i wszyscy którzy to widzieli. Nabrałam powietrza w płuca, i zaczęłam mówić.

__________________________________

Jak myślicie co będzie dalej? ^^
Może jednak za szybko rozkręcam? : /

Twitcam! Robić czy nie? Sama nie wiem... Chcecie mojego FB czy coś takiego? XD

niedziela, 26 sierpnia 2012

Chapter 26 .


Owinęta w ręcznik, podeszłam do szafy w celu wybrania ubrań na wieczór. Zdecydowałam się na sukienkę czarno-brokatową, szpilki i biżuterię (klik). Położyłam ubrania na łóżku i poszłam do łazienki się przygotować. Z chłopcami i Cam byliśmy umówieni pod recepcją o 20:00, a była już 19:15. Dokładnie wysuszyłam włosy, które potem delikatnie zalokowałam i włosy miałam gotowe. Teraz makijaż. Nakładam podkład, trochę różu na policzki, lekko pomalowałam oczy brokatem, podkreśliłam eyeliner'em i kredką do oczu i starannie wytuszowałam, na usta nałożyłam matową pomadkę w kolorze jasnego różu, i byłam gotowa do wyjścia. Jestem debilem... Tak, w sumie mogę iść na imprezę w ręczniku! No więc ubieram się, jest 19:55, chwytam moją czarną kopertówkę, wkładam klucze do pokoju, pomadkę i puder, i wychodzę. Pod recepcją byli już wszyscy, stali jakby tyłem do mnie, no w sumie to stali odwróceni w drugą stronę, ale to już nieważne. Podchodzę do nich.
- No hej, możemy iść - powiedziałam.
- Dobra boże czy ty możesz wyglądać choć troszeczkę mniej seksownie?! - prawie wydarł się Harry, a wszyscy obrzucili go dziwnym spojrzeniem.
- Harry... Wow... - rzekł Lou.
Bez dalszych 'farmazonów' wyszliśmy z hotelu. Nierozumiem ich zadumy, przecież Camille była równie ślicznie ubrana! Miała na sobie lekko bufiastą czarną sukienkę, z mini gorsetem, na którym był uroczy wzorek, a całość sukienki, obszywała kokarda w kolorze ecru, czarne szpilki z kokardką, i biżuterię(klik). Wogóle wszyscy wyglądaliśmy wspaniale! Limuzyna podwiozła nas do klubu "Troubadour ".

***

Nie byłam zbyt pijana. Ogółem cały czas kręciłam się przy Harry'm ponieważ inni rozeszli się po całym klubie, a on był ogromny. Harry w sumie wypił tyle co ja czyli mniej więcej trzy "Kamikaze". Tańczyliśmy już dobre dwie godziny. W pewnym momencie, Dj puścił wolniejszą piosenkę, momentalnie spojrzałam na Hazzę, a on na mnie.
- Pozwolisz? - spytał.
- Z miłą chęcią - odpowiedziałam z uśmiechem.
Objął mnie w pasie, a ja zarzuciłam mu ręce na szyję. Cały czas patrzyliśmy sobie w oczy.

* oczami Harr'ego *

Czy możliwe że moje marzenia, po raz kolejny się spełnią? Ona była... Idelana. Nigdy, poprostu nigdy w nikim się nie zakochałem tak jak w niej. Jessica... Od dawna według mnie jest to imię anioła. A teraz kiedy tańczymy ten wolny taniec... To mogłoby się nie kończyć. Nigdy. Uśmiechnęła się do mnie, ja do niej również. Piosenka się skończyła. Z lekką niepewnością chwyciłem delikatnie jej policzki i pocałowałem ją. Myślałem że mnie odrzuci, a ona tylko zawiesiła ponownie swoje ręce na mojej szyi. 
- To co, uciekamy stąd i idziemy na spacer? - spytałem.
- Pewnie.
Wyszliśmy z klubu, i skierowaliśmy się w stronę parku który był jakieś 200 metrów od klubu.
- Wiesz że nie powinniśmy tego robić? - powiedziała przerywając ciszę.
- Ale czego?
- No wiesz, nie powinniśmy flirtować ze sobą.
- Przecież jesteśmy ludźmi, wydaję mi się że to normalne.
- Tak, tak. Ale sam wiesz jak Andy reaguje na jakieś flirciki.
- Proszę nie nazywaj tego tak.
- To jak?
- Sam nie wiem, ale nie tak. Porozmawiajmy o czymś innym - no jasne Styles. Ty zawsze odbiegasz od ważnego tematu.
- Może wrócimy do hotelu i jak ludzie porozmawiamy w pokoju, nie żeby coś, ale mnie oczy bolą od tych fleszów - zaśmiała się.
- Ok, to chodź - chwyciłem ją za nadgarstek i ruszyliśmy w stronę taksówek.
Miała rację, ci fotoreporterzy spokoju mi nigdy nie dawali. Tak jak i zresztą Louis'owi, Zayn'owi, Niall'owi i Liam'owi. Podałem mu nazwę hotelu, pod który nas zawiózł. 
- Do kogo idziemy? - spytałem.
- Nie wiem, a do kogo wolisz?
- Ja mam lekki bałagan - poczochrałem nerwowo moje włosy.
- To idziemy do mnie - uśmiechnęła się.
Dojechaliśmy na piąte piętro, i skierowaliśmy się w stronę jej drzwi. Otworzyła je i weszliśmy. Oboje usiedliśmy na łóżku.
- To o czym gadamy? - spytałem.
- Wiesz że TA rozmowa nas nie ominie.
- Tak wiem. 
- Więc?
- Więc, co?
- No powiedz. Przecież nie bez powodu, byś mnie całował dwa razy - zachichotała.
I to był jeden z największych dylematów mojego życia. Wyznać jej uczucia, czy nie. Tak czy nie... Ugh.

_____________________________________

Hej! 
Pozwalam Wam mnie zabić :c. 
Nie dodałam rozdziału rano :CCCCCCCCCCCCC. Wybaczcie! :C

Co myślicie? Nie przesadzam? 

Chciałybyście żebym zrobiła Twitcam'a? ^^

No to do następnego ! <3

sobota, 25 sierpnia 2012

Chapter 25 .


Obudził mnie budzik. 01:30. Chyba reszta jeszcze śpi. Przecieram moje zaspane oczy ręką, i jak codzień przeczesuję grywkę, ręką. Wstaję i kieruję się do łazienki.Biorę szybki prysznic, owijam się w ręcznik, i idę po rzeczy. Ubieram się w jasne jeans'owe rurki, bluzkę ombre, koturny od Campbell'a, biżuterię, no i moją czarną torbę (KLIK). Maluję jak zwykle, suszę i prostuję włosy i jest 02:00. Wychodzę z pokoju. Chłopcy już wstali. Znaczy na dole zastałam tylko Liam'a, czyli że reszta jest w pokojach.
- Hej - powiedziałam.
- Hej Jess.
- W czym jedziecie? - spytałam.
- Jak widać - powiedział.
- Czyli reszta podobnie, tak? - spytałam, a on skinął głową.
Czyli oni jak również i ja, mają gdzieś wygodę i ubierają się normalnie choć czeka nas 10 godzin w samolocie.
- A jak będziemy siedzieć? - spytałam.
- Miejsca będą po cztery osoby, a jedzie nas ósemka.
- A ochrona?
- Będzie lecieć w osobnym sektorze.
- Aaa, no okej.
Reszta już zeszła na dół, walizki na nas czekały więc wyszliśmy z domu i zapakowaliśmy się do van'a który został podstawiony pod nasz dom. Byłam strasznie śpiąca. Jak każdy chyba. Do lotniska mieliśmy 30 minut jazdy, więc chyba zdążymy bez żadnych poślizgów. Tak jak mówił Li, chłopcy ubrali się zwyczajnie, ponieważ w L.A. mamy być około 13:00. Mam nadzieję że uda mi się zasnąć w samolocie.
- Co się nie odzywacie? Jedziemy do L.A.! - przebudził nas Zayn który jako jedyny miał masę energii.
- Spać - odrzekł Niall.
- Będziesz miał 10 godzin na spanie, teraz jedziemy, jedziemy! - chyba brał jakieś tabletki.
- Zayn uspokuj się - skarcił go Liam.
- Przepraszam tatusiu - rzekł Malik z miną zbitegi pieska.
- Jesteśmy! - oznajmił kierowca.
Była dokładnie 02:27 czyli nie spóźnimy się! Wysiedliśmy z auta, gdzie następne mini-auto zabrało nasze bagaże i udaliśmy się do budynku lotniska. Tam na nas czekali już Camille, Josh, ochrona, ale gdzie był Andy? No nic. Poszłam się przywitać z Cami. No i z Josh'em.
- Wow, jak ostatni raz ciebie widziałem to nie pamiętałaś jak się nazywasz- powiedział śmiejąc się, a ja wystawiłam mu język.
- No to ludzie czas na odprawę!
- A gdzie Andy? - spytał Li.
- Nie mówił wam? Przecież on od kilku godzin jest w Los Angeles. Czeka na nas - uświadomił nas Paul.
Chłopcy wymienili jeszcze kilka zdań i poszliśmy na odprawę.

***

Zajęliśmy miejsca i czekaliśmy na resztę pasażerów. Bałam się troszkę. No bo kto by się nie bał. Mieliśmy zarezerwowane osiem miejsc, na tyle siedziałam ja, Cami, Zayn i Harry, a obok nas Liam, Niall, Josh i Louis. Siedziałam pomiędzy Camille, a Hazzą który siedział przy oknie. Nareszcie! Na pokład weszła stewardessa. Oznajmiła że za chwilę odlot i że należy zapiąć pasy. Po kilku minutach samolot zaczął się poruszać.
- Boisz się? - spytał się Harry, a ja skinęłam głową.
Chwycił moją dłoń i mocno ją ścisnął. A ja się uśmiechnęłam.
- Jakbym przypadkiem położyła sobie głowę na twoim ramieniu, no wiesz gdybym zasnęła, to nie miej mi tego za złe.
- Przecież wiem - zaśmiał się.
Samolot wzniósł się do góry, a ja zamknęłam oczy. Mam nadzieję że lot szybko minie.

***

- Przepraszam, już dolecieliśmy. - obudziła nas stewardessa.
Otworzyłam oczy i tak jak podejrzewałam miałam głowę na ramieniu Hazzy, ale tym razem Harry również miał głowę na mojej! Jednak za chwilę ją zabrał bo się obudził tak jak pozostali. Wstaliśmy ze swoich miejsc i udaliśmy się do wyjścia na lotnisko LAX.
- Jess, idziesz do łazienki? - spytała mnie Cami, a ja skinęłam głową.
- Jakoś szybko minął ten lot - powiedziałam.
- Bo spaliśmy - zaśmiała się. - Chyba się zakochałam w tym lotnisku.
- Dlaczego?
- No jest takie duże! I to Los Angeles! - teraz to ja się zaśmiałam.
- Masz przy sobie kosmetyki? - spytałam.
- Tak, a ty?
- Również.
Poprawiłyśmy włosy i makijaż i odświeżone wyszłyśmy z łazienki. Koło chłopców już były nasze bagaże i Andy. Już o czymś dyskutowali. Chyba o hotelu.
- Czyli w jakim będziemy? - spytał Josh.
- W hotelu W. I też każde w was będzie miało osobny pokój.
- Skąd taka zmiana? - zapytał Zayn.
- Hotel W jest bliżej hali na której będziecie jutro występować. Witam nasze stylistki! - powiedział Andy podając nam ręki.
- Dzieńdobry - odpowiedziałyśmy.
- Jessie jak się z tymi wariatami mieszkało? - spytał mnie.
- Bardzo fajnie - odpowiedziałam.
- Słyszałem że byliście na dużych zakupach.
- Tak.
- Czy ty się mnie boisz? - spytał a ja się zaśmiałam.
- Nie, proszę pana nie boję się.
- To czemu jesteś taka sztywna? W końcu to L.A.! A! Dzisiaj możecie sobie pobalować, ale jutro o 12:00 macie być wszyscy gotowi przed hotelem. Jutrzejszy koncert jest o 17:00 i trwa 4 godziny.
Mogłabym posłuchać dalej ale zadzwonił mi telefon. Ładnie przeprosiłam i odebrałam.
- Hej mamo.
- Cześć córeczko, jak tam dolecieliście już?
- Tak właśnie jesteśmy na lotnisku, potem zadzwonię, dobrze?
- Dobrze kochanie.
- Kocham cię bardzo mocno, ucałuj i uściskaj wszystkich, paa!
- Dobrze, ja ciebie też! Trzymaj się i pozdrów wszystkich.
Rozmowy z mamą zawsze podnosiły mnie na duchu. No ale z nią rozmawiałam po polsku, ponieważ było nam łatwiej. Chłopcy jeszcze chwilkę rozmawiali i pojechaliśmy do hotelu.

***

Dostałam pokój 356. Każdy miał pokój koło siebie, a więc było łatwiej do zapamiętania. A co do pokoju, to jest piękny! Mam widok na budynki, ale i tak jest cudownie. Rozpakowałam rzeczy, i ktoś zapukał do mojego pokoju.
- Proszę!
To Harry.
- Hej, widzę że się już rozpakowałaś - powiedział przytulając mnie. - Idziemy wieczorem na dyskotekę idziesz z nami prawda?
- Jasne, jakoś trzeba powitać Hollywood!
- No to do wieczora - powiedział, pocałował mnie w policzek i wyszedł.
On wyszedł a ja stałam jak wryta... pocałował mnie! No dobra w policzek... Ale to zawsze coś! Szczęśliwa opadłam na łóżko.

_____________________________________


Hej moi najdrożsi! : )

Przepraszam że tyle nie było tu nic :c .
Jak Wam się podoba? xx
Chcecie żeby był mocny flirt między Jess a Hazzą czy nie za bardzo? :D

Kolejny rozdział jutro rano xx.

piątek, 24 sierpnia 2012

#important

Kochani! Więc! Dziękuję za tyle wyświetleń! To jest magia! <3

Rozdział będzie jutro rano, bo miałam mały poślizg : /


poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Chapter 24 .


* oczami Harr'ego *

Obudziły mnie dość głośne dzwięki dochodzące z dołu. Przetarłem moje zaspane oczy, i wstałem kierując się na dół. To Liam który wraz z jakimiś chłopakami wnoszą do domu już chyba dziesiątą walizkę. Bez zastanowienia postanowiłem pomóc. Zostały jeszcze dwie walizki, wziąłem je i odstawiłem do pozostałych.
- To wszystko, dowidzenia! - powiedział jeden z chłopców, a my odpowiedzieliśmy tym samym.
- Serio? 12 ogromnych walizek o - spojrzałem na zegarek- 8:00 rano?!
- No tak, na każdą osobę są po dwie, a Camille już dostała.
- Idę spać.
- O nie, nie, nie! Skoro już wstałeś to teraz trzeba wszystkich obudzić!
- Lubię w tobie tego egoistę! - zasmialiśmy się.
- Nie chodzi o to, trzeba im dostarczyć walizki do pokoju, ale potem. Teraz do budzenia! Ty bierz Zayn'a i Jessie, a ja biorę Niall'a i Lou!
- Ej! Mam dwie najcięższe osoby do obudzenia!
- Ups! - zaśmiał się i rozeszliśmy się.
Najpierw poszedłem do Zayn'a. Skoro to przyjaciel to bez zastanowienia 'naskoczyłem' na niego i zacząłem po nim skakać, krzycząc:
- Time to wake up! Noooow! C'mon! Get up!
- Już... No! Wstanę, jeśli ty ze mnie zejdziesz.
- Jasne - zszedłem z niego i zabrałem mu kołdrę wychodząc z pokoju.
Coś się jeszcze darł żebym mu ją oddał a ja zostawiłem ją przed drzwiami. Liam widząc to i jednocześnie wychodząc z pokoju z Niall'em zaśmiali się. No to teraz do Jessie. I znowu ją budzę. Ale przecież nie łatwo obudzić anioła, prawda? Wszedłem po cichu do jej pokoju, a ona spała lekko skulona, owinięta w kołdrę... Mówiłem że to anioł! Przykucnąłem przy jej twarzy i zacząłem ją delikatnie szturchać. W tym momencie do pokoju wparował Zayn.
- Aha, czyli po mnie skaczesz, a ją to delikatnie? O nie, nie! - prawie krzyczał i... wskoczył na jej łóżko.
Przyglądałem się całej sytuacji.

* oczami Jessici *

Czułam ciężar na swoim ciele. Jakby ktoś po mnie skakał. Otwieram oczy i co widzę? Kurwa! Widzę jak JESZCZE żyjący pan Malik po mnie skacze! Tego jeszcze nie było! A Harry sobie tak beztrosko stoi z tyłu, i po cichu się śmieje! Boże, z kim ja żyję?
- Zayn spierdalaj! - krzyknęłam.
- Uuuu... Jaka groźna! Lubię takie! -śmiał się.
- Masz 3 sekundy na zejście, albo wylądujesz w basenie!
- Tak, tak!
Odliczyłam do trzech, ale potem wybuchłam! Zayn upadł na ziemię, a ja wstałam, i zaczęłam go ciągnąć za koszulkę na dół. On zdążył wstać, a że ja z rana nie miałam siły to wziął mnie na ręce i zaczął biec w stronę basenu! Już wiedziałam co on chce żeby mnie czekało, ale nie tak szybko! Kiedy nad basenem miał zamiar mnie wrzucić pociągnęłam go za sobą za koszulkę, i oboje wylądowaliśmy w wodzie. Ja wiedziałam że on nie umie pływać, ale mógł ze mną nie zadzierać a było płytko!
- Masz za swoje!
- A ty masz szczęście że jest tu płytko!
- Hahahahaha - pozostała czwórka ubolewała ze śmiechu.
- Poranna impreza w basenie?
- Czemu nie!
Zaraz potem nasza cała szóstka była w basenie.
- Jesteście nienormalni! - powiedziałam.
Spojrzeli się na siebie porozumiewawczo, i zaczęli się do mnie zbliżać.
- Nieeee! - krzyczałam kiedy wzięli mnie na ręce.
Wyrzucili mnie chyba na metr nad wodą i z hukiem plasnęłam do wody. Nie powiem. To strasznie bolało. Postanowiłam dać im nauczkę i nie wynurzać się z wody. Ciekawe kto pierwszy zareaguje. Słyszałam tylko z nad tafli wody.
- Ej, ona się nie wynurza - to chyba Louis.
Zaraz potem ktoś wziął mnie na ręce. Ale teraz ja już nie na żarty zakrztusiłam się wodą. Zaczęłam kaszleć, otworzyłam oczy i nad moją twarzą był Harry. Położył mnie na lądzie i sam na niego wyszedł, podobnie jak wszyscy. Ja odkaszlnęłam wodę, i w sumie to było ok.
- A co jeśli ona umrze? - spytał Niall.
- A gdzie zostawimy ciało? - zapytał Louis, a ja się głośno zaśmiałam.
- Czuję się dobrze, i Louis. Hahaha, może zakop mnie na polu marchwi? - śmiałam się.
- Udawałaś? - spytał Zayn.
- Na początku tak, bo chciałam wam dać nauczkę, ale potem na serio zakrztusiłam się wodą. A tak swoją drogą, to bardzo fajna pobudka! - powiedziałam z sarkazmem.
- Na początku myśleliśmy że się z Zayn'em pozabijacie - powiedział Harry.
- Na drugi raz dajcie mi się obudzić samodzielnie, albo chociaż za pomocą budzika!
- Ok - powiedział Harry pomagając mi wstać.
- Idę się ubrać, i jak coś to siedzę w pokoju i się pakuję - powiedziałam wychodząc z tarasu.
Z tyłu usłyszałam że dla każdego są dwie walizki, więc tyle sobie wzięłam i poszłam z nimi na górę. Ubrałam na siebie mój stary dres, otworzyłam szafę. Mam dużo roboty. Ale napewno jedną walizkę przeznaczę na buty! Taką moją, nieco mniejszą od tych. Zaczęłam pakowanie.

***

Godzina: 17:23. Stan: Prawie spakowana. Chłopcy skończyli chyba pięć godzin temu, ale nie! Ja muszę się pakować osiem godzin! Znaczy w sumie od 20 minut staram się je dopiąć. Te dwie od chłopców są zapełnione na full tylko ubraniami, jedna moja lekko mniejsza jest cała w butach, no a trzecia jest mała, i w sumie to jest torba, na kosmetyki.
- Pomocy! - krzyczałam.
- Co się s... O cholera - powiedział Harry wchodząc do pokoju z pozostałą czwórką.
- Ja mam jeszcze trochę miejsca w tej drugiej - powiedział Louis, a inni przytaknęli.
- Tak, tak. No fajnie a teraz siadać na walizkach! Tylko nie na tej! - wskazałam na walizkę z butami. - Tam są moje maleństwa!
Chłopcy się zaśmiali, Lou i Harry usiedli na jednej, a Niall i Liam na drugiej. Zayn pomagał mi zapinać.
- A o której mamy wylot wogóle? - spytał Niall.
- Andy mówił że o 02:30 mamy być na lotnisku.
- Że co?! - krzyknęłam.
- No tak, a! Zapomniałem powiedzieć... Przepraszam - powiedział Liam.
- Nie no dzięki! A Cami chociaż wie?
- Tak powiedziałem jej - odrzekł Zayn.
- Dobra, więc no.
- Co? - spytał Niall.
- No nic! - zaśmiałam się.
Poszliśmy wszyscy na dół, zrobiliśmy naleśniki, i miło spędziliśmy wieczór.

____________________________________________


Hej kochani! xx
Dodaję teraz ponieważ dzisiaj nocuję u koleżanki i nic nie dodam do jutrzejszego wieczoru ;(
Podoba się? :)
Mówiłam że jestem podniecona w cholerkę że tyle wyświetleń i obserwartorów? :3

Bye! <3

niedziela, 19 sierpnia 2012

Chapter 23 .


Do moich zaspanych oczu właśnie dotarły promienie słońca. O dziwo leżałam sama na kanapie w salonie. Duży zegar wskazywał 09:36, znowu wcześnie wstałam... Poszłam do kuchni, i na stole zauważyłam karteczkę:

"Hej Jessie! Wyszliśmy z chłopcami i z Andy'm (manager) pozałatwiać do końca sprawy związane z wyjazdem, wrócimy późno :( Ale za to umówiliśmy Cię na spotkanie 'zapoznawcze' z Camille! :) O 11:00 podjedzie po Ciebie! Miłej zabawy! :) xx - Harry, Niall, Zayn, Louis, Liam. "

Czyli menager to Andy! Dobrze wiedzieć. Nalałam sobie do szklanki soku pomarańczowego i sączyłam go powoli. Odłożyłam kartkę i poszłam na górę wziąć prysznic. Przetarłam ręką zaparowane lustro i spojrzałam na swoje odbicie. Nic ciekawego. Ruszyłam w stronę szafy po ubrania. Zdecydowałam się na szarą bluzkę oversize która przypomina sweter, białe rurki, czerwoną małą torebkę i założę moje kochane kolorowe Convers'y (klik), do tego pomalowałam się jak zwykle i zrobiłam lekkie fale na włosach. Była 10:30, wow... Dzisiaj bardzo długo mi to zajęło. No nic. Poszłam do kuchni aby zjeść śniadanie, zrobiłam sobie grzanki z nutellą i zaparzyłam kawę. Po 20 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Hej Jessie - powiedziała Camille podając mi rękę.
- Hej, poczekaj tylko założę buty - odpowiedziałam .
Założyłam buty, zamknęłam dom i wyszłyśmy w stronę auta Cami.
- Mamy dla siebie cały dzień, więc może zaczniemy dzień od miłego Starbucks'a? - spytała miło.
- Jasne. Potem możemy pojechać do Westfield'a - zaproponowałam.
- No spoko.
Wydawała się miłą dziewczyną. Nawet bardzo. Ale chciałam być ostrożną bo nie znam jej do końca, i co jeśli okaże się no sami wiecie... Jak Gwen... Ale nie będę sobie tym zaprzatać teraz głowy. Trzeba się zapoznać! Dojechałyśmy pod Starbucks.

***

Cudowny dzień! Zmęczona opadam na łóżko, jest godzina 20:06. Cami to cudowna osoba. Najpierw pojechałyśmy do Starbucks'a, potem zwiedziłyśmy cały Oxford (mam na myśli obchód sklepów), Westfield i Trocadero. Shopping na max'a! Ale nie kupiłam za dużo, znaczy w tym sensie że kupiłam w cholerę dużo ale wydałam mało. No wiecie... Primark! Ale w Top Shop'ie poszło trochę kasy... No nic, już nie ważne. Przecież kupywałam na wyjazd! Chłopców jeszcze nie ma... Rozumiem Zayn'a. Sama troszkę się boję. Wyszłam na taras i zjechałam po ścianie na ziemię. Zawsze jak tu siadałam to myślałam o swoim życiu. No i o czym miałam myśleć? Kurwa. Jestem cholerną szczęściarą! Ja i jeden z najsławniejszych zespołów na świecie w niedzielę mamy lecieć wspólnie do USA? No tak, w sumie to dla nich pracuję, ale traktuję ich jak przyjaciół. Znamy się od LEDWO pięciu dni, ale przez te pięć dni można się na nich przekonać. Nigdy nie sądziłabym że w życiu spotka mnie taka przygoda... No i Harry... Znowu zaczynam rozmyślać o nim... O tym czy to miłość czy tylko zauroczenie. Ale z moim szczęściem pewnie nie zostanie odwzajemnione. No cóż takie życie.
- Tu się chowasz! - powiedział Harry stojąc koło mnie, a ja podskoczyłam z wrażenia.
- Tak, a coś się stało? - spytałam.
- Nie, ale ciebie szukaliśmy. Mamy wieśći co do wyjazdu i chcieliśmy pogadać na dole. Idziesz? - zapytał wyciągając do mnie rękę.
- Jasne - chwyciłam ją, i miałam wstać, ale prawie znowu upadłam.
Czyli już wiem jak działa na mnie jego dotyk.
- Widzę że grube zakupy były - mówił śmiejąc się.
- No trochę - zaśmiałam się z nim.
Zeszliśmy na dół, cała pozostała czwórka już tam była.
- A ty gdzie ją znalazłeś? - spytał Zayn.
- No wiesz, siedziała na WASZYM tarasie, widać jak szukałeś - odpowiedział Harry.
Dosiedliśmy się do nich.
- No to mówcie.
- Więc - zaczął Liam - pierwszy dzień wolne, potem koncert na jakiejś hali, i będzie to w Los Angeles. Tak też się cieszę. Ogółem w L.A. będziemy przez trzy dni. W hotelu Roosevelt. Luksusy - zaśmiał się Li - no i każde z nas będzie miało osobny pokój. A jeśli chodzi o resztę trasy to Andy powiedział że powie nam jak będziemy w L.A. i... Będziemy lecieć 10 godzin. To jest najgorsze. Ale! Ostarni dzień przed wyjazdem z Hollywood mamy wolny!
- 10?! - spytałam a on tylko pokiwał głową. - Boże.
- A! I dostaniemy walizki - dopowiedział Niall.
- Zawsze je dostajemy - powiedział Zayn.
- Widzę niezłe luksusy... Roosevelt?
- Andy wie co dobre - zaśmiał się Louis.
- A Dan i El? Nie będą was chłopcy odwiedzać? - spytałam.
- Tak oczywiście! Ale Andy powiedział że dopiero jak dotrzemy do Nowego Jorku. Czyli w trzecim tygodniu trasy - powiedział szczerząc się Liam.
- Spoko.
- Zamawiamy chińszczyznę? - spytał Nialler, a wszyscy się zaśmiali.
- Jasne! - krzyknął Louis.
Tak więc zamówiliśmy chińszczyznę. Przyjechała po jakiejś godzinie, i jeszcze pani która to przywiozła chyba o mało co zawału nie dostała! A potem poszłam do pokoju, wykąpałam się i wcześnie poszłam spać.

___________________________________________________________


Witajcie :3
Przepraszam że rozdziały są z opóźnieniem, ale byłam nad jeziorem i no. :)
Podoba Wam się? xx
Wogóle ten rozdział taki jakiś brzydko krótki :(
Stwierdziłam że co 2-3 rozdziały będę pisała oczami chłopców :)
Do następnego! <3

sobota, 18 sierpnia 2012

Chapter 22 .


Chyba ktoś mi dał gazu rozśmieszającego! Nie mogę przestać się śmiać. To coś musiało być w tej pysznej sałatce... Albo w pizzy którą karmił mnie na zmianę a to Harry, a to Niall ponieważ "za mało jem". Ja właśnie sądzę że powinnam schudnąć! No ale, wracając do sytuacji. Idziemy sobie spacerkiem do domu, jest jakoś po 22 i dość cicho bo to czwartek. Spędziliśmy wspaniale ten czas! Mianowicie, najpierw byliśmy na pizzy, potem w Starbucks'ie, no i teraz wracamy. W sumie to wydaje się mało, ale to co się tam działo to dopiero coś!
- A co u Natalie? - walnął od czapy Harry.
- Wszystko dobrze. Tylko szkoda że mieszkamy tak daleko od siebie. No, ale mam nadzieję że mi ją kiedyś Jessie przywieziesz - uśmiechnął się.
- A gdzie to twoje szczęście mieszka? - spytałam.
- No... W... El... Elbl... I tam jakieś dziwne polskie litery - powiedział a ja zaczęłam się zastanawiać.
Elbl... Hmm... I polskie litery. NO TAK! ELBLĄG!
- TO ELBLĄG! - wykrzyknęłam.
- O właśnie! Ale ty to dziwnie wymawiasz...
- Po polsku. Ała! Oczy mnie już bolą.
Ci paparazzi chodzili za nami dosłownie krok w krok... Jak żołnierze lub ochroniarze! Ale bardziej denerwujący. Jednak nie denerwowałam się. Potrafiłam być bardzo cierpliwa. Mam brata w Polsce.
- Daleko jeszcze? - zaczęłam marudzić.
- Wiesz że w każdej chwili możemy wziąć taxi? - rzekł Harry.
- No to do najbliższej! - powiedziałam i wykonałam słynny ruch a'la 'Superman'.
Chłopcy się śmiali z mojego zachowania, ale ja byłam naprawdę zmęczona! Tak więc wzięliśmy taksówkę, która podwiozła nas pod dom w przeciągu 5 minut. No tak... SKRÓTY. Niall otworzył drzwi, i narazie było ciemno i pusto. Zaświeciliśmy światło i dalej pusto. Nagle usłyszeliśmy huk, ja przestraszona, odruchowo wtuliłam się w Hazzę, ale kiedy zobaczyłam o co chodzi to opanowałam się i zaczęłam się śmiać. Bo w końcu nie zawsze widzi się Zayn'a Mailk'a który zbiega ze schodów, przytula Niall'a i drze się przy tym:
- NIE ZDAJECIE SOBIE SPRAWY JAK CHOLERNIE SIĘ BAŁEM!
- Tak, tak Zayn. A wiesz co to telefon? - spytałam.
- A... No tak... Ale bogu dzięki że już jesteście! To co horrory? - spytał śmiesznie poruszając brwiami.
- Zayn przed chwilą się bałeś, a teraz chcesz horrory? Gdzie tu logika? - mówiłam.
- Kto powiedział że mam być logiczny?
- Nieważne... - powiedziałam idąc na górę.
- To zgadzasz się?
- Jasne.
Pomyślałam że lepsze to niż zaleganie samotnie na łóżku. Poszłam się przebrać w moją Cookie Monster'ową piżamę, i zeszłam na dół. Czy tylko ja się tak długo przebieram? Schodzę a na dole wszyscy ubrani, leżący na gotowej i rozłożonej kanapie, z gotowym popcorn'em wybierają filmy! Bez słowa usiadłam na środu kanapy, tak wiem. Egoistka ze mnie. I czekałam na werdykt jakie filmy dzisiaj oglądamy. Jak zwykle miały być trzy.
- No to mamy - powiedział uśmiechnięty Harry siadając koło mnie.
- Jakie? - spytałam zaciekawiona.
- Pierwszy to "Martwa cisza", drugi "Demony", a trzeci to jakiś mało znany o demonach.
- Czekaj... Martwa cisza.. O czym jest? - spytałam bo coś mi świtało.
- O laleczkach - powiedział dumny Niall który siedział wygodnie koło Hazzy.
- CO?! - wykrzyczałam.
- To tylko na rozgrzewkę - powiedział Zayn który włączał film.
- Ale... Ale... Ale ja... Ja...
- Wyduś to - powiedział Harry.
- No bo ja mam traumę z dzieciństwa na takie nawiedzone lalki i ja panicznie się ich boje. I znowu wychodzę na mięczaka - schowałam twarz w dłoniach.
- Przestań, wiesz że jakbyś się bała to masz obok siebie mnie i pana boję się być sam w domu, ale oglądam horrory - uśmiechnął się, i wystawił język Zayn'owi.
- Pfff.. - rzekł Zayn który wcisnął Play.
- Pamiętaj jak coś to wiesz robimi misiaka - szepnął mi Harry, a ja się cicho zaśmiałam.

***

Tak jak myślałam... Ponownie po godzinie filmu jestem przytulona do Hazzy niczym koala i rozciągam mu koszulkę. Mam podwójną ochronę. Z jednej strony Harry który jest znudzony filmem pozwala mi się do siebie przytulać, z drugiej Zayn który przysypia ma na mnie podparte ramię. A Niall? Niall udaje zaciekawionego. Tylko ja się boję! To nie fair. No tak! Tylko ja tu mam traumę na lalki! Moja trauma jest podobna do traumy Liam'a... Znaczy boimy się danej rzeczy tak samo... Jest! Koniec filmu! Prostuję się, teraz wszyscy są dobudzeni. Zayn odpala następny film.

***

No jasne, wszyscy się do siebie tulą i się boją. Ten film jest poprostu zajebiście straszny. Tylko że w połowie filmu robię się strasznie śpiąca. Co prawda boję się filmu, ale jestem zmęczona. Zamykam oczy i odpływam do krainy Morfeusza.

__________________________________________

Jestem na siebie zła... Znowu. Tak wiem znowu jest tu PRZESADZONY rozdział z filmami, ale nie miałam pomysłu! Powiem Wam że teraz skupiam się na tym kiedy oni wylecą do USA i muszę wymyślać aż do skutku co dalej :) ale spokojnie OBIECUJĘ że za kilka rozdziałów będzie lepiej :)

wow... 8600 WYŚWIETLEŃ? 10 OBSERWATORÓW? KOCHAMKOCHAMKOCHAMKOCHAMKOCHAMKOCHAM WAS W CH...OLERĘ MOCNO! <3.

a tak ogółem to jak Wam się podoba? wiecie że Wasze zdanie liczy się dla mnie najbardziej! <3

piątek, 17 sierpnia 2012

Chapter 21 .

Był mi potrzebny długi i relaksujący prysznic. Taki więc sobie sprawiłam. Sam prysznic zajął mi chyba z 20 minut, a jeszcze muszę wysuszyć i wymodelować włosy, pomalować się no i oczywiście się ubrać. Owinęłam się w ręcznik i poszłam po ubrania i kosmetyczkę. Wszystko położyłam na półce w łazience. Najpierw wysuszyłam włosy, modelując je przy tym. Dzisiaj postanowiłam je wyprostować. Następnie sięgnęłam po ubrania. Ubrałam się w zwykłe jeans'y, rurki oczywiście, jasny beżowy sweter i nałożyłam na siebie biżuterię. Wybrałam ten zestaw ponieważ będzie mi on pasował do moich nowych kwiatowych butów, i torby która nie jest taka nowa (klik) . Pomalowałam się tak jak zwykle tzn. podkład, odrobina różu na poliki, delikatna kreska eyeliner'em i tusz. Ogarnięta po 40 minutach wyszłam z łazienki. Zeszłam na dół i zauważyłam całą siódemkę roześmianą na kanapie. Tylko Nialler'a brakowało. 
- Hej - powiedziałam, a w odpowiedzi usłyszałam to samo tylko że 5 razy głośniej.
Podeszłam kolejno, do Eleanor, Danielle i Camille i przedstawiłam się. Potem usiadłam na fotelu naprzeciw Hazzy. 
- Mamy zamiar iść do kina - powiedział wesoły Lou.
- To ja się odłączam - powiedziałam.
- Czemu? - spytała Danielle.
- Muszę obdzwonić rodzinę - uśmiechnęłam się - no i dokończę sprzątanie, bo na górze też praktycznie przejść nie idzie.
- Jak chcesz - rzekła Eleanor.
Niall właśnie zszedł na dół.
- Jakie kino? - spytał podjerzliwie, śmiejąc się jednocześnie.
- Idziemy do kina, ale Jessie nie chce - powiedział udając smutnego Zayn.
- Oj, no pójdziemy wszyscy kiedy indziej! - mówiłam. - Ja zostaję i koniec.
- Wiec że jesteśmy na ciebie obrażeni - powiedział Harry, na co ja się zaśmiałam.
Zostałam sama w domu. Skierowałam się do kuchni i usiadłam przy stole. Wybrałam numer mamy. Przegadałam z nią chyba z godzinę! Potem babcia, i tata. Ponieważ rodzice nie byli razem musiałam dzwonić do nich osobno. Całe rozmowy zajęły mi półtora godziny. Potem zabrałam się za sprzątanie. Dom doprowadziłam do połysku o 16:00. Chłopcy z dziewczynami powinni zaraz wrócić. Postanowiłam wybrać się do sklepu, do którego miałam 10 minut drogi. Założyłam buty, wzięłam torbę do której wcześniej włożyłam portfel, dokumenty i klucze i zamykając za sobą dom wyszłam. Przez całą drogę czułam się dziwnie... Jakbym była... Obserwowana! Tak właśnie. Jakbym była obserwowana. Pośpiesznie weszłam do sklepu i kupiłam to co miałam. Zapłaciłam, i przy wyjściu jakieś dziewczyny na oko 13 lat, zaczepiły mnie.
- Czy to ty od kilku dni pokazujesz się z One Direction? - spytały pełne nadzieji.
- Jestem ich nową stylistką, więc tak - uśmiechnęłam się.
- Możemy zdjęcie?
- Ale... Ja nie jestem sławna - uśmiechnęłam się ponownie.
- Prosimy baaardzo.
- A... Ale... - niewiedziałam zabardzo co powiedzieć. Przecież nie byłam wogóle znana. Z chłopcami mogły mnie widzieć raz. 
- Jedno zdjęcie - błagały mnie.
- No... Dobra. Ale jedno - uśmiechnęłam się i stanęłam obok nich. 
Pożegnałam je i poszłam do domu. Kiedy byłam pod domem, zauważyłam wielu paparazzi. Przez ogród nie mogłam wejść, bo było wysokie ogrodzenie, więc musiałam się przez nich przebić. Zaczęli mi robić zdjęcia! Bezczelni. Bogu dzięki ktoś mi pomógł. Wybawicielem był Styles. Złapał mnie za rękę i 'przeciągnął' przez furtkę. Potem już normalnie weszliśmy do domu. O dziwo nie było tam nikogo poza mną, Hazzą i Niall'em. 
- Hej i dzięki za pomoc - powiedziałam.
- Spoko. Dzięki za posprzątanie - odrzekł Harry.
- Właśnie! - krzyknął z salonu Nialler.
- Nie ma sprawy. A... Gdzie reszta?
- Li i Dan są chyba na kolacji w jakiejś restauracji, Lou i El są znowu u El, a Zayn odprowadził Cami i poszedł się spotkać z kolegami z Bradford - tłumaczył Harry.
- Czyli prawdopodobnie na noc będzie tylko nasza trójka, tak? - chciałam się upewnić siadając w tym czasie na kanapie.
- Dokładnie - powiedział Niall który siedział koło mnie.
- To jak? Idziemy na miasto czy kisimy się w domu? - spytałam.
- MIASTO! - krzyknęli razem.
- No to już.
Harry odpalił auto i pojechaliśmy do pizzerni, na Oxford Street. Oni mają przerąbane! Na każdym kroku śledzą ich ci durni paparazzi! No ja rozumiem że taka praca, ale normalnie nie można się przez nich ruszyć... Przesada. Podeszła do nas kelnerka, Niall zamówił największą jaka była, Harry średnią, a ja sałatkę grecką.
- A ty co królik? - spytał Niall kiedy kelnerka odeszła.
- Tak! - odszczeknęłam się i zaczęłam udawać królika, a potem wszyscy się śmialiśmy.

___________________________________________


MASSIVE SORRY za niedodanie rozdziału wczoraj! :C 
Nocowałam u babci i NIE MIAŁAM NETA : /

I przepraszam że tak cholernie krótki i bezsensowny... : /

Tak wiem. Jest totalne dno. Ale postaram się poprawić! Obiecuję :)

środa, 15 sierpnia 2012

Chapter 20 .


Jeden z najpiękniejszych momentów w moim życiu. Na moich ustach poczułam jego, delikatne, ciepłe i miękkie usta. I choć wiem że nie powinniśmy, nie potrafiłam mu odmówić. Stało się i tyle. Jednak to był najlepszy pocałunek w moim całym 18-letnim życiu. Po kilku sekundach odczepiliśmy nasze idealnie pasujące do siebie usta i popatrzyliśmy sobie głęboko w oczy.
- Przepraszam... Ja... Ja nie powinienem - powiedział skruszony.
- Wina również jest po mojej stronie, ale przecież to tylko jeden niewinny pocałunek! - mówiłam uspokajając go. - Spokojnie nikt poza nami się nie dowie.
- Los chciał nas złączyć już dwa razy, i tym trzecim mu się udało - usmiechnął się, a ja się zarumieniłam. - Jesteś słodka kiedy się rumienisz.
- Nie słodź mi bo mi te buraki chyba do jutra nie zejdą - zaśmiał się.
Jak gdyby nigdy nic wzięliśmy sobie po kawałku pizzy i wróciliśmy do oglądania. Na Mtv zaczynał się właśnie maraton z Pranked, wręcz uwielbiałam ten serial! Niektóre scenki były przekomiczne, a nie które po prostu głupie... Ciągle czuję na swoich ustach, usta Harr'ego. Tak wiem to dziwne, ale bardzo przeżywam tak niewinny pocałunek, ale w końcu zauroczyłam się nim. Bardzo. Sama niewiem dlaczego... Może to przez jego przyciągające zielone spojrzenie, uwodzące dołeczki, seksowne opadające na twarz loki, wciąż uśmiechające się wargi... Chyba siedzę obok ideału. Moje piękne rozmyślenia czasem mnie przerażają... To dziwne ale chyba... Chcę znów poczuć jego ust... Zakochałam się? Oby nie... Ale w sumie jak już mówiłam jestem człowiekiem JESZCZE z uczuciami. Z moich głębokich rozmyśleń wyrwał mnie jego punkt czyli Harry.
- Hahahaha! Błagam powiedz że to widziałaś! - krzyczał śmiejąc się.
- Zamyśliłam się - odpowiedziałam.
- To nie myśl tylko oglądaj powtórkę - skierował moją twarz ku telewizorowi.
Rzeczywiście dość śmieszne. Tak więc resztę wieczoru oglądaliśmy maraton z Pranked, a około 01:00 usnęliśmy. Oczywiście nie obyło się bez sprzeczki, i Harry siłą zaniósł mnie do sypialni, ponieważ niewypada aby dama spała na kanapie! Co za facet.

* z perspektywy Niall'a *
Powoli otwieram moje oczy. Chyba znajduję się na podłodze... To by wyjaśniało dlaczego jest tak twardo. Strasznie boli mnie głowa. Podnoszę się na wysokość łokci i widzę dookoła TYLKO Zayn'a który śpi koło basenu. On koło wody? Rekord. No tak! Po za nim jest tylko wielki bałagan. Może reszta jest na górze... Tak więc wstaję, i idę po schodach na górę. Lecz na mój pech zastałem tam tylko Liam'a i Danielle w pokoju Li. Tak więc ponownie udałem się na dół, i zauważyłem Zayn'a w kuchni który już sączył wodę.
- Siema stary - powiedział zachrypnięty.
- Cześć pijaku - zaśmiałem się.
- To nie jest śmieszne! O mało co tam nie wpadłem!
- Nie, nie. Wogóle nie powinienem się śmiać! - starałem się być poważnym.
- Gdzie wszyscy?
- Więc, Li i Dan są w pokoju Li, Lou i El niewiem, ale zgaduję że u Eleanor, a Harry i Jessie... Cóż...
- Ostatni raz widziałem ich wczoraj wychodzących z domu koło 22.
- A reszta uczestników imprezy poszła do domu, i wszystko wyjaśnione.
- Tak teraz trzeba tylo sprowadzić resztę do domu!
- To ty to zrób, ponieważ dochodzi 11:00, a ja o 11:30 jestem umówiony na skype'a z Natalie.
- Nialler cóż za romantyczność.
- Tak wiem - powiedziałem udając wyrafinowanego obywatela.
Zayn poszedł ze mną na górę, ponieważ podobnie jak ja miał telefon w swoim pokoju. Wszedłem do swojego i pierwsze co zrobiłem to odpaliłem laptopa.

* z perspektywy Zayn'a *
Poległem na swoim wygodnym materacu i sięgnąłem po telefon który znajdował się na etażerce. Moja głowa odmawiała posłuszeństwa. Wybrałem numer Louis'a.
- Cześć Lou, jak tam po imprezie?
- Hej, no wiesz. Kac. A tam?
- Ta, ta. Również. Gdzie jesteś? I kiedy wracasz?
- Tak więc mamo jestem u swojej dziewczyny i jako przyzwoici wrócimy za godzinę - powiedział poważnym tonem, a potem oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Oczywiście synu, dowiedzenia.
- Do zobaczenia rodzicielko!
Dlaczego zawsze rozmowy z Louis'em są pojechane? Nieważne. Wybieram numer Hazzy.
- Hej Zayn mów szybko - powiedział szepcząc.
- Ok, kiedy wrócisz i jak tam po imprezie, gdzie ty wogóle jesteś?
- Panie półkowniku będę za półtora godziny, bardzo miło spędziłem czas i jestem u panny Jessici Starwood.
- Dlaczego wy mnie tak traktujecie?! - powiedziałem udając płacz.
- Jak? - spytał.
- Louis wziął mnie za mamę, a ty jak mniemam za policjanta!
- Bo zadajesz tyle pytań.
- Ale przynajmniej wszystko wiem! - przechwaliłem się.
- Racja, ja kończę narazie.
- Trzymaj się, pa.
Pan półkownik rodzicielka wykonał swoje zadanie i ma fajrant. Odłożyłem telefon i zamknąłem oczy.

* z perspektywy Liam'a *
Moje tęczówki powoli oswajały się ze światłem. Jak zwykle włosy Dan gilgotały mnie w szyję. Jednak ona nie spała, ona czekała aż się obudzę.
- Witaj śpiochu - powiedziała obracając się w moją stronę.
- Hej skarbie - odpowiedziałem delikatnie całując ją na powitanie.
- Chyba wszyscy jeszcze śpią nie bądźmy gorsi - powiedziała wtulając się w moją koszulkę.
Objąłem ją ramieniem i zamknąłem oczy.

* z perspektywyLouis'a *
- Hahahaha! Ciotaaa! - krzyczała Eleanor.
- Ooo, jeszcze tego pożałujesz! - powiedziałem biorąc do ręki kolejną koszulkę. - Łap to gadzino!
- Patrz co maaam! A ha ha ha!
- Ooo nieee! - niemalże rzuciłem się na nią. - Oddajesz po dobroci czy siłą mam ci to wyrwać!
-  No co? Louis'ek się boji o swój telefon? - spytała robiąc minę zbitego szczeniaczka.
- Przypominam ci że na tobie leżę i teraz to ja mam przewagę.
- Cholera... - zacząłem ją gilgotać i odrazu oddała telefon.
- I co Eleanor'cia? - spytałem dumny z tego co zrobiłem.
- Nic, ale jeszcze pożałujesz - powiedziała po czym mnie pocałowała.
- Chodź zbieramy się - powiedziałem pomagając jej wstać.
Ubraliśmy się, zjedliśmy śniadanie i wyszliśmy z jej domu kierując się w stronę auta.

* z perspektywy Harr'ego *
Naleśniki prawie gotowe, teraz jeszcze tylko herbata. Cholera! Pusto. Czyli zostaje nam woda... No nic. Przygotowałem stół, pościeliłem łóżko i czekałem na Jessie. Napisałem do Zayn'a sms'a czy mógłby po nas przyjechać za jakąś godzinę, zgodził się. Poszedłem do sypialni aby ją obudzić.Tak jak myślałem! Spała jak zabita. Nachyliłem się nad nią lekko, aby ją przebudzić, ale kiedy tylko dotknąłem jej ramion coś wybełkotała i jakby chciała mnie przytulić przez sen. Niestety wylądowałem na niej. Jednak się obudziła.
- Em... Harry dlaczego na mnie leżysz? - spytała zaspana.
- Wiesz w sumie to ty chciałaś mnie przytulić przez sen ale coś ci nie wyszło - zaśmiałem się i podniosłem z niej.
- Ale dlaczego jesteś w mojej sypialni, czy my...
- Nie, nie! Coś ty! Chciałem cię obudzić bo za godzinę Zayn po nas przyjedzie, a śniadanie gotowe.
- Ok, już wstaję - powiedziała podnosząc się.
Przepuściłem ją w drzwiach.
- Kto to zrobił? - powiedziała wskazując na stolik.
- Gremliny wiesz?
- Ooo... Harry nie musiałeś! Skąd wziąłeś jajka i mleko?
- Masz sklep blisko domu.
- No tak... To... O KTÓREJ TY WSTAŁEŚ CZŁOWIEKU?!
- O 09:00 - zaśmiałem się.
Zaczęliśmy konsumować, a potem doszliśmy do wniosku że musimy jechać w tymczym jesteśmy ponieważ nie mamy tu żadnych innych rzeczy. Mi to tam pasuje, ponieważ mam na sobie białą koszulkę i szare dresowe spodnie, ale Jess ma za dużą koszulkę i króciusieńkie spodenki a jest zimno. Damy radę! Teraz kiedy byliśmy gotowi do przejścia z klatki do samochoduposłusznie czekaliśmy na Zayn'a.

* z perspektywy Louis'a *
Skoro Zayn'a, Hazzi i Jessie nie ma, Niall skype'uje z Natalie, to Liam z Danielle musi być w pokoju Li! Ha! Sherlock Holmes ze mnie! Skierowałem się z El do pokoju Li i wparowaliśmy tam drząc się:
- WSTAWAĆ LENIE!
- Zaraz zejdziemy na dół - powiedział zaspany i jednocześnie przestraszony Liam.
Nie mogąc powstrzymać śmiechu zeszliśmy z Ellie na dół, i zaczęliśmy sprzątać bo nie było tu nawet przejść!

* z perspektywy Zayn'a *
- Jak tam noc wam minęła? - spytałem.
- Emocjonalnie! - odpowiedziała Jessie.
- Dlaczego? - spytałem.
Dowiedziałem się całej historii z włamywaczem, niedoszłym spacerkiem, wargą Hazzy i o reszcie wieczoru.
- A tak od czapy, to rozmawiałem z Camille i wpadnie do nas dzisiaj.
- No to fajnie, nareszcie się poznacie - powiedział harry i popatrzył na Jessie.
Dojechaliśmy pod dom. Louis i El sprzątali, a kiedy weszliśmy zauważyliśmy również schodzących na dół Liam'a i Danielle. Tamta ogarnięta czwórka sprzątała, Hazz i Jess poszli do swoich pokoji się przebrać i umyć, a ja zaprosiłem do domu Cami która właśnie stała w progu drzwi.
- Pomożecie? - spytał błagalnym głosem Lou.
Spojrzałem na Cami, i oboje odpowiedzieliśmy 'tak'. Tak więc cała szótska sprzątała ten syf.

______________________________________________

Kolejna bohaterka!

Camille Armstrong (19 l.) 

Cały rozdział zrobiłam z perspektywy chłopców jak zauważyłyście. Mam nadzieję że choć troszkę przypadnie Wam do gustu! xx. Następny rozdział pojawi się jutro najprawdopodobniej koło 20:00 :)

wtorek, 14 sierpnia 2012

Chapter 19 .


Kiedy wyszliśmy z mojego domu uswiadomiłam sobie że jeszcze kilka minut temu mogłam zginąć. Doszłam do tego dopiero teraz kiedy zaczęła cholernie boleć mnie szyja. Może w sumie mogłam się bardziej przejąć? Taa... Szkoda tylko że ten facet był cały zamaskowany w jakieś czarne maski, płaszcze i takie inne. No tak! Odciski! Cholera! Miał rękawiczki... Mam nadzieję że cała sprawa się jakoś wyjaśni. Może to sprawka Gwen? Ale po co miałaby to robić? Sama już niewiem... Wiem tyle że muszę mieć bardzo zryty charkter ponieważ nie każdy robi tak jak ja! A mianowicie kiedy ktoś go dusi on ma na to wywalone i zaraz po tym jak 'oprawca' ucieka z jego domu ona zaczyna swój uroczy flirt. Jestem żałosna. Od jutra się zmieniam. Ta. Pewnie wyjdzie z tego to samo co z moim odchudzaniem... Potem o tym pomyślę... Londyn nocą był pięknie oświetlony, a szczególnie w środowy wieczór. Dlaczego środowy? Ponieważ w Londynie to w środę są organizowane dyskoteki w najpopularniejszym o nazwie " Sunshine ". Byliśmy kilka metrów od mojego domu. Czekała na nas jakaś godzina drogi. Zawsze się dziwiłam jak z ich domu dojeżdżamy do mojego w zaledwie 5 minut... Ach tak! Skróty. Ale teraz nie mogliśmy nimi iść gdyż była to tak zwana ulica 'dyskotek'. Wszędzie na niej były dyskoteki i... Paparazzi. No i znowu ktoś mógł mnie napaść... Otaczała nas cisza i spokój, no i szum drzew. Jednak było tylko jedno ale. Jakie? A takie że było straznie zimno, a ja nie miałam ze sobą kutrki, ani nic takiego. Zaczęłam lekko dygotać z zimna.
- Zimno ci? - spytał Harry.
- Obserwujesz mnie? - spytałam z żartem.
- Czemu?
- Ponieważ kiedy tylko zaczęłam leciusieńko dygotać z zimna, to już się mnie spytałeś czy jest mi zimno - powiedziałam.
- Czyli jest ci zimno! - niemalże krzyknął.
- Cholera! - przęklnęłam pod nosem, a Harry zaczął ściągać marynarkę - Nie, Harry dam sobie radę - powiedziałam łapiąc go za ramię.
- Jak na gentelman'a przystało muszę oddać damie kurtkę - powiedział z mocnym angielskim akcentem, okrywając moje ramiona.
- Harry, teraz tobie będzie zimno - powiedziałam chcąc ściągnąć z siebie kurtkę.
- Przeżyję - powiedział szybko mnie obejmując czym jednocześnie 'zabronił' mi zdjąć z siebie jego marynarkę.
- Co ty tu masz? - spytałam wskazując na jego zranioną wargę.
- Nic takiego - otarł z niej krew i chciał odwrócić moją uwagę .
- Nia tak szybko! Widziałam! Pokaż to - powiedziałam przystając naprzeciw jego twarzy.
Musiał się zranić kiedy bił się z tym facetem. Ale w całej tamtej sytuacji zdziwiło mnie to że tak szybko oddał klucz...
- Aaaauu! - szepnął Harry kiedy lekko dotknęłam rany.
- Chodź wracamy do mnie zaopatrzę cię - powiedziałam zawracając.
- Po co? Przecież i tak będziemy musieli się wracać do willi. Nie mamy w czym tam spać, czego jeść - wymieniał.
- Zawsze w domu mam jakieś stare rozciągnięte dresy, a po drodze jest spożywczak całodobowy, no i odrazu kupimy plastry - powiedziałam ciągnąc go za sobą.
- Raaaanyyy - mruknął.
-Nie marudź! - skarciłam go śmiejąc się.
Szliśmy ramię w ramię. Nie powiem było mi trochę ciężko w tych szpilkach się normalnie poruszać, ale nie mieliśmy daleko.

***

Kiedy Harry przebierał się w łazience w mój stary dres, ja postanowiłam odpalić piekarnik aby potem zrobić w nim pizzę którą wcześniej kupiliśmy w sklepie. Do wargi miał już przyczepiony mini plasterek więc było dobrze. Nastawiłam odpowiednio piekarnik, i włożyłam pizzę. Skierowałam się w stronę salonu aby rozłożyć sobie narożnik, i włączyć telewizor. Z narożnikiem uporałam się szybko, a Harry w sypialni łóżko miał pościelone, na TV włączyłam Mtv i poszłam wyłączyć piekarnik. Następnie skierowałam się w stronę sypialni aby wziąć sobie poduszkę i kilka kocy do spania. Kiedy odstawiłam sobie 'pościel' na narożnik Hazza wyszedł z łazienki.
- Jeśli możesz to wyjmij pizzę z piekarnika na talerz i połóż ją na stoliku w salonie, a ja pójdę się przebrać, dobrze? - spytałam.
- Jasne - usmiechnął się.
Wzięłam sobie białe krótkie spodenki do spania i za dużą koszulkę z logiem Coca Coli, skierowałam się w stronę łazienki. Zmyłam makijaż i ogółem zrobiłam taką mini wieczorną toaletkę. Kiedy miałam wychodzić zauważyłam że na szyi robi mi się siniak. Nie dziwię się... Zaraz, zaraz... W pojemniczku na biżuterię czegoś mi brakuje... No tak! Naszyjnik od Gwen! Teraz byłam pewna że to jej sprawka. Czyli jednak jutro czeka mnie wizyta na policji.Wyszłam z łazienki. Sukienkę odłożyłam do prawie pustej szafy i poszłam do salonu. Harry w tym momencie usiadł na kanapę, chwilę potem dołączyłam do niego.
- To jak, zostawiamy Mtv czy poszukujemy jakichś filmów? - spytałam.
- Mtv - odparł.
Chciałam sięgnąć po kawałek pizzy w tym samym momencie co Harry. Nasze ręce się dotknęły. Jego dotyk był najcudowniejszym w moim życiu. Spojrzeliśmy sobie w oczy, jego zielone tęczówki przyprawiły mnie o mini zawał. Niestety nasze twarze dzieliło te cholerne 5 centymetrów! Chyba skamieniałam. Tylko ja... Harry bardzo powoli zbliżał swoją twarz do mojej.

________________________________________

Hej, hej!
Wróciłam :)
Na obozie było bosko, ale jednak brakowało mi tego co nocnego pisania dla Was rozdziałów które są beznadziejne! A jak Wam życie mija? :)

Powiem jeszcze że to NIE koniec sprawy z 'włamywaczem'. xx

Buziaki. xx

środa, 1 sierpnia 2012

Chapter 18 .


Chłopcy szykowali dom i siebie do imprezy, Dan i El pojechały się już szykować, a ja skończyłam rozmawiać z mamą przez telefon. Dochodziła 18:30, a goście mieli być na około 19:30 więc poszłam się wykąpać. Wzięłam około 20 minutowy prysznic, wysuszyłam i lekko podkręciłam włosy i wyszłam z łazienki. Przypomniało mi się że wczoraj kupiłam sobie śliczną sukienkę. Tak więc ubrałam się w sukienkę, która miała czarny tiulowy dół i mieniącą się górę, czarne szpilki, połyskującą kopertówkę, bransoletkę i pierwsze lepsze kolczyki (klik). Podkreśliłam oczy eyeliner'em, prawie niewidocznym cieniem do powiek i tuszem do rzęs. Na twarz nałożyłam podkład, lekko rozjaśniający puder, i troszkę różu na policzki, a usta pomalowałam malinowym błyszczykiem. Poszłam do pokoju obejrzeć się w lustrze i zadowolona z efektu spojrzałam na zegarek w telefonie, 19:12. Czyli cudem się wyrobiłam. W tym momencie ktoś zapukał do moich drzwi.
- Proszę - powiedziałam odkładając telefon.
- Hej, ja chciałem powiedzieeeee... - Harry zatrzymał na mnie wzrok.
- Że? - spytałam chichocząc.
- Że... No ten że... - ciągle wodził mnie wzrokiem, podeszłam do niego i szturchnęłam go lekko w ramię i w tym momencie spojrzał mi w oczy - o mój boże, ale jesteś pięk... Znaczy pięknie wyglądasz! - zarumienił się, a ja się uśmiechnęłam - A miałem powiedzieć że goście zaczęli się schodzić.
- Ok, to chodźmy na dół - powiedziałam a Harry wystawił łokieć tak żebym go chwyciła na co się uśmiechnęłam i go złapałam. Muszę przyznać że Hazza umiał się ubrać, miał na sobie zwykłą białą koszulkę, czarne spodnie, czerwone Convers'y i dodającą do wszystkiego smaku czarną marynarkę. Zeszliśmy na dół.
- O boże Jessie! - krzyknął Zayn.
- Co? - spytałam zdezorientowana i chyba z 10 osób wpatrywało się we mnie.
- Wyglądasz... Oszałamiająco... - mówił Niall.
- Dzięki - powiedziałam rumieniąc się.
- Kocham jak się rumienisz, wiesz? - szepnął mi na ucho Harry, a ja się do niego uśmiechnęłam.
Liam i Louis poszli do swoich towarzyszek, a ja w towarzystwie Hazzy, Niall'a i Zayn'a, jeszcze oczekiwaliśmy na gości.  Nie trwało to długo ponieważ po dosłownie 10 minutach było tu chyba z 50 osób. Na szczęście zamknęłam swój pokój... Ale przy sobie i tak na wszelki wypadek mam kilka kosmetyków, telefon, klucze do tego i tamtego mieszkania, i kluczyki do auta Harr'ego który sam mi je dał. Kiedy salon był praktycznie pełny każdy ruszył w swoją stronę. Zayn poszedł do Dj'a, Niall do jedzenia, a Harry gdzieś w środek parkietu. Ja nadal opierałam się o blat stołu kuchennego. Ale pomyślałam sobie że w końcu jest impreza! Trzeba się zabawić. Ruszyłam na środek parkietu i zaczęłam się ruszać, po chwili zatraciłam się w tańcu z Zayn'em.

***

Impreza trwała już jakieś dobre dwie i pół godziny, i choć bez alkoholu to i tak bawiłam się świetnie. Jednak na chwilę wyszłam na taras ponieważ dzwonił mi telefon. Dziwne... Dzwoniła moja sąsiadka pani Jensen.
- Dobry wieczór pani Jensen, czy coś się stało? - spytałam.
- Dobry, sama nie wiem czy taki dobry... Stało się stało. Kilka minut temu jakiś pan wchodził do pani mieszkania!
- O jezu... Dziękuję bardzo za informację, zaraz przyjadę! Dobranoc.
- Dobranoc.
Sprawdziłam szybko czy mam klucze, mam. Nikt nie miał moich kluczy poza mną! Musiałam iść do Hazzy spytać się czy mogę pożyczyć auto. Znalazłam go koło stolika z jedzeniem, i wyciągnęłam przed dom.
- Coś się stało? - spytał widząc moją zmartwioną minę.
- Tak, ale nie w tym rzecz. Mógłbyś pożyczyć mi samochód? - spytałam.
- Ale, chcę wiedzieć co się stało - powiedział robiąc słodkie oczka.
- Ktoś jest w moim mieszkaniu! A tylko ja mam klucze! - powiedziałam prawie ze łzami w oczach.
- No to jadę z Tobą! Przecież jest już ciemno - powiedział kierując się w stronę auta.
- Ale Harry.
- Co?
- Napewno piłeś - powiedziałam idąc za nim.
- A tu się mylisz! Nic a nic! Jestem czysty.
- Ale... Przecież Ty lubisz alkohol...
- Ale po ostatniej imprezie wolałem przystopować - otworzył mi drzwi do auta.
- Ok - powiedziałam wsiadając.
Jechaliśmy dość szybko, ale teraz nie martwiłam się o to. Pod mój dom dojechaliśmy w przeciągu 5 minut.
- Poczekaj na dole - powiedziałam wychodząc.
- Czekaj, czekaj! - pociągnął mnie za rękę - Idę z Tobą, a co jeśli coś Ci się stanie?
- Jak chcesz - nie chciało mi się z nim kłócić bo byłam i tak dość zdenerwowana tym że ktoś jest w moim domu.
Weszliśmy po schodach na dane piętro i wyjęłam klucze z torebki. Podeszliśmy pod drzwi mojego mieszkania, a ja zaczęłam je otwierać. Poszło mi to szybko. Odrazu zapaliłam światło, Harry szedł za mną.
- Idź do salonu i kuchni, ja sprawdzę łazienkę i sypialnię - powiedziałam.
Harry przytaknął i rozeszliśmy się w swoje strony. Powolnym ruchem kierowałam się w stronę łazienki. Zapaliłam światło. Czysto. Wyszłam z łazienki i już prawie wyszłam z sypialni, kiedy nagle ktoś złapał mnie za szyję i zaciągnął pod ścianę.
- Jeśli krzykniesz, uduszę Cię - szepnął mi do ucha nieznajomy męski głos.
Oczy zaleciały mi łzami i czekałam na Harr'ego. Ten facet chyba niewiedział że z kimś przyszłam. Albo wiedział, lecz niewiedział z kim. Kiedy się totalnie rozkleiłam Harry krzyknął z salonu:
- Tu jest czysto, a jak u Ciebie?
W tym momencie nieznajomy zaczął mnie dusić. Po chwili zakaszlnęłam. Harry przybiegł tu jak najszybciej kiedy usłyszał mój kaszel i gdy zobaczył że ktoś mnie dusi, miał wzrok dosłownie 'zabójcy'.
- Łapy precz od niej - powiedział Harry z zaciśniętymi zębami, a nieznajomy mnie puścił. Osunęłam się z kaszlem i z łzami na ziemię, a Harry zaczął się bić z tym facetem. W sumie to Harry go okładał, a tamten usiłował się bronić.
- ODDAJ KLUCZE - krzyknął groźnie Harry łapiąc go za koszulkę.
Facet najwyraźniej stchórzył bo oddał klucze i wybiegł z mieszkania jak najszybciej, Harry poszedł zamknąć drzwi i 'przyleciał' tu do mnie, przytulił mnie, a ja wtuliłam się w niego i płakałam głośno.
- Nie bój się, już dobrze, on już Cię nie skrzywdzi - mówił starając się mnie uspokoić.
Wtuliłam się w niego mocniej, a on wziął mnie na ręce i posadził na łóżku. Nadal nie uwalniając z uścisku.
- Jessie, mała nie bój się, obiecuję że już nikt Cię nigdy nie skrzywdzi - powiedział.
- Skąd wiesz? - powiedziałam nadal go przytulając.
- Bo ja tego dopilnuję - chwycił mnie za policzki i tym sposobem spojrzałam w jego oczy.
Jego oczy które były przepełnione bardzo głębokim współczuciem, pocieszeniem i... Miłością? Co ja bredzę... Pomasowałam sobie szyję i ledwo powiedziałam:
- Dziękuję.
- Za co? Za to że prawie dopuściłem do Twojej śmierci? - powiedział smutny.
- Nie, bo to nie Twoja wina. Dziękuję za to że potrafisz mnie pocieszyć - powiedziałam gładząc jego ramię.
- Nie ma sprawy, zawsze do usług - powiedział obejmując mnie.
- Chodź wracajmy na imprezę, ale poczekaj tylko poprawię makijaż.
- Idę z Tobą!
- Do łazienki? - spytałam uśmiechając się, a on przytaknął.
Poszłam do łazienki, wyciągnęłam z torebki tusz i puder, umyłam twarz pod oczami, i poprawiłam makijaż. Harry ciągle się mi przyglądał.
- Co tak oczy wytrzeszczasz? - spytałam.
- Bo to jest magia co Wy kobiety potraficie zrobić!
- No wiem - powiedziałam cwaniacko.
Wyszłam z łazienki, i to co zobaczyłam przyprawiło mnie o mini-zawał.
- Harry... Gdzie masz klucze od samochodu? - spytałam.
- W kiesze... Um...
- Proszę powiedz że to nie one - wskazałam na rozdeptane kluczyki.
- Okłamałbym Cię gdybym powiedział że to nie one.
- Czyli mamy do wyboru taxi, zostanie tu całą noc, dłuuuuugi powót do willi spacerkiem, lub próbowanie się dodzwonienia do chłopców.
- Nie mam kasy na taxi.
- Ja też.
- A wiem tyle że chłopcy mają telefony w swoich pokojach - powiedział.
- Czyli zostajemy tu na noc?
- Na to wygląda...
- Możemy porozmawiać - zaproponowałam.
- Z wielka chęcią - uśmiechnął się i poszliśmy do salonu.
- Chcesz coś do picia? Mam tylko herbatę - zaśmiałam się.
- Narazie dziękuję.
Poszłam do niego na kanapę i włączyłam MTV Hits.
- Wiesz zachowałeś się dzisiaj jak prawdziwy gentelman - uśmiechnęłam się.
- Tak, tak. Gentelmeni doprowadzają do czegoś takiego masz rację.
- Przestań się obwiniać!
- Ale to moja wina!
- Nie!
- Tak!
- Nie i koniec.
- Tak i ja mam rację.
- Pff... Nie.
- Zobaczymy, zobaczymy - uśmiechnął się.
Zaśmialiśmy się. Była dopiero 22:02. Cała noc przed nami.
- Harry, chcę się przejść - walnęłam - do willi.
- To chodź - powiedział pomagając mi wstać.
Bardzo dobrze zamknęłam dom i wyszliśmy. Przed nami dłuuuga droga.

_________________________________________


Się rozpisałam! :D
To jest OSTATNI rozdział przed wyjazdem :(
Będzie mi Was brakować, choć Was nie znam <3.
Następny rozdział dam 13 sierpnia, i musicie poczekać :)
Wiem, wiem. Trochę akcji dałam :)
Ale sądzę że znowu coś przesładzam... :\

No nic... See you soon! <3. Kocham Was i miłych wakacji! :)
Mądra jestem... 1 sierpnia, a ja życzę miłych wakacji >.<